Samobójstwo w szpitalu - zabiła się z bólu?
Motyw samobójstwa 32-latki w Tomaszowskim szpitalu z powodu bólu i zaniedbań lekarzy coraz bardziej prawdopodobny. - W sprawie jest za dużo znaków zapytania\" - mówi \"Dziennikowi\" prokurator z Tomaszowa Lubelskiego Jerzy Piechnik.
- 26.11.2008 07:33
\"Sprawdzamy wątek bólu. Przecież ta kobieta trafiła do szpitala, by jej ten ból uśmierzano, a tak bardzo się przed śmiercią nacierpiała. W sprawie jest za dużo znaków zapytania\" - powiedział \"Dziennikowi\" prokurator z Tomaszowa Lubelskiego Jerzy Piechnik. Nie chciał ujawniać żadnych dodatkowych szczegółów.
Marta G. zaczęła chorować w ubiegłym roku. Początkowo bóle pleców lekarze uznali za skutek skoliozy. Po dokładnych badaniach okazało się, że pacjentka ma raka nerki. Nie pomogła jej operacja, bo pojawiły się przerzuty przy kręgosłupie. Kobietę leczono w Tomaszowie, Lublinie i Warszawie. Po miesiącach spędzonych na oddziałach onkologicznych chora wróciła do domu, ale wciąż cierpiała na silne bóle.
Kobietę zaczęto znieczulać morfiną podawaną w okolice lędźwi. Ale i to nie dawało wystarczających efektów. To dlatego na początku listopada Marta G. znów trafiła do szpitala, tym razem w swojej rodzinnej miejscowości. Tam odebrała sobie życie. Powiesiła się na bandażu w szpitalnej łazience.
Lekarze twierdzą, że niczego nie zaniedbali.
\"Leczyliśmy ją, jak najlepiej się dało. Dostawała znieczulenie w postaci plastrów, tabletek i pozajelitowo morfinę. Najpierw co sześć godzin, potem co cztery\" - powiedział \"Dziennikowi\" Dionizy Hałasa, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w szpitalu w Tomaszowie Lubelskim. \"Nie mogę uwierzyć, że to z bólu zdecydowała się odebrać sobie życie\" - dodał.
Partner kobiety uważa co innego i opowiada, że przez prawie tydzień Marta G. dostawała za słabe leki, które jej nienależycie pomagały.
Reklama
Komentarze