Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mieszkańcy Głuszczyzny: Oni nie powinni siedzieć

Chłopaki chcieli nas bronić, a siedzą. Tymczasem nasi prześladowcy chodzą wolno i śmieją się nam w nos - żalą się ludzie.
O nastolatkach i ich kompanach w Głuszczyźnie pod Lubliniem i sąsiednim Czerniejowie nikt nie powie dobrego słowa. Mieszkańcy bronią za to mężczyzn, którzy przed dwoma tygodniami dokonali na nich samosądu. Pisaliśmy o tym. Marcin D., Przemysław K. i Zbigniew B. najpierw siłą wepchnęli uciążliwych nastolatków do samochodu. 16-latka i i jego kolegę zamknęli w bagażniku auta. Jego 13-letniego brata posądzili na tylnym fotelu auta. W ustronnym miejscu pobili nastolatków. Z 13-latkiem pojechali nad rzekę. Tam zaczęli go podtapiać, zanurzając głowę w wodzie. Prokuratura potraktowała to jako uprowadzenie i napad. Mężczyźni jednemu z nastolatków zabrali telefon komórkowy. Prawdopodobnie po to, żeby nie mógł szybko wezwać pomocy. Marcin D., Przemysław K. i Zbigniew B. zostali aresztowani. Wkrótce Sąd Okręgowy w Lublinie rozpozna ich zażalenie od decyzji o aresztowaniu. Mieszkańcy Głuszczyzny zapowiadają, że się za nimi wstawią. - Ludzie mają świadomość, że zrobili błąd, ale nie mieli złych intencji - mówi Henryk Mitula, sołtys Głuszczyzny. - Chcieli tylko, żeby skończyła się bezkarność za kradzieże i dewastacje. Aresztowani nie są bandytami. To zwykli ludzie, którzy mają żony, dzieci, pracę. Sołtys opowiada, że mieszkańcy ciągle informowali go o dokonywanych przez nastolatków kradzieżach, niszczeniu przystanku, dewastacji cmentarza. Policja przyjeżdżała i zabierała winnych do komisariatu. A po paru godzinach byli już wolni. Mitula przygotowuje petycję do sądu o wypuszczenie aresztowanych. - Ludzie mówią, że chętnie się pod nią podpiszą - zapowiada. Przed dwoma dniami kobieta z trzema nastoletnimi synami, którzy dali się we znaki mieszkańcom, wyprowadziła się ze wsi. Miejscowi liczyli na spokój. Wczoraj wieczorem nastolatkowie wrócili. Dostali się do rozpadającego się domu, który wcześniej zajmowali bez zgody właściciela. - Jak ich nakryłem, to próbowali mnie atakować metalowym prętem - opowiada Włodzimierz Gęca, właściciel budynku. - Już nie wiem, co mam robić.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama