Reklama
Maluję stopami
Z upodobaniem maluje jesienne i zimowe pejzaże. Lato już go tak nie fascynuje, bo... nie lubi koloru zielonego.
- 07.11.2008 19:39
Uważa, że mieszając nawet najbardziej smutne kolory, można wyczarować wesołe obrazy. Ludzie, którzy je potem oglądają, nie mogą uwierzyć, że artysta namalował je nogami.
Od wczoraj, w Chełmskim Domu Kultury można oglądać wystawę prac Stanisława Kmiecika. Ulubionymi tematami artysty są m.in. pejzaże, martwa natura i akty. Ale wśród prac artysty można znaleźć też obrazy surrealistyczne i studia budynków.
Kmiecik zanim pojawił się na wernisażu swojej wystawy w ChDK odwiedził dzieci ze szkoły w Strupinie (gm. Chełm) oraz uczniów Niepublicznej Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi \"Razem” w Chełmie. Odpowiadał na pytania najmłodszych i pokazał im, w jaki sposób powstają jego prace. - Lubię takie spotkania, bo dzieci reagują bardzo żywiołowo i szczerze - mówi artysta.
Monika Woszczyńska, menedżerka Kmiecika dodaje, że celem wizyt w szkołach jest nie tylko promocja, ale działanie na rzecz tolerancji i wskazywanie, że także osoby zmagające się z niepełnosprawnością mogą wiele osiągnąć i znaleźć sposób na życie.
Uczniowi, mieli do artysty wiele pytań. M.in. o to, skąd bierze pomysły na swoje obrazy, czym je maluje i dlaczego to robi. - Maluję to, co mnie otacza - mówi Kmiecik. - Dużo podróżuję, coś zobaczę, potem sobie o tym przypomnę i przenoszę to na papier czy płótno. Najbardziej lubię farby akrylowe. Ale używam też olejnych i akwareli. A na pokazach najchętniej sięgam po pastele. Malowanie musi mi sprawiać radość. Jeśli miałaby być to tylko praca, to pewnie nic by z tego nie wyszło.
Dzieci, które oglądały przygotowany przez Kmiecika pokaz, były zafascynowane jego zwinnością i precyzją. - To naprawdę fajne, że pan potrafi malować nogami. Nigdy czegoś takiego nie widziałyśmy. Dobrze, że do nas przyjechał - stwierdziły tuż po wizycie Natalka i Martyna z piątej klasy.
Warto zaznaczyć, że artysta przyjechał do Chełma własnym autem, które sam prowadził. Oczywiście nogami. Ze sobą miał niewielki bagaż.
- Walizeczka z pastelami, kartka... i już widać sztukę - mówi Stanisław Kmiecik. Patrząc, jak pracuje, trudno nie przyznać mu racji.
Reklama













Komentarze