Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Ratunek na medal

Strażacy są pełni podziwu dla zimnej krwi i poświęcenia Stanisława Warzochy i szykują dla niego medal oraz specjalną nagrodę.
Gdyby nie ten mężczyzna, jego dwaj sąsiedzi nie przeżyliby czyszczenia przydomowego szamba. - Byliśmy jedną nogą na tamtym świecie - mówi 49-letni Adam z Bełżca na Zamojszczyźnie. - To dzięki sąsiadowi żyjemy. Pan Stanisław niechętnie opowiada o wypadku. Twierdzi, że na jego miejscu każdy zachowałby się tak samo. Ma 58 lat, pracuje w zamojskiej agencji ochroniarskiej i zapewnia, że nie jest \"materiałem” na bohatera. Kiedy kilka dni temu kręcił się po podwórku, nagle usłyszał wołanie sąsiadki o pomoc. Okazało się, że pan Adam i jego 15-letni syn Krzyś są w niebezpieczeństwie. Mężczyźni czyścili szambo. Stężenie gazów było tak wysokie, że obaj stracili przytomność. Upadli tak nieszczęśliwie, że jeden leżał na drugim. - W pierwszej chwili zobaczyłem tylko Adama. Nie wiedziałem, jak się zachować. Było pewne, że jeśli zejdę na dół, to też stracę przytomność - opowiada Warzocha. - Znalazłem jakiś drut. Zacząłem nim trącać sąsiada i krzyczeć z całych sił. Jakoś się ocknął! Złapałem go za rękę i podciągnąłem do góry. Uratowany mężczyzna zaczął rozglądać się za synem. Chłopiec leżał już na dnie zbiornika. Ojciec zaczerpnął powietrza i skoczył. Chwycił syna wpół, podniósł go do góry, a Stanisław Warzocha wyciągnął chłopca na powierzchnię. Krzyś nie oddychał. - Mama chłopca zadzwoniła po pogotowie i straż, ale nie mieliśmy chwili do stracenia - ciągnie dalej Warzocha. - Nie wyczuwaliśmy tętna. Zaczęliśmy go reanimować wspólnie z jego matką. W końcu zaczął oddychać. Ojciec i syn trafili do tomaszowskiego szpitala. Żadnemu nic się nie stało. Krzyś po kilku dniach w szpitalu wczoraj poszedł do szkoły. Strażacy z Bełżca są pełni podziwu dla Stanisława Warzochy. - Taka postawa jest godna najwyższej pochwały. Bez jego zimnej krwi doszłoby do tragedii - Krzysztof Gmoch, komendant OSP w Bełżcu nie ma wątpliwości. - Uhonorujemy to. Z komendantem tomaszowskiej PSP chcemy przyznać mu medal i jakaś nagrodę. Stanisław Warzocha jest tym zamieszaniem zawstydzony. - Krzysia wyciągnął ojciec, ja mu tylko dopomogłem - tłumaczy.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama