Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
KONIEC STALI KRAŚNIK?

Stal musi zwrócić miastu ćwierć miliona złotych!

Kraśnicka Stal miała nie przystąpić do rundy wiosennej. Ostatecznie przystąpiła, choć skład skleciła naprędce, praktycznie za pięć dwunasta. Na tydzień przed pierwszym meczem w kadrze zespołu był… jeden zawodnik - Rafał Król, rodowity Kraśniczanin, żywa legenda klubu. Transferowy szturm na kilka dni przed startem ligi pozwolił podjąć rękawicę dalszej rywalizacji, a ostatnio Stal jest niepokonana od pięciu spotkań i na dwie kolejki przed finiszem sezonu ma jeszcze realną szansę na utrzymanie w lidze. Nad klubem znów zawisły jednak czarne chmury. A może prościej byłoby napisać, że nie udało się przegonić starych…
Stal musi zwrócić miastu ćwierć miliona złotych!

Źródło: facebook.com/OfficialStalKrasnik

Sytuację Stali bardzo szeroko opisywaliśmy już ponad pół rok temu. Odsyłamy do tej publikacji. 

Od tamtej pory w Kraśniku tylko się pogarszało. Klub tonął w długach, prezes nadal zwodził piłkarzy i pracowników klubu, a do legendy przeszła już anegdota, którą opowiedział w podcaście „Ofensywni” znany dziennikarz, Łukasz Olkowicz. Zdradził on, że prezes Jędrasik opóźnienia w wypłatach dla piłkarzy tłumaczył w bardzo osobliwy sposób, twierdząc, że… piraci ukradli kontener z jego transportem na dalekich wodach. Brzmi zabawnie, ale dobrze obrazuje poziom kłamstw byłego już prezesa. Jeden z byłych trenerów Stali mówił nam, że innym razem Jędrasik zapewniał go, że czeka na przelew opiewający na 200 mln euro i cała ta kasa ma pójść na kraśnicki klub. Uczyniłoby to Stal najbogatszym klubem w Polsce. Zostawmy jednak te dyrdymały.

Jak doszło do tego, że Jędrasika w Stali już nie ma? Piłkarze, pomimo jednego walkowera (nie pojechali na wyjazd do Dębicy), dograli rundę jesienną do końca, a prezes – zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapowiedziami – zdecydował się zrezygnować. Nie zapowiadało się na to, by ktokolwiek chciał przejąć tonący w długach klub, co oznaczało jedno – zniknięcie Stali z piłkarskiej mapy Polski. Przynajmniej na jakiś czas.

Jednak – jak już wspomnieliśmy – rzutem na taśmę ratunek dla klubu się znalazł. W lutym podczas walnego zebrania (nie pierwszego już zresztą) wybrano nowe władze, które podjęły próbę ratowania trzecioligowej drużyny i odbudowy całego klubu praktycznie od podstaw. Nowym prezesem został Karol Grządka, wiceprezesem Grzegorz Grządka, a funkcję dyrektora sportowego objął były piłkarz Wojciech Trochim, który, wykorzystując swoje kontakty, ruszył na łowy, sprowadzając do klubu „last minute” wagon nowych graczy. 

Nowy zarząd zapowiedział wówczas walkę o utrzymanie w III lidze, choć sytuacja była bardzo trudna – w klubie pozostał bowiem tylko jeden zawodnik pierwszej drużyny, wspomniany już Rafał Król. Budowę nowej kadry trzeba było rozpoczynać praktycznie od zera. 

Nowe władze przejęły klub w fatalnej sytuacji finansowej i organizacyjnej. Jak przyznano podczas zebrania, na koncie Stali znajduje się symboliczny jeden grosz, a klub ma zadłużenie m.in. wobec firm transportowych, za wynajem boisk czy korzystanie z miejskich obiektów. Największe zadłużenie to oczywiście zaległe pensje zawodników czy trenerów. Zarząd zadeklarował jednak rozmowy z wierzycielami i stopniowe porządkowanie finansów. 

Co istotne, podczas walnego zebrania były prezes Marcin Jędrasik podpisał weksel, który miał stanowić zabezpieczenie spłaty należności wobec zawodników występujących wcześniej w Stali. Już kilka tygodni później nasi rozmówcy podkreślali, że Jędrasik nie ma zamiaru niczego spłacać i podpisany weksel traktuje jak zwykły świstek papieru.

Stal – jak można było przewidzieć – rozpoczęła rundę wiosenną od serii porażek. Trudno by było inaczej, skoro zawodnicy na pierwszym meczu z Avią Świdnik w gruncie rzeczy nie znali jeszcze nawet po imionach. Drużyna miała za sobą raptem kilka treningów, na których co chwila pojawiali się nowi piłkarze. 

Po ośmiu kolejnych porażkach przyszły jednak wreszcie pierwsze punkty, a zespół – już pod wodzą nowego trenera Szymona Szydełko – buduje inną serię. Tym razem jest to seria meczów bez porażki. Przy optymistycznym scenariuszu może skończyć się to utrzymaniem w lidze. Na dwie kolejki przed końcem sezonu Kraśniczanie mają 2 punkty straty do bezpiecznego miejsca. Przed nimi kluczowe mecze ze Świdniczanką (u siebie w najbliższą sobotę) i Naprzodem Jędrzejów (w sobotę 30 maja na wyjeździe). 

Sportowa walka Stali zeszła ostatnio na dalszy plan. Dwa dni temu klub opublikował na swoim fanpage’u informację, że otrzymał z miasta pismo zobowiązujące do zwrotu dotacji w kwocie 250 tys. złotych wraz z odsetkami, co łącznie daje ponad 280 tys. Jest to dotacja przyznana jeszcze za czasów prezesa Jędrasika. Ówczesny zarząd nie rozliczył jej należycie, stąd decyzja kraśnickiego ratusza. 

– Stwierdzono, że przedłożona dokumentacja finansowo-księgowa nie spełnia wymogów określonych w zawartej umowie. Dokumenty księgowe nie zawierają opisów umożliwiających identyfikację operacji gospodarczych oraz powiązanie wydatków z realizacją zadania publicznego. Nie przedłożono wymaganego zestawienia kosztów zgodnie z wezwaniem. Pomimo wezwania nie usunięto stwierdzonych braków i nieprawidłowości w dokumentacji. Uniemożliwia to potwierdzenie prawidłowości i zgodności z umową wykorzystania środków publicznych – informuje nas Daniel Niedziałek z kraśnickiego Wydziału Promocji i Spraw Społecznych.

– W tej chwili skierowaliśmy wezwanie do zwrotu dotacji. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych kolejnym krokiem będzie wydanie decyzji o zwrocie dotacji, od której będzie przysługiwało odwołanie – dodaje Niedziałek, podkreślając, że istnieje możliwość rozbicia tej płatności na raty

Takie rozwiązanie nie interesuje jednak władz Stali

– Nie mamy takich pieniędzy. Taka kwota oznacza praktycznie koniec Stali Kraśnik. Ogłosimy upadłość – mówi wprost wiceprezes Grzegorz Grządka. 

Grządka zaznacza, że bałagan w papierach powstał za czasów prezesa Jędrasika, a nowe władze już w marcu złożyły do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienie przestępstwa. Chodzi o niegospodarność. 

– Prezes Jędrasik nie odbiera telefonów, ani korespondencji. Nie ma z nim kontaktu. My chcemy walczyć o te pieniądze i rozliczyć tę dotację – tłumaczy wiceprezes Grządka, który ma nadzieje, że pomoże w tym były wiceprezes z czasów poprzedniej ekipy, czyli Maciej Poleszak. Ponoć zadeklarował on chęć pomocy przy „prostowaniu” dokumentacji. 

Nowe władze klubu są wyraźnie rozgoryczone całą sytuacją, o czym świadczy wczorajszy wpis na klubowej stronie na Facebooku. Oto pełne oświadczenie:

Grzegorz Grządka w rozmowie z nami zaznaczał, że w ostatnich dniach przedstawiciele klubu spotykali się z burmistrzem Krzysztofem Staruchem, który obiecywał pomoc, m.in. przy znalezieniu sponsorów. Spotkanie z minionego tygodnia miało jednak służyć czemu innemu. Burmistrz oczekiwał od Stali przekazania grup młodzieżowych do nowo powstałego tworu – Akademia Piłkarska Kraśnik. Zdaniem Grządki nowa akademia ma być faworyzowana przez włodarzy miasta. 

– Dziś nasza drużyna jest oparta o napływowych piłkarzy, bo tylko takich udało się sprowadzić w ostatniej chwili przed ligą, ale docelowo chcemy stawiać na naszych. Chcemy szkolić młodzież i wprowadzać ją do zespołu – mówi wiceprezes Stali. 

Kraśnicki trzecioligowiec nie zgodził się na przekazanie grup młodzieżowych pod auspicje AP Kraśnik. Sternicy klubu sugerują, że nieprzypadkowo już kilka dni później otrzymali pismo z nakazem zwrócenia dotacji na ponad ćwierć miliona złotych. 

– Kilka miesięcy temu burmistrz deklarował, że ta dotacja zostanie rozliczona i nie trzeba będzie jej zwracać – mówi Grzegorz Grządka, jednocześnie przyznając, że była to wyłącznie deklaracja ustna.  

Ze słów prezesów Stali bije gorycz i żal wobec samorządowców. Mówią o niespełnionych obietnicach. Poza załatwieniem sprawy dotacji, miasto obiecało ponoć wsparcie na poziomie 125 tys., powiat 60 tys., a UMWL 50 tys. Ostatecznie Stal może liczyć na znacznie mniejsze kwoty – kolejno 50 tys., 10 tys. i 15 tys. od wspomnianych jednostek samorządowych. 

Grzegorz Grządka sugeruje, że za wszystkim stoi polityka, a niektórzy już wydali wyrok na Stal. Istnienie klubu ma być niektórym nie na rękę – przynajmniej zdaniem wiceprezesa. 

O przyszłość Stali pytamy w kraśnickim ratuszu. 

– Jeżeli będą spełnione warunki określone w ogłoszeniu konkursowym, nie ma przeszkód w ubieganiu się o dotacje. Nadmieniam, że w konkursie ogłoszonym przez miasto Kraśnik, na upowszechnianie kultury fizycznej w 2026 r., nie wpłynęła oferta realizacji zadania publicznego z klubu FKS Stal Kraśnik – informuje nas Daniel Niedziałek. 

Pytamy też o możliwe reperkusje całej sprawy. Czy Stal zostanie „wyproszona” z miejskich obiektów?

– Podejmowane przez miasto działania związane ze zwrotem dotacji nie zamykają drogi do korzystania z obiektów MOSiR. Nie wybiegajmy na tym etapie zbyt daleko w przyszłość – mówi Niedziałek. 

Pytamy też wprost o możliwą pomoc klubowi, którego trudna sytuacja jest pokłosiem działań poprzednich władz. 

– Nie mamy w tym zakresie wielu możliwości, ale o dobrej woli miasta świadczy to, że w kwietniu podpisaliśmy umowę na promocję miasta przez klub FKS Stal Kraśnik – informuje Niedziałek. 

Najbliższe dni będą więc dla Stali decydujące – tak na płaszczyźnie sportowej, jak i przede wszystkim na organizacyjnej. Nowe władze ratując klub, miały świadomość, że przejmują go „z całym dobrodziejstwem inwentarza”, czyli z piwem, które nawarzył ktoś inny. Mówią jednak o nowych trupach, które ciągle wypadają z szaf. To jednakowoż nie one mogą nomen omen pogrzebać Stal. Może to zrobić sam burmistrz Staruch. 

Czy jednak fakt, że oczekuje on transparentnego rozliczenia miejskiej dotacji można traktować jako zarzut, a sugestie o jego złej woli mają umocowanie w rzeczywistości? Tego już nie rozstrzygniemy. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama