Strażacy z Lubartowa polują na bociana
Cała lubartowska straż pożarna od kilku dni ma jedno zadanie: złapać bociana, który lata nad miastem. - To dla niego jedyna szansa na przeżycie zimy - mówią strażacy.
- 06.01.2009 19:05
- Przez cały czas dzwonią do nas ludzie, żebyśmy przyjechali, bo obok ich domów jest bocian - tłumaczy st. kpt. Grzegorz Szyszko z lubartowskiej straży pożarnej. - Mamy już nawet przygotowaną sieć łowiecką. Ale ptak na tyle zna już strażaków, że gdy się zbliżą do niego na kilka metrów, natychmiast odlatuje.
Tak samo było wczoraj. Po strażaków zadzwonili mieszkańcy domów przy ul. 1 Maja. - Byłam lekko zdziwiona, gdy zobaczyłam przez okno bociana. Na dworze kilkanaście stopni poniżej zera, a ten w najlepsze siedzi na kominie sąsiedniego bloku - opowiada pani Dorota. Strażacy podstawili dźwig hydrauliczny. Ale gdy tylko zaczęli podnosić drabinę, ptak natychmiast czmychnął.
Mimo srogiej zimy i siarczystych mrozów lubartowski bociek ma się dobrze. - Przesiaduje zazwyczaj w miejscach, w których jest ciepło, np. przy kominach czy kratkach wentylacyjnych. Jest w dobrej formie, bo mieszkańcy go dokarmiają - wyjaśnia kpt. Szyszko. - Jeśli nie przestaną, o złapaniu i uratowaniu boćka możemy zapomnieć. A którejś kolejnej mroźnej nocy może nie przeżyć.
O bocianie wiedzą już medycy z Kliniki Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Natychmiast po złapaniu ptak zostanie do nich przewieziony na badania. Potem ma trafić do minizoo w Leonowie.
- Mamy już 14 bocianów, więc i tego przyjmiemy - śmieje się Renata Siejko, która prowadzi zoo razem z mężem Mariuszem. - W dzień ptaki swobodnie fruwają nad naszym gospodarstwem, a noce spędzają w ciepłym budynku - wyjaśnia pan Mariusz. - Te, które po zimie są w dobrym stanie, odlatują od nas. A te, które są jeszcze za słabe, zostają na dalszą kurację.
Tak samo ma być z bocianem z Lubartowa. - Oby tylko został złapany jak najszybciej - podkreśla Mariusz Siejko. - My zapewnimy mu odpowiednie warunki do przezimowania
Reklama













Komentarze