środa, 18 października 2017 r.

Edukacja

Szkoły biją na alarm: Dzieci będą głodne, bo nie stać ich na rewolucję w sklepikach


W Szkole Podstawowej nr 43 w Lublinie ajent zrezygnował z prowadzenia sklepiku już na początku września. Dziś rozdawane jest tu mleko w ramach akcji „Szklanka mleka”
W Szkole Podstawowej nr 43 w Lublinie ajent zrezygnował z prowadzenia sklepiku już na początku września. Dziś rozdawane jest tu mleko w ramach akcji „Szklanka mleka”

Biednych uczniów nie stać na rewolucję w sklepikach szkolnych – uważają dyrektorzy szkół z naszego regionu.

Artykuł otwarty

Czytaj Dziennik Wschodni bez ograniczeń. Sprawdź naszą ofertę

Artykuł otwarty

Od 1 września w szkołach można sprzedawać tylko zdrową żywność. Ze szkolnych sklepików, oprócz chipsów i batonów, zniknęły też kanapki z białym pieczywem i majonezem. Na stołówkach niemal nie używa się już soli, cukier zastąpił miód, jest też więcej ryb i cielęcina. Co na to uczniowie? Narzekają, że obiady są niesmaczne i nie chcą ich jeść. Ustawę krytykują też ajenci sklepików, którzy po rewolucji masowo rezygnują z ich prowadzenia. Dlatego Ministerstwo Edukacji Narodowej poprosiło dyrektorów szkół o opinie na temat reformy żywieniowej.

– W ubiegłym tygodniu trafiło do nas 1800 takich ankiet. Ich opracowanie zajęło nam kilka dni. Były to bardzo obszerne prace – przyznaje Anna Szczepińska, lubelska wicekurator oświaty.

Dyrektorzy szkół są zgodni – reforma jest niedobra i nieskuteczna. W ankietach piszą, że uczniowie obiady zostawiają nietknięte na talerzach. Jedzą natomiast batony, chipsy i drożdżówki, które przynoszą w z domu lub kupują w drodze do szkoły.

– Krytykują też to, że ustawa zrównała najmłodszych uczniów podstawówek z pełnoletnimi uczniami szkół średnich – zauważa kurator Szczepińska. – Tłumaczą, że w stosunku do osób w różnym wieku rozwojowym nie można stosować tych samych rozwiązań.

Dyrektorzy podkreślają też aspekt finansowy stołówkowej rewolucji. Zauważają, że wielu uczniów korzysta z dofinansowania obiadów z GOPS-ów i MOPS-ów. To, ile te instytucje dopłacają do posiłków, nie zostało zmienione.

– Tymczasem przygotowanie dań z dodatkiem miodu zamiast cukru, czy droższych mięs i ryb wiąże się ze znacznym podniesieniem kosztów takiego posiłku – mówi Szczepińska.

Na alarm biją też dyrektorzy specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych. Wielu uczniów uczęszczających do takich placówek wywodzi się z ubogich środowisk. Nie przywożą z domów żadnej wałówki, jedzą tylko to, co serwuje szkolna stołówka.

– W momencie kiedy dostają niesmaczne obiady rezygnują z ich jedzenia. W konsekwencji może to doprowadzić do niedożywienia i poważnych powikłań zdrowotnych – mówi Szczepińska.
Wyniki ankiet przesłane z 16 wojewódzkich Kuratoriów Oświaty będą analizować przedstawiciele MEN. W oparciu o nie prowadzone będą negocjacje z ministerstwem zdrowia. Szefowie resortów będą rozmawiać, jakie zmiany trzeba wprowadzić. Ustalą m.in. drożdżówki z jakimi dodatkami będą mogły wrócić do szkół. Negocjowana będzie także ilość dodawanej do obiadów soli.

Gość
Gość
Gość
(35) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (12 października 2015 o 10:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie rozumiem tłumaczeń rodziców, że nie mają czasu na zrobienie kanapek do szkoły. Byłam i jestem matką pracującą. Mam 3 dzieci- 8 lat, 12 lat, 18 lat. Zawsze, ale to zawsze robiłam i nadal robie im kanapki do szkoły. Nie przeszkadza mi to w wyjściu do pracy, a chodze do pracy nawet na godz 6 rano ( wtedy wychodze o 5.15 i w niczym mi nie przeszkadza zrobienie dla całej 3 śniadania do szkoły). Zawsze jest równiez śniadanko na stole. A jak mam na 8 do pracy to zdążam nawet kupić świeże pieczywo :). Uśmiech dzieci z ich zdrowie było, jest i będzie dla mnie najwazniejsze. I nie gadajcie rodzice głupot. To tylko Wasza wygoda. Wygoda i zrzucenie odpowiedzialności na dzieci - masz kase kup sobie śniadanie. A dziecii jak to dzieci - kupują słodycze.
Rozwiń
Gość
Gość (8 października 2015 o 20:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nawyki żywieniowe dzieci wynoszą z domu, to czy nauczymy nasze dzieci jeść warzywa i owoce plus nabiał będą jadły tak samo jak i zdrową żywność. My wszyscy dorośli wychowaliśmy się na drożdżówkach, białym pieczywie i batonach i jesteśmy silni i zdrowi. Zostawcie sklepiki szkolne w spokoju, jak chcecie zacząć wprowadzać zdrowe odżywianie zacznijmy od zamknięcia fast foodów mc'donaldsów, pizzeri , KFC oraz nie zwalniajmy dzieci z w-f. A po przyjściu dzieci do domu zamiast kompa, tableta i różnych gier zaprośmy je na podwórko. DRODZY RODZICE RUSZMY TYŁKI !!!! NA AKTYWNE SPĘDZANIE CZASU Z DZIEĆMI - NIE BĘDZIE OTYŁOŚCI. DRODZY SKLEPIKARZE TRZYMAMY ZA WAS KCIUKI, ŻYCZYMY WYTRWAŁOŚCI ! :) POZDRAWIAM
Rozwiń
Gość
Gość (8 października 2015 o 14:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Moje dzieci nie chciały brać kanapek do szkoły bo inne dzieci się z nich śmiały. Ja nie dawałam pieniędzy by kupowały w sklepiku śmieci to były spostrzegane jako biedota czy zacofane.
Rozwiń
Gość
Gość (8 października 2015 o 14:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nikt nikogo nie zmusza do kupowania w sklepikach zdrowej żywności , która wg Was jest droższa. Jeżeli nie chcemy , żeby dzieci wracały głodne ze szkoły , to proponuję przygotowywać im w domu kanapki z ciemnym pieczywem , owoce a nie dawać 2 zł na drożdżówkę , po której za chwilę dziecko i tak odczuje głód ( słodkie buły to niewątpliwie niezdrowe jedzenie , chyba ,że ktoś sam własnoręcznie wypieka je w domu z mąki pełnoziarnistej lub orkiszowej bez dodatku tłuszczu utwardzonego ) .Wstyd ,że ministerstwo uległo lobby sklepikowemu i uczniom w sprawie drożdżówek .My dorośli mamy obowiązek edukować dzieciaki i im pokazywać ,co jest zdrowe i wartościowe dla młodego organizmu , z czasem te wartości zostałyby przyjęte , a tu jednym durnym posunięciem wszystko zaprzepaścili
Rozwiń
Gość
Gość (8 października 2015 o 12:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
guest a może twoje dziecko wraca glodne bo jest niejadkiem, może przedszkole niech zmieni firmę kateringową, bo nie sądzę, aby sami gotowali. Może powód tkwi w przepisach dotyczących ceny wyżywienia dziecka. W moim mieście całodzienne wyżywienie dziecka w przedszkolu wynosiło 5zł - tak nie pomyliłem kwoty. Nigdy nie wracało głodne. W szkole miesięcznie za obiady płacę 70zł. do tego dziecko dostaje do plecaka drugie śniadanie i też nie wraca głodne. Opinie dyrektorów szkół będą jakie będą na temat żywności i sklepików, bo wiadomo kasa z wynajęcia lokalu idzie na konto szkoły.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (35)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!