Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Protest PKS uderzył w uczniów

Wczoraj w trasy nie wyjechało wiele autobusów. Odwołano kursy m.in. w kierunku Lublina i Kodnia.
Co trzeci uczeń nie dotarł szkoły, bo związkowcy walczą o 300 zł podwyżki. - Martwię się o kolegę z Kościniewicz. Nie ma żadnego autobusu do swojej miejscowości. I jak ma wrócić do domu po lekcjach? - pyta Staszek, uczeń bialskiej szkoły ponadgimnazjalnej. - Ja też obawiam się, że będzie problem z wyjazdem do Janowa Podlaskiego. Część kursów autobusów PKS odwołano. Beata Kalwarczyk-Warpas, wicedyrektor Zespołu Szkół Rolnicze Centrum Kształcenia Ustawicznego im. W. Witosa w Leśnej Podlaskiej przyznała, że protest części załogi PKS skomplikował pracę szkoły. - Szkoda, że wcześniej nikt nas nie uprzedził o tym strajku. Na lekcje nie dojechało prawie 30 proc. młodzieży. Stali na mrozie i śniegu. Nie wszyscy mogli przybyć rowerami lub samochodami rodziców. Największy kłopot mieli uczniowie z Kodnia i Piszczaca. Pojawiał się też kłopot z wyjazdem wychowanków internatu na przerwę świąteczną - podkreśla wicedyrektor. Jan Dawidowski, przewodniczący związku zawodowego \"Solidarność 80” w PKS nie ukrywa, że inicjatorom tej akcji chodziło o to, aby wywołać skutki społeczne. - Po to braliśmy masowo urlop na żądanie, aby o naszym proteście dowiedziało się społeczeństwo. Żądamy podwyżek po 300 zł i przestrzegania kodeksu pracy. Żyjemy poniżej minimum socjalnego. Jako kierowca za 18 dni pracy w miesiącu dostaję 1640 zł brutto. Bez zmian od 7 lat. A ryzyko kierowania autobusem jest ogromne - podkreśla przewodniczący. Dodaje, że związek wszedł w spór zbiorowy. Kierowcy, którzy mimo protestu wyjechali na trasy, tak to tłumaczyli: - Pracuję. Nie chciałem protestować, kiedy są lekcje. Sam mam dwoje dzieci w szkole i wiem, jakie są skutki braku transportu. Proponowałem, żeby protestować dzień później, kiedy są już ferie. Inny pracownik PKS zauważa, że na taką okazję czyha konkurencja PKS, która przejmie pasażerów. - Dziś nie stać nas na podwyżki, jakich żądają związkowcy. Przy olbrzymim wzroście cen paliw byłyby one nie do udźwignięcia - tłumaczy Włodzimierz Dawidziuk, prezes bialskiego PKS. Wczoraj prowadził negocjacje z protestującymi. Rozmowy zostały jednak przerwane. Zostana wznowione 27 kwietnia. Wanda Koziara, sekretarz organizacji związkowej poinformowała nas, że mediator dostrzegł wolę porozumienia pomiędzy stronami. Pracownicy są jednak niezadowoleni z niewielkich ustępstw prezesa oraz z metody liczenia podwyżek.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama