poniedziałek, 19 lutego 2018 r.

Lublin

Palili i tracili przytomność: "Wzięłam dwa buchy. Obudziłam się w szpitalu"

Dodano: 8 marca 2016, 17:21

Patrycja M. była w sklepie ekspedientką (fot. Maciej Kaczanowski)
Patrycja M. była w sklepie ekspedientką (fot. Maciej Kaczanowski)

– Myślałam, że to zwykła trawa. Wzięłam dwa buchy. Obudziłam się w szpitalu – tak swoje doświadczenia z dopalaczami wspominała w sądzie nastolatka z Lublina. Zeznawała w procesie Patrycji M. i Jakuba G., oskarżonych o handel niebezpiecznymi substancjami.

19-letnia Renata to jedna dwóch osób, które po spróbowaniu dopalaczy od Jakuba G. trafiła do szpitala.

– Lekarze mówili, że jej stan był bardzo ciężki – przyznała w sądzie mama nastolatki. – Kiedy była już przytomna nie mogłam się z nią porozumieć. Krzyczała, jakby była w innym świecie.

Dziewczyna spędziła w szpitalu kilka dni. – Później było mi ciężko, wstydziłam się i nie chodziłam do szkoły – przyznała Renata. – Dopiero od znajomych dowiedziałam się, że to co paliłam, to były dopalacze.

Jak ustalili śledczy, niebezpieczny towar pochodził ze sklepu Hindupoint, który w latach 2013 – 2014 działał przy ul. Furmańskiej w Lublinie. Jakub G. prowadził placówkę, a Patrycja M. była ekspedientką. Oboje odpowiadają dziś przed Sądem Rejonowym Lublin – Zachód za narażenie zdrowia i życia młodych ludzi.

Jednym ze świadków w sprawie jest Piotr G. Chłopak jest uzależniony od narkotyków. Przechodzi terapię. Z akt sprawy wynika, że regularnie kupował dopalacze przy ul. Furmańskiej, w tym tzw. „Cząstkę Boga”, która okazała wyjątkowo niebezpieczna.

– Miałem po tym objawy paniki. Myślałem, że serce mi wyskoczy – relacjonował we wtorek w sądzie Piotr G.

Chłopak przyznał, że towar kupował przy ul. Furmańskiej. Przynajmniej raz trafił w sklepie na Patrycję M. Miał również poczęstować „Cząstką Boga” poszkodowanego w sprawie chłopaka.

– On wyszedł na ulicę, zaczął się trząść. Potem się przewrócił, a z ust poleciała mu piana – opisywał śledczym Piotr G.

Z zeznań świadków wynika, że choć oficjalnie dopalacze były sprzedawane jako przedmioty kolekcjonerskie, to wszyscy wiedzieli, że to narkotyki. Palili je głównie młodzi ludzie. W szkole dowiadywali się co i gdzie mogą kupić.

– Pytałam się oskarżonej, jak by się czuła, gdyby ktoś sprzedawał dopalacze jej dzieciom – wspominała podczas poprzedniej rozprawy inspektor sanepidu, która kontrolowała Hindupoint. – Patrycja M. odpowiedziała, że nie ma pracy i jest jej wszystko jedno co sprzedaje.

Hindupoint kilka razy był zamykany przez sanepid. Po kontrolach Jakub G. zmieniał nazwę spółki prowadzącej sklep i wznawiał działalność. W międzyczasie, jak wynika z akt sprawy,  do sklepu dowożono nowy towar na miejsce tego zarekwirowanego przez sanepid.

Obecne postępowanie to już drugi proces Patrycji M. i Jakuba G. W pierwszym Sąd Rejonowy Lublin-Zachód podzielił argumenty ich obrońcy i umorzył sprawę. Sędzia Artur Jakubanis uznał, że handel tzw. dopalaczami nie jest przestępstwem. Na opakowaniach widniało bowiem ostrzeżenie, że substancje te nie nadają się do spożycia. Wyrok zaskarżyła prokuratura. W rezultacie sprawa wróciła na wokandę. Oskarżonym grozi do 8 lat więzienia.

Czytaj więcej o: dopalacze sąd sanepid proces
Luk
Gość
Gość
(14) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Luk
Luk (9 marca 2016 o 17:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Mnie ciekawi kto pokrywa koszty leczenia tych "odlotowców". Jeśli ze społecznych pieniędzy to się nie zgadzam na to.Koszty leczenia powinni pokrywać po połowie rodzice i sprzedawcy tych środków odlotowych.

Rozwiń
Gość
Gość (9 marca 2016 o 09:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nastolatko z Lublina, zamiast jarać trawę i inne zioła nieznanego pochodzenia lepiej zacznij czytać książki i skup się na nauce - najlepiej na tym wyjdziesz - a nie na tanich rozrywkach. Chyba, że chcesz skończyć nogami do przodu....
Rozwiń
Gość
Gość (8 marca 2016 o 21:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

tylko jednego nie rozumiem, dlaczego ma odpowiadać zatrudniona pracownica, w takim układzie w każdym sklepie można znaleźć niedociągnięcia i zamiast właścicieli  karzmy  pracowników zarabiających  1300 zł-1500 zł. 

Rozwiń
Gość
Gość (8 marca 2016 o 21:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mogła wźiąąć cztery to obudziła by się na cmentarzu
Rozwiń
stop debilom!
stop debilom! (8 marca 2016 o 21:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Obudziłam się w szpitalu

Wielka szkoda, że nie w kostnicy!

Selekcja naturalna powinna całą tę patologiczną hołotę biorącą jakieś tam gówna po prostu wyeliminować spośród nas - po co nam w społeczeństwie takie d e b i l e -śmieci żrące i palące jakieś trucizny?

Tylko ponosimy koszty utrzymania tych patoli!

Chwasty się wyrywa!

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (14)

Pozostałe informacje

komentarze (0)0
polubienia (0)0
19-02-2018

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!