Gospodarze, jak to mają w zwyczaju, mogli szybko otworzyć wynik. Już w czwartej minucie Jakub Łabojko posłał centrę na dalszy słupek, gdzie piłkę głową zgrał Karol Czubak. W piątce rywali świetnie znalazł się Bartosz Wolski. Wydawało się, że kapitan za chwilę da swojej drużynie prowadzenie i z bliska wepchnie futbolówkę do siatki głową. W ostatniej chwili uprzedził go jednak Marko Bulat. Efekt? Zamiast gola był jedynie rzut rożny.
180 sekund później w narożniku szesnastki Rakowa pograli: Wolski i Jacques Ndiaye. Ten drugi huknął z powietrza, ale rywale zdołali zablokować Senegalczyka.
Mimo zmian w składzie, było widać, że „Medaliki” mają w nogach i głowach ciężkie spotkanie z czwartku, kiedy pokonali GKS Katowice w STS Pucharze Polski dopiero po rzutach karnych. Na dodatek błyskawicznie kontuzji stawu skokowego doznał Karol Struski. Wychowanek Górnika Łęczna już w dziesiątej minucie musiał opuścić boisko.
W 25 i 26 minucie Motor miał kolejne szanse. Najpierw świetnie do Wolskiego zagrał Ivo Rodrigues. „Wolo” wymienił podania z Fabio Ronaldo i był już w polu karnym. Zdecydował się na strzał z „pierwszej”, ale stanowczo za lekki i do tego prosto w bramkarza.
Za chwilę Czubak wygrał przepychankę z Bogdanem Racovitanem i wyprowadzał groźną kontrę. W ostatniej chwili wślizgiem zatrzymał go Stratos Svarnas. Piłka szczęśliwie dotarła jednak na prawą stronę do Ndiaye. Senegalczyk oddał ją do Wolskiego, ale tym razem kapitan nie zdołał uderzyć, bo rywale wyłuskali mu futbolówkę.
Później zaczęli się budzić piłkarze z Częstochowy. Po wyrzucie piłki z autu, w piątce gospodarzy znalazł się Patryk Makuch. Fatalnie jednak spudłował. W 35 minucie Ariel Mosór znowu daleko wyrzucił aut. Lamine Diaby-Fadiga skierował futbolówkę w światło bramki, a z bliska tor jej lotu zmienił jeszcze Racovitan. Ivan Brkić był jednak czujny i nie dał się zaskoczyć.
W 43 minucie mogliśmy się przekonać, że niedziela, to nie był dzień Wolskiego. Pomocnik dostał piłkę od Rodriguesa przed szesnastką. Miał sporo czasu i miejsca, żeby dokładnie przymierzyć, a huknął nad poprzeczką.
Początek drugiej połowy należał do gości, którzy przenieśli grę na połowę ekipy z Lublina. W 52 minucie Oskar Repka został zablokowany w polu karnym. Za chwilę, po chaotycznej akcji przyjezdnych doskonałą szansę miał Diaby-Fadiga, bo piłka spadła do niego w polu karnym. Francuz uderzył jednak niecelnie.
W 66 minucie dobrą centrę w szesnastkę posłał Jean Carlos, a Isak Brusberg strącił futbolówkę głową prosto w ręce Brkicia. 120 sekund później, chociaż się na to nie zanosiło, żółto-biało-niebiescy objęli prowadzenie. Świetną robotę na lewym skrzydle zrobił Bradly van Heoven, który minął rywala i dokładnie dograł tuż pod bramkę. Ndiaye, chociaż upadał już na murawę, to zdołał odbić piłkę do siatki... kolanem.
W końcówce dwie szanse zmarnował Jonatan Braut Brunes. W obu przypadkach pudłował po świetnych wrzutkach Jeana Carlosa.
W 90 minucie Łabojko zdzielił Norwega łokciem w twarz przy próbie wybicia piłki. Wydawało się, że to było starcie jakich wiele, ale sędzia został szybko wezwany do monitora i ostatecznie mimo protestów gospodarzy podyktował rzut karny. Brunes bez problemów wykorzystał doskonałą okazję i zapewnił swojej drużynie cenny punkt.
Motor Lublin – Raków Częstochowa 1:1 (0:0)
Bramki: Ndiaye (68) – Brunes (90+2-z karnego).
Motor: Brkić – Stolarski (85 Wójcik), Ede (79 Najemski), Matthys, Luberecki, Łabojko, Wolski (79 Scalet), Rodrigues, Ndiaye, Czubak (79 Dadashov), Ronaldo (59 van Heoven).
Raków: Zych – Mosór, Racovitan, Svarnas, Ilenić (59 Brusberg), Struski (10 Repka), Bulat, Ameyaw (46 Jean Carlos), Diaby-Fadiga (59 Pieńko), Makuch (74 Rocha), Brunes.
Żółte kartki: Ede, Łabojko, Ndiaye (Motor).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 14312.














Komentarze