Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

MZK chce likwidować podmiejskie kursy

Miejski Zakład Komunikacji w Zamościu szuka oszczędności. Dlatego likwiduje nierentowne kursy.
Czyli te, na których zamiast pasażerów wozi się… powietrze. Cięcia już się zaczęły. Pasażerowie są rozżaleni. 77-letnia Krystyna Mikuła z miejscowości Wysokie Nowe mieszka samotnie na skraju wsi. Dojeżdża do Zamościa autobusem linii 54. - Gdyby ten kurs zabrali, byłaby tragedia - żali się kobieta. - U nas nie ma sklepu, więc podmiejskim jeżdżę po jedzenie, leki czy do lekarza. Jeśli go zabiorą, naprawdę nigdzie się z domu nie ruszę. - W tej sytuacji jest wiele osób starszych i biedniejszych - dodaje emeryt z Zamościa. Sytuacja MZK nie jest różowa. Można się było o tym przekonać podczas ostatniej sesji budżetowej. Przybyło na nią kilkudziesięciu kierowców. Domagali się przyznania pełnej refundacji za bilety ulgowe i bezpłatne. Chodziło o 4 mln zł (magistrat zaproponował 2 mln 650 tys.). - Musicie poszukać oszczędności, a nie tylko liczyć na pomoc miasta - skwitował to wówczas prezydent Marcin Zamoyski. Radni przyklasnęli jego argumentacji. MZK dostał wówczas o 1,3 mln zł mniej, niż chciał. Jednocześnie rajcy uchwalili podwyżki cen biletów (\"normalny” kosztuje teraz 2 zł, zamiast 1,8 zł), a spółka wzięła się za oszczędności. Przeprowadzono też \"badania napełniania autobusów”. Efekt? Właśnie zawieszono linię 6 i 32, zlikwidowano poranny kurs na 56, a w soboty, niedziele i święta nie będzie jeździć m.in. 2. W listopadzie skrócone zostaną też niektóre kursy na liniach 0, 2, 3, 10, 18, 21, 33, 42, 54 i 56 (autobusy MZK będą dojeżdżać tylko do tych miejsc, do których się spółce opłaca). - Nadal musimy szukać oszczędności - zapowiada Krzysztof Litwin, prezes MZK. - Podwyżka cen biletów pomogła, ale jednocześnie podnieśliśmy płace o 7 proc., ceny paliwa wzrosły, a pasażerów ubyło. We wrześniu radni przyznali nam dodatkowo 1 mln zł. Ale to jeszcze za mało. Czy będą zwolnienia? - Kierowcy, którzy mają umowy na czas określony, nie mogą liczyć na ich przedłużenie - uprzedza Litwin. - To dotyczy kilku osób. Co dalej? W przyszłym roku nie przewidujemy ostrej redukcji etatów. Co na to związkowcy? - Nie ma w zakładzie żadnego niepokoju - zapewnia jeden z nich. - Wszystko prowadzone jest zgodnie z harmonogramem. Większość kursów jest skracanych, a nie likwidowanych. Dlatego nie obawiamy się utraty pracy.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama