poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Lublin

Palili i tracili przytomność: "Wzięłam dwa buchy. Obudziłam się w szpitalu"

Dodano: 8 marca 2016, 17:21

Patrycja M. była w sklepie ekspedientką (fot. Maciej Kaczanowski)
Patrycja M. była w sklepie ekspedientką (fot. Maciej Kaczanowski)

– Myślałam, że to zwykła trawa. Wzięłam dwa buchy. Obudziłam się w szpitalu – tak swoje doświadczenia z dopalaczami wspominała w sądzie nastolatka z Lublina. Zeznawała w procesie Patrycji M. i Jakuba G., oskarżonych o handel niebezpiecznymi substancjami.

19-letnia Renata to jedna dwóch osób, które po spróbowaniu dopalaczy od Jakuba G. trafiła do szpitala.

– Lekarze mówili, że jej stan był bardzo ciężki – przyznała w sądzie mama nastolatki. – Kiedy była już przytomna nie mogłam się z nią porozumieć. Krzyczała, jakby była w innym świecie.

Dziewczyna spędziła w szpitalu kilka dni. – Później było mi ciężko, wstydziłam się i nie chodziłam do szkoły – przyznała Renata. – Dopiero od znajomych dowiedziałam się, że to co paliłam, to były dopalacze.

Jak ustalili śledczy, niebezpieczny towar pochodził ze sklepu Hindupoint, który w latach 2013 – 2014 działał przy ul. Furmańskiej w Lublinie. Jakub G. prowadził placówkę, a Patrycja M. była ekspedientką. Oboje odpowiadają dziś przed Sądem Rejonowym Lublin – Zachód za narażenie zdrowia i życia młodych ludzi.

Jednym ze świadków w sprawie jest Piotr G. Chłopak jest uzależniony od narkotyków. Przechodzi terapię. Z akt sprawy wynika, że regularnie kupował dopalacze przy ul. Furmańskiej, w tym tzw. „Cząstkę Boga”, która okazała wyjątkowo niebezpieczna.

– Miałem po tym objawy paniki. Myślałem, że serce mi wyskoczy – relacjonował we wtorek w sądzie Piotr G.

Chłopak przyznał, że towar kupował przy ul. Furmańskiej. Przynajmniej raz trafił w sklepie na Patrycję M. Miał również poczęstować „Cząstką Boga” poszkodowanego w sprawie chłopaka.

– On wyszedł na ulicę, zaczął się trząść. Potem się przewrócił, a z ust poleciała mu piana – opisywał śledczym Piotr G.

Z zeznań świadków wynika, że choć oficjalnie dopalacze były sprzedawane jako przedmioty kolekcjonerskie, to wszyscy wiedzieli, że to narkotyki. Palili je głównie młodzi ludzie. W szkole dowiadywali się co i gdzie mogą kupić.

– Pytałam się oskarżonej, jak by się czuła, gdyby ktoś sprzedawał dopalacze jej dzieciom – wspominała podczas poprzedniej rozprawy inspektor sanepidu, która kontrolowała Hindupoint. – Patrycja M. odpowiedziała, że nie ma pracy i jest jej wszystko jedno co sprzedaje.

Hindupoint kilka razy był zamykany przez sanepid. Po kontrolach Jakub G. zmieniał nazwę spółki prowadzącej sklep i wznawiał działalność. W międzyczasie, jak wynika z akt sprawy,  do sklepu dowożono nowy towar na miejsce tego zarekwirowanego przez sanepid.

Obecne postępowanie to już drugi proces Patrycji M. i Jakuba G. W pierwszym Sąd Rejonowy Lublin-Zachód podzielił argumenty ich obrońcy i umorzył sprawę. Sędzia Artur Jakubanis uznał, że handel tzw. dopalaczami nie jest przestępstwem. Na opakowaniach widniało bowiem ostrzeżenie, że substancje te nie nadają się do spożycia. Wyrok zaskarżyła prokuratura. W rezultacie sprawa wróciła na wokandę. Oskarżonym grozi do 8 lat więzienia.

Czytaj więcej o: dopalacze sąd sanepid proces
Luk
Gość
Gość
(14) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Luk
Luk (9 marca 2016 o 17:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Mnie ciekawi kto pokrywa koszty leczenia tych "odlotowców". Jeśli ze społecznych pieniędzy to się nie zgadzam na to.Koszty leczenia powinni pokrywać po połowie rodzice i sprzedawcy tych środków odlotowych.

Rozwiń
Gość
Gość (9 marca 2016 o 09:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nastolatko z Lublina, zamiast jarać trawę i inne zioła nieznanego pochodzenia lepiej zacznij czytać książki i skup się na nauce - najlepiej na tym wyjdziesz - a nie na tanich rozrywkach. Chyba, że chcesz skończyć nogami do przodu....
Rozwiń
Gość
Gość (8 marca 2016 o 21:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

tylko jednego nie rozumiem, dlaczego ma odpowiadać zatrudniona pracownica, w takim układzie w każdym sklepie można znaleźć niedociągnięcia i zamiast właścicieli  karzmy  pracowników zarabiających  1300 zł-1500 zł. 

Rozwiń
Gość
Gość (8 marca 2016 o 21:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mogła wźiąąć cztery to obudziła by się na cmentarzu
Rozwiń
stop debilom!
stop debilom! (8 marca 2016 o 21:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Obudziłam się w szpitalu

Wielka szkoda, że nie w kostnicy!

Selekcja naturalna powinna całą tę patologiczną hołotę biorącą jakieś tam gówna po prostu wyeliminować spośród nas - po co nam w społeczeństwie takie d e b i l e -śmieci żrące i palące jakieś trucizny?

Tylko ponosimy koszty utrzymania tych patoli!

Chwasty się wyrywa!

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (14)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!