Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Były milicjant nadal handluje kocimi skórami

Mężczyzna z Biłgoraja, którego nakryliśmy na handlu kocimi skórami, nic sobie nie robi z postępowania, które prowadzi w tej sprawie biłgorajska prokuratura. Nadal ogłasza się w lokalnej gazecie ze swoją ofertą.
Mężczyzna, który handluje kocimi skórami, a w rozmowie z nami chwalił się, że ma \"własną hodowlę świeżych kotów”, jest byłym milicjantem. Ze służby w biłgorajskiej milicji odszedł w 1986 roku. W najnowszym numerze lokalnej gazety (z 23 lutego) ponownie zaoferował do sprzedaży wyprawione skóry z kotów. Dziś w rozmowie telefonicznej zaproponował nam kupno takiej skórki za 50 zł. Jak to możliwe, skoro policja zabezpieczyła skóry podczas przeszukania? - Skóry są wykorzystywane w ramach postępowania - informuje Zbigniew Reszczyński, prokurator rejonowy z Biłgoraja. - Szczegóły zna policja, która dostała od nas wytyczne i działa zgodnie z nimi. O to, co dzieje się ze skórami (również tą, którą kupił nasz dziennikarz i przekazał policji) prokurator Reszczyński kazał nam pytać policję w Biłgoraju. Ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy. - Postępowanie nie jest jawne - ucina Milena Galarda, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju. - Wykonywane są czynności. To wszystko co mam do powiedzenia. Powodów do tajemnicy nie widzi jednak Komenda Wojewódzka Policji w Lublinie. - Tu nie ma co utajniać - dziwi się Janusz Wójtowicz, rzecznik komendy. - Skóry na pewno nie zostały zwrócone mężczyźnie. Trzeba przecież wykonać ekspertyzy, w jaki sposób zostały one pozyskane. Należy też zbadać, czy nie pochodzą od chorych zwierząt. To rzeczywiście mogłoby stwarzać zagrożenie epidemiologiczne. W miniony piątek, gdy ujawniliśmy skandaliczny proceder, Janusz Wójtowicz zaapelował do mieszkańców Biłgoraja, by zgłaszali się na policję, jeśli zginął im w ostatnim czasie kot. Po zabezpieczonych przez policję kocich skórach mieli rozpoznawać swoje zwierzęta. Oburzenia na handel w centrum Biłgoraja kocimi skórami nie krył burmistrz miasta Janusz Rosłan, który już rok wcześniej poinformował o tym procederze policję. Wtedy sprawę umorzono. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że \"koci biznesmen” nic sobie z tego nie robi, skoro w lokalnej gazecie ponawia swoją ofertę. Poinformowaliśmy o tym rzecznik Galardę. - Proszę to zgłosić do dyżurnego. Najlepiej osobiście - odesłała nas.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama