– Mniej więcej po połowie marca sytuacja zaczęła się pogarszać. Chorych było coraz więcej, mieliśmy nawet 10-12 nowych pacjentów w ciągu dnia – mówi nam jedna z pielęgniarek, która pracuje w szpitalu tymczasowym. – Stan przyjmowanych chorych był znacznie cięższy niż na początku działania szpitala. Część z nich wymagała respiratora, bo nie byli w stanie samodzielnie oddychać, dusili się. Pojawiły się też pierwsze zgony – dodaje pielęgniarka.
Dotychczas w szpitalu tymczasowym zmarły 23 osoby.
– Dla nas to było ogromne obciążenie psychiczne. Widać było, że ci ludzie bardzo się boją i wierzą, że im pomożemy. Dla mnie było to podwójnie ciężkie, bo kilka miesięcy temu na COVID-19 zmarł mój tata – opowiada pielęgniarka. Dodaje, że teraz sytuacja systematycznie się stabilizuje. Do szpitala tymczasowego trafia kilku pacjentów w ciągu dnia.
Autor: Jacek Szydłowski
