Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Przedszkola nie przyjmą wszystkich chętnych

Wszystko by było w porządku, gdyby nie bezrobotni, którzy masowo posyłają dzieci do przedszkoli.
Tak twierdzi, Kazimierz Chrzanowski, dyrektor Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta Zamość. O co mu chodzi? O przedszkola, w których... nieoczekiwanie zabrakło miejsc. - Jak można było doprowadzić do takiej sytuacji - denerwuje się matka 5-latka, którego nie udało się zapisać do jednego z zamojskich przedszkoli. - Przecież urzędnicy powinni wiedzieć, ile dzieci się rodzi i ile będzie potrzebnych miejsc. Niż demograficzny się skończył. Niektóre zamojskie przedszkola mogłyby przyjąć znacznie więcej maluchów, niż ostatecznie znalazło się na listach. W \"dziesiątce” zapisano 150 dzieci, a chętnych było o 69 więcej. Przedszkole nr 2 przyjęło 125 przedszkolaków, a z kwitkiem odesłano ok. 30 rodziców dzieci. Podobnie było m.in. w Przedszkolu nr 7 (tam odrzucono 10 osób) i \"czwórce”, gdzie odpadło 9 osób. - Moje 4-letynie dziecko znalazło się na liście rezerwowej - denerwuje się 30-letnia nauczycielka. - Muszę czekać, bo może się zwolni miejsce... Do głowy mi nie przyszło, że tak może się stać. Wszystkie wymogi spełniamy. Oboje z mężem pracujemy, ale na wynajęcie niani nas nie stać. Anna Pieczniak, dyrektor przedszkola nr 10 w Zamościu przyznaje, że o kłopotach z miejscami rodzice dowiedzieli się z mediów. Niektórzy próbowali sobie z tym radzić, zgłaszając swoje pociechy do kilku przedszkoli jednocześnie. To spowodowało \"zator”. - Niewykluczone, że ta sytuacja za kilka tygodni się unormuje - zastanawia się dyrektor Pieczniak. - Dyrektorzy sami sondują sytuację - dodaje pracownik zamojskiej :dwójki”. - Dzwonią do siebie i próbują pomóc rodzicom. Póki co, zamieszanie jest spore. Jednak Kazimierz Chrzanowski, dyrektor wydziału edukacji w UM (jest odpowiedzialny za rekrutację w przedszkolach) nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia. - To co się stało nie wynika z jakiegoś wyżu - tłumaczy. - Spadło bezrobocie i ludzie nie mogą już poświęcić tyle czasu swoim pociechom. Poza tym jakość przedszkoli wzrasta. Dla niektórych są one bezpłatne, z darmowymi posiłkami. To przyciąga osoby bezrobotne, korzystające z pomocy społecznej... Niestety, niepracujący mają najwięcej roszczeń i chcą, żeby przedszkole pełniło funkcję rodziny zastępczej. Jakie jest rozwiązanie? - Zapewniam, że dzieci osób pracujących znajdą się w przedszkolach - mówi Chrzanowski. - Po zakończeniu rekrutacji, w sierpniu, będziemy tworzyć nowe grupy. Kłopoty z przyjęciem mogą mieć tylko dzieci bezrobotnych.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama