Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Dziecko było martwe, to je wyrzuciłam

Zarzut zabójstwa noworodka usłyszała dzisiaj 22-letnia mieszkanka Zamościa. Kobieta się nie przyznaje.
Twierdzi, że dziewczynka urodziła się martwa. Ale sekcja zwłok wykazała, że noworodek przyszedł na świat żywy. Kobieta przez kilka godzin składała wczoraj wyjaśnienia. - Nie przyznała się - informuje Artur Kubik, szef Prokuratury Rejonowej w Zamościu. - Uważała, że dziecko urodziło się martwe, dlatego je wyrzuciła. Makabrycznego odkrycia dokonali w poniedziałek rano pracownicy składowiska odpadów w Dębowcu pod Zamościem. Owinięte w prześcieradło zwłoki noworodka ukryte były w reklamówce razem z prawidłowo odciętą pępowina, łożyskiem oraz damskimi, zakrwawionymi spodniami od dresów. Policjanci dotarli do blisko 300 kobiet, które miały wyznaczony termin porodu na kwiecień i początek maja. Ale podejrzana nie figurowała w żadnej dokumentacji medycznej prowadzonej przez szpitale, przychodnie i prywatne gabinety lekarskie. - Nie była pod opieką ginekologa - informuje Joanna Kopeć z zamojskiej policji. - Do jej zatrzymania doszło w wyniku naszych ustaleń operacyjnych. To była żmudna praca, w którą zaangażowało się kilkudziesięciu funkcjonariuszy. 22-latka, która wychowuje już dwuletniego synka, wpadła w czwartek. Jak się nam udało nieoficjalnie ustalić, do porodu doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek w mieszkaniu jej rodziny przy ul. Polnej. Mieszkańców osiedla trudno nakłonić do rozmowy. - Bo dużo tu chuliganów, nikt nie chce mieć wybitego okna - ścisza głos starsza pani, która prosi o niepodawanie nazwiska. - Ale według mnie, powinna być śmierć za śmierć - dodaje i pospiesznie się oddala. - Niechciane dziecko można pozostawić w szpitalu nie ponosząc żadnej odpowiedzialności - dodaje Joanna Kopeć. - Na pewno dla takich dzieci znajdą się rodzice, którzy zapewnią im miłość i szczęśliwe dzieciństwo. W zamojskim szpitalu \"papieskim” odebrano w zeszłym roku ponad 1800 porodów. Do stojącego przed wejściem na oddział ginekologiczno-położniczy i patologii ciąży łóżeczka nadziei trafiło czworo dzieci. - Na pozostawienie noworodka decydują się głównie kobiety w trudnej sytuacji życiowej i rodzinnej - mówi dr Marek Adamczyk, ordynator oddziału.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama