Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Werbkowice: Trzecie podejście do referendum

Na biurko wójta gminy Werbkowice trafił trzeci już w tym roku wniosek o zamiarze jego odwołania w drodze referendum. Adwersarze mają dwa miesiące na zebranie wystarczającej liczby podpisów.
- To święte prawo demokracji - mówi wójt Lech Bojko, który od dwóch lat rządzi gminą Werbkowice. - Zdążyłem się przyzwyczaić. Przypominam, że każda akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o moje odwołanie jest odrębnym postępowaniem. Jeżeli moim przeciwnikom uda się doprowadzić do referendum, na pewno nie będę płakał z tego powodu. Dlaczego trzeba odwołać wójta? Bo - jak podnoszą przeciwnicy - za jego rządów gmina m.in. pozbyła się szkół podstawowych w Honiatyczach i Podhorcach, a przez dwa lata nie pozyskano ani złotówki z funduszy unijnych. - To świadczy niezaradności wójta, który co miesiąc bierze bardzo wysokie jak na taką gminę pobory, ale nic nie robi - twierdzi Julian Rumiński, który stoi na czele komitetu ds. referendum. Gospodarz gminy odpiera zarzuty. - Systematycznie składamy wnioski, położyliśmy 4200 metrów asfaltu, pozyskaliśmy gimbusa do przewozu dzieci wartego 336 tys. zł - wylicza z grubsza Bojko. - Nie da się wszystkiego zrobić na raz. Za pierwszym razem niezadowolonym stylem jego rządzenia mieszkańcom nie udało się zebrać wymaganej liczby głosów. Druga próba również zakończyła się niepowodzeniem. W gminie Werbkowice do głosowania uprawnione są 8403 osoby. Pod wnioskiem o odwołanie wójta musi podpisać się 10 proc. wyborców, czyli 841 osób. Aby referendum było ważne, do urn musiałoby pójść 2214 osób.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama