Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Linoskoczek (wideo)

Rozmowa ze Stanisławem Piaseckim, artystą cyrkowym, który zagrał Sztukmistrza z Lublina
- W cyrku byłem od zawsze. Za sprawą Jana Pawłowskiego, wileńskiego kuzyna mojej mamy, który już w 1935 roku zaczął pracować w cyrku. Kiedy przyjeżdżał do Szczecinka, skąd pochodzę, całe dnie siedziałem z artystami. I nie wyobrażałem sobie, że mógłbym co innego robić w życiu. - Tak. W dobrej formie przeżył 94 lata. A jeszcze jak miał 89 lat, to dawał występy. • Co pana najbardziej kręciło? Lwy, tygrysy, iluzja, lina? - Wszystko razem. Na pewno nigdy w życiu nie myślałem, że zostanę linoskoczkiem. • To przypadek? - Mama nie była zachwycona moim pomysłem, że zostanę artystą cyrkowym. Skończyłem technikum mechaniczne w Szczecinku. W międzyczasie powstało studium cyrkowe w Julinku. Jeszcze przed maturą pojechałem na egzaminy. Zdawało nas dwustu, przyjęto osiemnastu. Na drugim roku Tamara Truszkowska powiedziała: Będziesz robił linę. Byłem zły. - Zaczęliśmy na wysokości pół metra. Stawaliśmy na linie i budowaliśmy piramidy. Stawałem na linę, na barkach stawał kolega, na jego barkach dziewczyna. I szliśmy. Potem linę podwyższano. Właściwa nauka odbywała się na wysokości 4 metrów. • Bez asekuracji? - Bez. Idąc po linie trzeba się skoncentrować na jednym punkcie. Poza nim nic nie ma. • Jest wysokość, lina, oklaski, ludzie. Jak tu się skoncentrować? - Kiedy wchodzę na linę, jest punkt do którego muszę dojść i nic więcej. • To tak jak Piotr, który chodził po wodzie? - Dokładnie. Jak chodzę po linie myślę o Piotrze, który chodził po wodzie. Miałem taki przypadek, kiedy wszedłem na linę rozkojarzony. Choć pracuję tyle lat, zdarzyło się to niedawno. Byłem za pewny, a lina była rozpięta nad rzeką. • Poczuł pan strach? - Przeraziłem się. Poczułem się jak Piotr, który zaczyna tonąć. Ale przypomniałem sobie o Ewangelii. • Na pokazie w Lublinie bardzo dokładnie sprawdzał pan mocowania liny? - Zdarzało się, że linę mocowano od kamienicy do kamienicy i haki wyrywały kawału muru. Pamiętam jak przygotowywałem się do występów w katowickim Spodku. Nie można było wbić kotw do podłoża. Przywieźli nam betonowe bloki, każdy ważył ponad tonę. Jak zacząłem naciągać linę, bloki zaczęły się przesuwać. • Jak pan idzie po linie, chroni pana Bóg i św. Piotr. Co jeszcze? Balanserka, którą trzyma pan w dłoniach? - Balanserka pomaga przy utrzymaniu równowagi. Można się na niej podeprzeć, kiedy idzie się na wysokości 4 metrów. Na wysokości 10-12 metrów to już nie ma znaczenia. • To jaki jest ratunek? - Złapać się liny. Jak nie zdążę, lecę na bruk. • Ilu linoskoczków jest w Polsce? - Ja. • Jak ważne są buty? - Dzięki cienkiej podeszwie czuję linę. • Ile raz pan chodził po linie? - Nie liczyłem. Tysiąc razy. Może więcej. • Można pana wynająć? - Tak. • Kiedy pan skończy chodzić po linie? - Już raz skończyłem. Ale przez przypadek wróciłem i znów chodzę. • Jak syn będzie chciał chodzić po linie, puści go pan? - Nauczę go. • A tresura skąd się u pana wzięła? - W latach dziewięćdziesiątych robiliśmy z żoną ekwilibrystykę na rowerach. Dostaliśmy propozycję, żeby wziąć cyrk Piasecki Olimpia w ajencję. Zaczęliśmy liczyć pieniądze. Tresury zawsze były drogie. Kupiliśmy zwierzęta: dwa osły, kucyki, lamy, jaka i słonicę Sumatrę. Chcąc nie chcąc zostałem z żoną treserem. • Jak się tresuje osiołka? - Nie trzeba doprowadzać do takiej sytuacji, żeby on był uparty. Jak chce się wytarzać w piachu, to trzeba dać mu spokój. Nie ma siły, żeby tego mu zabronić. Jak się mu da marchewkę, to on za nią pójdzie. Jak go będę ciągnął, to nie pójdzie. • Co robił osiołek? - Klękał na kolana. Ustawiał się razem z kucykiem. Przeskakiwała przez nie lama. • Opluła pana kiedyś? - Mnie nie. Ale jak się zdenerwowała, to nadymała policzki i ostro pluła. • Które z pana zwierząt było najinteligentniejsze? - Słonica. • Jak się zaprzyjaźnić ze słoniem? - Bardzo prosto. Wystarczy wykazać mu uczucie. To wszystko. • Co lubią słonie? - Drapanie za uchem i po brzuchu. A najbardziej lubią łakocie. Sumatra lubiła kiszoną kapustę i ogórki kiszone. Przepadała za słodyczami. Wystarczył jej cukierek. Jak miałem miętusy w kieszeni, zaraz wyczuła, gdzie są. Łasiła się, aż dostała. • Czy to prawda, że słonie boją się myszy? - Tak. Boją się małych rzeczy, których nie widzą. Posłyszą ruch i kopią. • Zdarzyło się, że Sumatra się wkurzyła? - Tak. Raz to było w Stalowej Woli. Wystraszyła się fajerwerków tuż przed wejściem na arenę. Postawiła uszy, podniosła ogon. Zrobiła ruch w przód i w tył. Stał mój samochód i przyczepa kempingowa. Weszła pomiędzy, lekko rozsunęła, postawiła nogę na płot i poszła. Zaczęła biec w kierunku bloków; z prędkością 60 km/godz. Ja za nią. Pracownik pobiegł po chleb. Dobiegliśmy do bloków. Trochę się uspokoiła. Zawróciła. Znów zaczęli strzelać. To Sumatra w tył zwrot. Przebiegliśmy trasę trzy razy. Zatrzymała się w przejściu między blokami.\' • Czy Sumatra lubiła spacerować? - Bardzo. W Lublinie byliśmy kilkakrotnie na występach. Zwiedziłem z Sumatrą wiele dzielnic Lublina. Uwielbiała też chodzić nad morzem. Wykąpała się, poleżała, szliśmy dalej. Lubiła chodzić z moim synem na spacery. Jego koledzy chodzili z psami, on szedł ze słoniem przy nodze. • Jadła na spacerze? - Potrafiła zjeść 10 chlebów. A jak nie dostała podwieczorku, to ryczała. • Co słoń je na śniadanie? - Osiem kg gniecionego owsa. Na obiad 20 kg marchwi. • Na podwieczorek? - Cztery chleby. Na kolację dwie belki słomy i dwie belki siana. • Najdziwniejsze zdarzenie ze słoniem? - Zadzwonił pan młody, żeby Sumatra przeniosła mu żonę z kościoła do samochodu. Wzięła ją na trąbę i przeniosła. Dostała cukierki. • Ciężko przeżył pan śmierć Sumatry? - Bardzo. Osobiście ją pochowałem. Teraz, jak skończę z liną, kupię sobie małego słonika. Rozmawiał Waldemar Sulisz

Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama