sobota, 21 października 2017 r.

Magazyn

Kreda zamiast pasty do zębów, krem ze szpiku kostnego. Jak w PRL kobiety dbały urodę?

Dodano: 20 listopada 2016, 08:00

Agnieszka Skura z lubelskiego oddziału IPN szukała ciekawostek o tym, jak wyglądało życie codzienne w PRL
Agnieszka Skura z lubelskiego oddziału IPN szukała ciekawostek o tym, jak wyglądało życie codzienne w PRL

Godziny w bibliotece na lekturze poradników dla kobiet z lat 40 i 50 ubiegłego wieku spędziła Agnieszka Skura z lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Obraz higieny, który jej się ukazał, jest dla dzisiejszego czytelnika co najmniej szokujący

Artykuł otwarty

Czytaj Dziennik Wschodni bez ograniczeń. Sprawdź naszą ofertę

Artykuł otwarty

- Szukanie ciekawostek o tym, jak wyglądało życie codzienne w PRL rozpoczęliśmy podczas organizacji sesji popularnonaukowych dla młodzieży szkolnych - opowiada Agnieszka Skura. - Doszliśmy do wniosku, że zobaczenie tego, jak żyli ich rodzice i dziadkowie bardziej zainteresuje ich niż suche fakty i informacje. Tylko możliwość zobaczenia ówczesnego sprzętu kuchennego i elektronicznego oraz informacje dotyczące spraw kuchni, czasu wolnego, czy tego jak wyglądały mieszkania mogło ich zainspirować do poszerzenia swojej wiedzy na temat PRL.

Zrób sobie sam

Najwięcej informacji znaleźć można w poradnikach dla kobiet, takich jak „Przyjaciółka”, „Moda i życie” czy „Moda i życie praktyczne”.

- Znalazłam tam bardzo dużo ciekawych artykułów dotyczących wielu aspektów życia codziennego w tym dbania o urodę i higienę. To przede wszystkim poradniki dla gospodyń domowych, podpowiadające jak samodzielnie zrobić krem, czy pomalować włosy nie posiadając farby. Wszystko w myśl zasady „Zrób sobie sam” - opowiada Skura. - Proponowano m.in. przygotować ze skorupek cebuli przyciemniające płukanki do włosów, a z rumianku rozjaśniające.

Kreda zamiast pasty

Namawiano, by w przypadku braku pasty do zębów myć je oczyszczoną kredą o zapachu miętowym. Z soli kuchennej przygotowywano kąpiele, roztwory leczące kurzajki i brodawki oraz gęsią skórę na rękach i nogach. Służyła także do zmiękczania szorstkich pięt oraz wzmacniała dziąsła.

Olej spożywczy był zaś remedium na suchą skórę, odmrożenia oraz zastępował kremy i balsamy do ciała. Do pielęgnacji suchej skóry polecano też krem z żółtek, wazeliny i oleju sojowego, a na suche dłonie: rozgotowany ryż. Na nadmierne pocenie się pach polecano formalinę, lawendową wódkę, a na usuwanie nadmiernego owłosienia: otręby.

Ogromną popularnością cieszyły się też płatki owsiane, zarówno do mycia ciała jak i wygładzania skóry. Wiele przepisów brzmi dziś co najmniej szokująco. Ot chociażby taki, znaleziony przez Agnieszkę Skurę w gazecie z 1949 r.: „Z dużej kości wybieramy szpik i topimy go na parze. Po przetopieniu przecedzamy szpik przez gazę, aby usunąć drobne kosteczki, przestudzamy, ucieramy z łyżką oleju jadalnego i żółtkiem. Ponieważ jest to krem psujący się, podczas ucierania dodajemy po trochu łyżkę ciepłej wody z rozpuszczoną w niej połową tabletki benzoesanu”. Jeśli komuś udało się już jakimś cudem zdobyć kosmetyki to nie wolno było ich zbyt szybko wyrzucać, bo resztki można było poddać recyklingowi. Resztki szminki połączone z tłustym kremem stawały się w ten sposób różem do policzków.

Niedobory i problemy

- Pomysły na samodzielne wykonywanie kosmetyków i środków czystości wynikało z braku takich produktów w sklepach - przyznaje Agnieszka Skura. - Trzeba było się z tym problemem nieustannie zmagać. Oczywiście: prasa nie pisała o tym wprost. Sugerowano jedynie, że „w związku z niedoborami” albo chwilowymi „problemami zakupienia” trzeba sobie radzić w inny sposób.

Polakom nieustannie przypominano też o tym, że o higienę trzeba dbać. - Nie było to tak oczywiste jak dziś - zauważa Agnieszka Skura. - W latach 40 i 50 prasa często przypominała o tym, że należy przynajmniej raz w tygodniu zmieniać bieliznę, a zęby szczotkować dwa razy dziennie. Z perspektywy dzisiejszych czasów to rzeczy oczywiste. Wtedy było inaczej. Wynikało to ze specyficznego okresu historycznego: skończyła się wojna, w kraju panowała bieda, brakowało wszystkiego. Ludzie nie myśleli o tym, jak zdobyć mydło i mieć ładne włosy. Znacznie ważniejszym problemem była kwestia zdobycia pożywienia, czy zorganizowania mieszkania w sytuacji, gdy wiele miast zostało niemal całkowicie zburzonych i wiele osób nie miało „dachu nad głową”. Na ten trudny czas można zgonić więc chwilowe odłożenie na bok kwestii zdrowia i higieny.

Włosy, mąż, praca

Problem był zauważalny także ze względu na dużą migrację ludności wiejskiej do miast. Rolnicy zastępowali klasę posiadającą, ziemiaństwo, kupców i prywatnych przedsiębiorców. Tymczasem słabo wykształcona ludność wiejska o archaicznych poglądach i obyczajach pochodziła i kultywowała zachowania środowisk, w których stan higieny i zdrowia znajdował się na niskim poziomie. Brakowało zwyczajnych higienicznych nawyków i przyzwyczajeń.

- Wynikało to też z braku edukacji, którą za cel stawiała sobie ówczesna prasa - mówi Skura. - Zwłaszcza mężczyźni nie zdawali sobie sprawy, że brak higieny rzutuje na nasze zdrowie. Dlatego poradniki poruszały te tematy i przypominały, że jak będziemy dbać o zęby to będzie to wpływało na nasze zdrowie i ogólny stan organizmu, a jak będziemy dbać o włosy to będziemy atrakcyjniejsze dla męża, ale i łatwiej będzie nam np. znaleźć prace.

Wódka i kefir

W „Kalendarzu Przyjaciółki” radzono m.in.: „Najdokładniej można wymyć skórę podczas kąpieli, która wskazana byłaby przynajmniej raz w tygodniu. Do kąpieli może nam posłużyć choćby zwykła balia, dokładnie po praniu wyszorowana”. Przypominano o konieczności kupowania papieru toaletowego, którego używanie może zapobiegać infekcjom, czy odpowiednio częstym zmienianiu pieluch małym dzieciom.

Piętnowano: „większość naszych dziewcząt szybko uczy się sztuki malowania i perfumowania, a nie mycia”. Sposobem na walkę z pryszczami u nastolatków było codzienne naprzemienne mycie skóry mydłem siarkowym, alkalicznym i dzięgciowym. Chore miejsca radzono przemywać wódką, wodą utlenioną lub spirytusem.

Dobrze sprawdzić miały się też maseczki z kwaśnego mleka lub kefiru oraz okłady ziołowe. Sugerowano też, że „gimnastyka, wycieranie całego ciała mokrym ręcznikiem, sport, regularny sen wzmacniają nerwy i cały organizm i zapobiegają tworzeniu się łojotoku”.

Udowadniano też, że zbyt częste mycie włosów prowadzi do łysienia i zalecano „myć włosy co 10 dni w ciepłej, miękkiej wodzie, najlepiej mydłem, a gdy włosy zaczynają się tłuścić - należy co drugi dzień przecierać głowę watką zwilżoną w spirytusie salicylowym”. Doskonałym środkiem na nadmierne wysuszenie skóry było też wcieranie w nią świeżego, niesolonego smalcu.
Epidemie

- Wszystkie te domowe środki były sposobem na walkę z chorobami - podkreśla Skura. - Bo kondycja powojenna naszego społeczeństwa była wtedy, co najmniej mówiąc nienajlepsza. Brud i zaniedbanie były na porządku dziennym i nie raziły nawet w szpitalach, czy szkołach.

W latach 50 większość z mieszkań nie była wyposażona w ustępy i instalacja wodociągowa. Stąd wybuchające regularnie epidemie tyfusu brzusznego i czerwonki. Niczym dziwnym nie była też gruźlica, dur brzuszny, płonica, żółtaczka i inne choroby brudnych rąk. Nieprzestrzeganie higieny skutkowało też nawracającymi wszawicami i nawracającym świerzbem.

Więcej informacji o życiu codziennym w czasach PRL znajduje się w wydanej przez lubelski oddział IPN książce „Szkice o codzienności PRL”

Czytaj więcej o: historia IPN Lublin IPN IPN Lublin
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (20 listopada 2016 o 19:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Moja teściowa ma 86 l jest ze wsi.Zdrowa,śmiga jak mały samochodzik.Ludzie przedwojeni są zdrowsi i dłużej żyją niż dzieci ur.w latach 50 czy 60 tych. Przed wojną nie było chemii i była naturalna selekcja dzieci. A teraz co mamy syf! Tyle moich koleżanek i kolegów już nie ma.Najstarsza miała 58l.Bieda to nie znaczy brud! Moje włosy i zęby zniszczył rak.A żółtaczkę sprzedał mi szpital 1997r.WZW c .
Rozwiń
Gość
Gość (20 listopada 2016 o 18:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Niech IPN dla porównania poda przepisy z prasy brytyjskiej z tego samego okresu. Niedobory przełomu lat 40/50 były konsekwencją II WŚ i występowały niezależnie od ustroju politycznego. A najlepiej zerknąć do opisów życia robotników w czasie "złotego" dwudziestolecia międzywojennego. A nie, sorry, wtedy komuny nie było, więc wszystkim żyło się w pytę.
Rozwiń
Gość
Gość (20 listopada 2016 o 14:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Akurat to o kredzie i szpiku to prawda!!! Kreda działa jak delikatny środek ścierny, a szpik zawiera komórki macierzyste. Ale niektóre inne przepisy to masakra :)
Rozwiń
Gość
Gość (20 listopada 2016 o 12:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przestańcie wypisywać głupoty bo sie sami kompromitujecie ! To sś wyobrażenia niedorozwiniętych absolwentów gimnazjum niczego nieczytających , marnie przyswajających wiedzę, nie odróżniających wojny trzydziestoletniej od II wojny światowej z nosami w smartfonach i czerpiących wiedzę historyczną z filmowych komedii Barei. Jednym słowem biednych matołków !
Rozwiń
Gość
Gość (20 listopada 2016 o 12:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Większych bzdur nie czytałem,niech ten cały IPN zajmie się w końcu zbrodniami na Wołyniu ,a nie wypisuję czystą propagandę ,bo tak nie było
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!