Historia kamienicy przy ul. 3 Maja 22 w Lublinie
Opis galerii
11/20
Piętro. Pierwsze
- Kiedy Bromberg stawiał kamienicę, oświetlenie było gazowe, elektryczności jeszcze wtedy nie mieli. O, ta rurka wystająca ze ściany pod sufitem, jest właśnie od gazu. W sypialni też widać ślady, że po obu stronach łóżka były gazowe lampy. Później rurki wykorzystano, by poprowadzić instalację - mówi Ewa van der Veer-Chrościechowska, wprowadzając za masywne drzwi do dawnego mieszkania pierwszych właścicieli.
Drzwi solidne, ozdobione roślinnymi elementami, oryginalne. Jak ściany w odcieniu szarym. Brak prądu u początku ich historii widać po manualnym dzwonku. Z płaszczyzny wystaje metalowy kluczyk-uchwycik, którym należało - zgodnie z napisem na dzwonku - obracać. Do skutku. Aż usłyszą za drugimi, przeszklonymi drzwiami.
Wewnątrz rzuca się w oczy głównie to, co z przedwojennym metrażem zrobiła powojenna historia. Komunałkę.
Łazienka z oryginalnymi kafelkami z 1911 roku, kryształowym lustrem w drzwiach i wanną dostała szafkę kuchenną i zlew z suszarką i talerzami. W kryształowym lustrze zamontowanym przed wojną w drzwiach, odbijały się wielorodzinne prywatności. Przedpokój stał się korytarzem do kilku mieszkań, a każdy pokój mieszkaniem. Jeden z pokoi stał się kuchnią. Jest kuchenka i meble. Zlew - w łazience. Przedpokój stracił stiuki, zyskał system szaf. Pachnie meblowym komisem, cudzym życiem. Pani Ewa otwiera drzwi do salonu Brombergów, w którym przez ostatnie kilkadziesiąt lat mieszkali różni ludzie. Zamiast stiuków jest bezkształtny warkocz czegoś, co kiedyś było kompozycją z jabłek, może i gruszek, i liści. Wszystko zniknęło pod warstwami farby. Możliwe, że kiedyś właściciele uwolnią także amorki, które jak wspominał Adam Bromberg, miały fruwać tu po sufitach.
Śladem dawnego luksusu są jeszcze parapety. We wszystkich pozostałych mieszkaniach drewniane, tu zimny marmur.
Na klatce, na sąsiedzkich, identycznie szarych i ozdobnych drzwiach, ktoś wydrapywał mozolnie, aż do żywego drewna litery K+M+B.
12/20
Suterena
- Z ludzi, którzy pamiętali przedwojenne czasy, była tu chyba tylko jedna, starsza pani - wspomina Zofia Morawińska, dawna lokatorka, która mieszkała pod „22” w czasach PRL-u. - Byłam młoda, nie bardzo słuchałam tych jej opowieści, ale kiedyś zapytałam, dlaczego mieszka w suterenie. Wytłumaczyła mi, że jest samotna i jej mieszkanie na parterze, w którym była przed wojną, miało za duży metraż, nie spełniała normy. Dlatego po wojnie przeniesiono ją niżej. Opowiadała mi o stróżu, obowiązkowym zamykaniu bramy o godz. 22, o porządku.
13/20
Piwnica
Maria Pietraszewska miała 10 lat, kiedy we wrześniu 1939 roku siedziała z babcią i najmłodszą siostrą mamy w piwnicy domu gdzie mieszkała babcia. A babcia mieszkała przy ul. 3 Maja 22. Mała Maria miała dom na Rurach Jezuickich, ale rodzice musieli coś załatwić, jakieś zakupy zrobić przed ewakuacją i zostawili ją w śródmieściu u babci.
- Ale to było straszne przeżycie. Ten huk samolotów, bomb i jeszcze krzyki przerażonych, spanikowanych ludzi. My też płakałyśmy. To były przeważnie kamienice żydowskie i chowała się tam też rodzina żydowska. Nie zapomnę płaczu tej kobiety, Żydówki, która krzyczała: Aron, ja chcę z tobą! Aron, ja chcę z tobą! Tak sobie zapamiętałam to imię z tamtego czasu: Aron. Jak ucichło to straszne bombardowanie, to rodzice już wiedzieli, że śródmieście było strasznie zniszczone. Pamiętam, jak ich wyglądałyśmy. Wybiegłyśmy na ulicę, moja mamusia dosłownie słaniała się z przerażenia, z rozpaczy, bo bała się, że my tam już zginęłyśmy. Na szczęście bomba tak padła, że ulica 3 Maja ocalała - wspomina pani Maria.
14/20
Próg
Adam Bromberg zapamiętał, że jego ojciec był wybuchem wojny zdruzgotany i zupełnie nie widział, co robić. Najstarszy z braci, który czytał niemieckie gazety, widział, że trzeba uciekać. Znalazł sanitarkę, która za dolary woziła ludzi na sowiecką stronę. Razem z Brombergami, którzy mimo sprzedaży kamienicy Antoniemu Chrościechowskiemu nadal mieszkali przy 3 Maja 22, pojechał znajomy mecenas z żoną. Mecenasostwo wiozło ze sobą spory zapas puszek, w których mieli zakonserwowane dolary, brylanty i złoto.
Dojechali do Lwowa. Tu Adam widział się z rodzicami i krewnymi ostatni raz. On trafił do wojska, oni zostali. Gitel dobiegała 50., Szymcha nie miał jeszcze 60. lat. Adam wyrzucał sobie, że może gdyby został z nimi, przynajmniej umarliby jako ludzie.
Mężczyzn: 38, kobiet: 47. Dzieci do lat 6 jest 8, dzieci od 7 do 18 lat: 9. Ogólna liczba mieszkańców: chrześcijanie 102, żydzi (linia falista oznaczająca brak). Stan na 12 stycznia 1941. Informacje dotyczą nieruchomości z Mackensenstrasse 22, bo tak okupant nazywał ul. 3 Maja. Karta realności wypełniona grubym ołówkiem. Właściciel Antoni Chrościechowski, Wierzchowiny, dawny właściciel: Szymcha i Gitel, małż. Bromberg.
Rok wcześniej, taką samą kartę, też ołówkiem, wypełniono dla nieruchomości Chmielna 4.
Przeznaczenie: magazyny żywności, nieruchomość zajęta przez władze niemieckie, w nawiasie SS. Były właściciel: Bromberg, Ro... i poprawione grubszym śladem ołówka na Z.S.R.R.
15/20
Piętro. Drugie
Książka meldunkowa z lat powojennych, to gruby zeszyt w czarnej oprawie. Ma mozolnie ponumerowane strony, ich ilość poświadcza urzędowa pieczęć. W mieszkaniu pod „5” zameldowane są dwie kobiety. Jadwiga Mokrska, urodzona w 1921 roku i urodzona w 1886 roku Michalina Mokrska.
18 maja 1946 roku do Michaliny Mokrskiej przyszedł list od attache Marynarki Wojennej Ambasady Brytyjskiej w Warszawie zawiadamiający, że 8 czerwca 1940 roku poległ w akcji bojowej por. mar. Marian Tadeusz Mokrski. Jej syn. Zatonął z okrętem pełniąc służbę na O.R.P „Orzeł”.
Tak, ten sam, który jest patronem jednego z lubelskich gimnazjów i ma w Lublinie swoje rondo.
- Jadwiga to siostra mojej mamy, a Michalina Mokrska z domu Popielowska to moja babcia. Marian Tadeusz Mokrski był moim wujkiem - mówi Marek Prochaska z Cieszyna, syn młodszej siostry Mariana, Barbary. - Dziadek Stanisław pochodził z Lublina ale wżenił się, jak to mówią, w majątek na Ukrainie. Koło 1905 roku Stanisław i Michalina sprzedali majątek i przyjechali do Lublina. Nie znam dobrze waszego miasta, byłem tylko kilka razy, ale ktoś mi pokazywał, że kiedy się stoi tyłem do Bramy Krakowskiej, to po lewej stronie, bardzo blisko bramy odchodzi ulica. Tam dziadek kupił sklep kolonialny. Wiem, że był spory, miał dwie witryny. Gdzie wtedy mieszkali, nie wiem. Po pewnym czasie, nie wiem w którym to mogło być roku, dziadek sklep sprzedał i wszystkie pieniądze zainwestował w nowy interes. Z kimś do spółki chciał stawiać elektrownię. Trafił na oszusta, który uciekł z pieniędzmi. Wtedy dziadkowie musieli szukać tańszego, mniejszego mieszkania, prowadzić skromne życie. Wówczas sprowadzili się do kamienicy przy 3 Maja 22 - opowiada koleje losu swoich przodków Marek Prochaska.
Państwo Mokrscy mieli pięcioro dzieci. Irenę, Hannę, Barbarę, Jadwigę i Mariana, który urodził się w 1915 roku. Zdał maturę w gimnazjum im. hetmana Zamoyskiego i został przyjęty na Wydział Morski Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu. Został bohaterem w czasie II wojny światowej, gdy jako nawigator O.R.P. „Orzeł” umożliwił w 1939 roku ucieczkę jednostki z Tallina, gdzie została internowana.
- Nie mieliśmy już ani map, ani uzbrojenia prócz sześciu torped na dziobie (...) Wyszliśmy zabierając ze sobą tego chama w centrali i wartownika z molo. (...). Wieczorem obliczyłem siatkę Merkatora i ze spisem latarń zrobiłem mapę Bałtyku i Sundów, na którą nawigując nanosiliśmy sondę. Na takiej mapie nawigowaliśmy przez trzy tygodnie. (...) Prowadziłem okręt samodzielnie, to znaczy sam na pomoście, d.o. stał z tyłu koło wieży działowej. Por. Piasecki w kiosku patrzył na „mapę” i na opis drogi tak, żebym w razie jeśli mnie pamięć zawiedzie, mógł mieć natychmiast powiedziane jak jest i co trzeba zrobić. (...) Na 600 m wołaliśmy Anglię i podaliśmy, gdzie jesteśmy i na drugi dzień w południe przyszedł torpedowiec i wprowadził nas do Firth of Forth. W dowód uznania dostałem 2 puszki ananasa (ostatnie) oraz pochwałę. Sam dumny byłem jak paw, musiałem otwierać usta, żeby mnie nie rozdęło, jak mało kiedy w życiu tak byłem szczęśliwy - tak Mokrski opisywał ucieczkę w liście do przyjaciela.
Zachował się list, jest też w londyńskim muzeum jego odręczna mapa. Dowód jego niezwykłej pamięci i całej operacji jak z filmu akcji.
25-letni nawigator zaginął wraz z załogą „Orła” na Morzu Północnym. Jako datę śmierci podaje się dzień, w którym miał wrócić z patrolu. Tablica na rodzinnym grobie przy ul. Lipowej jest symboliczna.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze