Jaskuła: Kibicuję Armstrongowi i Sapie
ROZMOWA Z Zenonem Jaskułą, jedynym Polakiem, który stanął na podium Tour de France
- 05.07.2009 18:12
W 1993 roku Zenon Jaskuła wszedł na trwałe do historii polskiego kolarstwa. Właśnie wtedy, urodzony w Śremie zawodnik GB MG Maglificio, zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Tour de France. Obok Polaka na podium na Polach Elizejskich w Paryżu stali Hiszpan Miguel Indurain i Szwajcar Tony Rominger.
- Przez 25 lat ścigałem się na rowerze i nigdy nie przejechałem 750 km. Tu nie chodzi jedynie o to, że grupka śmiałków przejechała taki dystans, ale o to, że zrobili to bez chociażby minuty snu. To naprawdę nie jest łatwe. Nigdy nie zdobyłem się na przejechanie takiego odcinka w ciągu jednej doby. Mój rekord to \"zaledwie” 400 km.
- Kibicuję Lance\'owi Armstrongowi. Chciałbym, aby odniósł ósme zwycięstwo. Nie wiem jednak czy uda mu się to, bo powrócić do sportu po tak długiej przerwie jest niezwykle trudno. Z drugiej strony, Amerykanin był przez ten okres bardzo aktywny, dlatego życzę mu, aby kolejny raz w Paryżu zabrzmiał hymn USA.
- Tour de France to trzytygodniowe święto kolarstwa, w którym czynny udział bierze około dwóch tysięcy ludzi, a miliony osób ogląda rywalizację na trasie lub przed telewizorami. Pamiętam, że podium w Paryżu było dla mnie niezwykłym przeżyciem, bo w tamtym wyścigu nikt nikomu nie odpuszczał. W TdF jest o wiele trudniej zwyciężyć, niż gdzieś indziej, ponieważ jest to wyścig otwarty, w którym końcowy sukces może odnieść każdy. Nie liczy się to czy jest Francuzem, Amerykaninem czy Niemcem. Inaczej jest w Hiszpanii czy we Włoszech, gdzie najczęściej wygrywają gospodarze.
- Problem dopingu jest obecny w każdym sporcie, dlatego nie mogę zagwarantować, że wtedy wszyscy byli czyści. Badania antydopingowe w tamtym okresie były jednak już bardzo zaawansowane, więc naprawdę ciężko było cokolwiek ukryć.
- Powinniśmy mięć co najmniej pięciu kolarzy, którzy startują w Tour de France. Niestety, ale w tym roku mamy jedynie Marcina Sapę.
- On ma przede wszystkim pomagać liderom, ale jeżeli zabierze się w jakąś ucieczkę, to nikt mu nie będzie kazał wracać do peletonu. Jeżeli spróbuje zabrać się do któregoś z odjazdów, to może wygrać nawet etap. Na Tour de France czasami zdarzają się odcinki, kiedy ucieczka dojeżdża z kilkunastoma minutami przewagi. Wystarczy wspomnieć chociażby Oscara Perreiro. Hiszpan w 2006 roku załapał się do ucieczki, która zyskała prawie 30 minut przewagi. Mimo że nie był on tak dobry w górach, jak rywale, to wypracowana przewaga pozwoliła mu wygrać cały wyścig.
Reklama













Komentarze