Te bloki się sypią
Azbestowe płyty odpadają. Betonowe balkony zaczynają się rozpadać. Mieszkańcy dwóch potężnych bloków przy ul. Bohaterów Monte Cassino w Zamościu domagają się remontów i narzekają na władze SM im. Zamoyskiego.
- 13.01.2009 19:28
- Wstydzę się, że mieszkam w takim miejscu - żali się 50-letni mieszkaniec bloku przy Monte Cassino 8. - Nasze bloki wyglądają jak slumsy. Wszystko się w nich sypie. Betonowe balkony zaczynają odpadać, ocieplenia pękają, a azbestowe włókna fruwają z nich po okolicy! Spółdzielnia wyremontowała wprawdzie windy, ale to tylko kropla w morzu potrzeb.
W dwóch siedmiopiętrowych blokach przy ul. Bohaterów Monte Cassino mieszka w sumie 206 rodzin. Budynki powstały na początku lat 80. i są do siebie bliźniaczo podobne. Oba zostały też ocieplone azbestem.
Kazimierz Gil mieszka w jednym z nich dokładnie 28 lat. Porusza się na wózku inwalidzkim. Jego zdaniem, stan budynków woła o pomstę do nieba. - To jest po prostu smród, brud i ubóstwo - denerwuje się. - Gdzie spojrzysz, tam ruina. Jak tutaj żyć? Nie może być przecież tak, że dotkniesz palcem elewacji i ona zaczyna się rozłazić! Wszędzie są dziury. - Mieszkańcy obu bloków wiele razy domagali się remontów, ale jak widać, bez skutku - dodaje 70-latek z Bohaterów Monte Cassino 12. - Spółdzielnia o nas zapomniała!
Nie tylko przy tej ulicy narzekają. Obok zamojskiego dworcu PKS jest całe osiedle tzw. wieżowców (mają one po 10 kondygnacji). Nie wyglądają reprezentacyjnie.
- Są po prostu obskurne i jest w nich zimno - tłumaczy lokator jednego z tych budynków. - Wiele osób zabudowało swoje balkony szybami, powstawiało tam jakieś ramy okienne, różne siatki i rupiecie. Całość wygląda koszmarnie, ale może ludziom jest od tego trochę cieplej. Całość prosi się o jakiś remont.
Chcieliśmy wczoraj zapytać Waldemara Władygę, prezesa SM im. Jana Zamoyskiego, czy planuje gruntowne remonty budynków m.in. przy ul. Bohaterów Monte Cassino. Był wprawdzie w pracy, ale jak poinformowano nas w jego sekretariacie… nie znalazł dla nas czasu. Natomiast Anna Chruścielewska, jego zastępca oraz Marek Soboń, członek zarządu SM, byli wczoraj w pracy nieuchwytni.
Ten ostatni jest też radnym miejskim. Kontakt z nim to jednak wyczyn. Dlaczego?
- On ma telefon komórkowy, ale numer zastrzegł - wyjaśnia Kazimierz Kiczak, szef biura Rady Miejskiej w Zamościu.
Reklama
Komentarze