Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Tysiące wron zatruwa mi życie

Mieszkaniec Tomaszowa Lubelskiego od lat wojuje z ogromnym stadem wron. Ptaki z całej okolicy siadają na topolach obok jego domu.
- Mam tego dość! Wrony zanieczyszczają odchodami wszystko - denerwuje się 75-letni Władysław Kaznowski z ul. Łaszczowieckiej w Tomaszowie Lubelskim. - Nie da się zjeść żadnego jabłka czy maliny z ogródka, bo są zapaskudzone. A ptaków są tysiące. Okropnie hałasują i nawet w nocy nie dają mi spać. Tu jest zgiełk nie do wytrzymania! Kaznowski mieszka przy ul. Łaszczowieckiej od pół wieku. Obok jego domu rośnie ponad 200 topoli i kilka innych rodzajów drzew. Od dwóch lat stały się one ulubionym miejscem noclegowym okolicznych wron. Założyły tam gniazda i nic sobie nie robią z sąsiada-człowieka. Ten jednak nie daje za wygraną. Wielokrotnie \"straszył” wrony wiatrówką, krzyczał, walił w przeróżne metalowe rury i hałasował, czym się dało. Bez skutku. Wrony, wprawdzie zrywały się przestraszone, ale po chwili wracały. - Boję się też, że wrony mogą przywlec jakieś choroby. Kilometr od mojego domu jest miejskie wysypisko. Ptaki tam ciągle grzebią, a wiadomo, że to jest wylęgarnia bakterii - nie kryje obawy Kaznowski. Jego zdaniem, topole obok jego działki powinny zostać wycięte. - Ptaki warto też przetrzebić. Dzwoniłem w tej sprawie do Urzędu Miasta, ale nie dostałem żadnej odpowiedzi - ubolewa mężczyzna. Okoliczni mieszkańcy wspierają Kaznowskiego. - Dom tego pana jest na uboczu i wrony to głównie… jego kłopot - mówi 40-letnia mieszkanka Tomaszowa. - U nas są sporadycznie. Ale rozumiem go. Nie może być tak, że człowiek przegrywa z ptakami. Jadwiga Światowiec, naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej tomaszowskiego UM zapewnia, że nic nie wie o kłopotach Władysława Kaznowskiego. - Ta sprawa nie jest taka prosta. Najpierw musimy ustalić, do kogo należą te topole. Część z nich będzie można wyciąć, ale tylko pod warunkiem, że drzewa są chore lub zagrażające bezpieczeństwu ludzi. Nie ma także przepisów, które umożliwiałyby \"przetrzebienie” stada ptaków - tłumaczy Jadwiga Światowiec. Zapewnia, że miasto nie zostawi Kaznowskiego bez pomocy. - Dotychczas nie złożył do nas żadnego pisma w tej sprawie. Powinien to zrobić. Wtedy zbadamy, czy coś złego się u niego dzieje - kwituje.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama