Reklama
Strażnicy leśni w porę odcięli desperata
Gdyby policja zwlekała z rozpoczęciem akcji poszukiwawczej, żona mieszkańca gminy Zwierzyniec nie miałaby już na kogo czekać. Akcja zakończyła się szczęśliwie. Niedoszły samobójca trafił do szpitala.
- 25.11.2008 11:51
W poniedziałek wieczorem mieszkanka gminy Zwierzyniec zaalarmowała zamojską policję, że jej 35-letni mąż nie wrócił z pracy do domu, nie odbiera też telefonu komórkowego. Zaznaczyła, że mężczyzna leczy się psychiatrycznie.
Funkcjonariusze przypomnieli sobie, że rano zatrzymywali 35-latka. Jego samochód nie posiadał aktualnych badań technicznych i ubezpieczenia, dlatego mundurowi zatrzymali dowód rejestracyjny, a auto odholowano na policyjny parking.
- Mężczyzna nie skorzystał z propozycji podwiezienia go do pracy bądź domu. Stwierdził, że pójdzie pieszo. Ale nic niepokojącego w jego zachowaniu nie zauważono - opowiada nadkom. Joanna Kopeć, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Zamościu.
Gdy okazało się, że pracy też nie dotarł, zarządzono poszukiwania, w których udział wzięli policjanci z psem tropiącym, strażacy ochotnicy, funkcjonariusze straży Roztoczańskiego Parku Narodowego i strażnicy leśni.
Po godz. 20 przy jednej ze ścieżek rowerowych zauważyli na śniegu świeże ślady. Dzwoniący telefon komórkowy doprowadził ich do poszukiwanego. Mężczyzna powiesił się na gałęzi.
- Nie dawał oznak życia, ale komendant straży RPN natychmiast odciął pętlę i przystąpił do reanimacji - relacjonuje rzecznik.
Akcja zakończyła się sukcesem: samobójcy przywrócono oddech i odwieziono go do szpitala. (LEW)
Reklama

Komentarze