W ubiegłym tygodniu pan Piotr odbierał z dworca swoją znajomą. Było po godz. 21, ale latarnie nad placem postojowym nie świeciły się. Ciemno było też przy stanowiskach, gdzie pasażerowie czekają na autobusy.
- Gdy następnego dnia przejeżdżałem aleją Solidarności zauważyłem, ze latarnie znowu są zgaszone. Czyżby to był sposób na oszczędności? Wiem, że w PKS się nie przelewa, ale przecież okolice dworca nie należą do najbezpieczniejszych w mieście, dochodziło tu do różnych incydentów. Czy warto w ten sposób ryzykować zdrowie i życie podróżnych? - zastanawia się nasz Czytelnik.
Terenem zarządza spółka Lubelskie Dworce, która w 2013 roku powstała w wyniku przekształcenia dawnego PKS Wschód. W firmie dowiedzieliśmy się, że zgaszone latarnie to nie sposób na oszczędności, a efekt awarii, do której doszło dwa tygodnie temu.
- Infrastruktura jest przestarzała i takie rzeczy się zdarzają. Doszło do rozwarcia przewodów, dlatego część latarni momentami nie działa tak, jak powinna. Miejsce usterki zostało już zlokalizowane i trwa naprawa - mówi Jerzy Leziak, rzecznik prasowy Lubelskich Dworców. Jak dodaje, z usunięciem awarii wykonawca ma się uporać do środy.
Ciemności na dworcu PKS w Lublinie. Oszczędności? "Nie, awaria"
Na dworcu głównym PKS po zmroku panują egipskie ciemności - alarmuje nasz Czytelnik. Jak tłumaczy zarządca dworca, powodem nie są oszczędności, ale awaria przestarzałej instalacji.
- 02.09.2014 18:30

Reklama













Komentarze