Rutkiewicz: Brakuje mi szczęścia
Marek Rutkiewicz jest jednym z faworytów rozpoczętego wczoraj 66 Tour de Pologne. Kolarz ścigający się w barwach reprezentacji Polski w zeszłym roku zajął dziesiąte miejsce i był najlepszym reprezentantem naszego kraju. Specjalnie dla Czytelników \"Dziennika Wschodniego” Rutkiewicz postanowił opowiedzieć o swoich planach na ten wyścig.
- 02.08.2009 14:24
– Jestem dobrze przygotowany i czuję, że jestem w stanie powalczyć o niezły wynik w tym wyścigu. Czy jednak będę liderem? Tego nie wiem, bo jest jeszcze Maciej Paterski, który początkowo miał ścigać się jako stażysta w Liquigasie, ale ostatecznie pojedzie w barwach reprezentacji Polski.
– Dokładnie. Od kilku lat jest to jedyny ważny wyścig w Polsce, a ja zawsze melduje się w pierwszej dziesiątce, więc nie mam powodów do narzekań. Na zwycięstwo w Tour de Pologne składa się wiele elementów, spośród których najważniejszym jest szczęście, a jego w ostatnich latach najbardziej mi brakowało. W 2004 r. byłem bardzo blisko końcowego sukcesu, ale na ostatnich dwóch etapach miałem problemy z oponami i straciłem żółtą koszulkę lidera.
– Nasz Tour de Pologne jest coraz trudniejszy, więc wygrać go nie jest łatwo. Poza tym na moją dyspozycję duży wpływ miało również zawirowanie z podpisaniem kontraktu z ISD. Niestety, ale tam nie trafiłem, więc postanowiłem ścigać się w DHL-Author. Nie żałuję jednak, że tak się stało. Widocznie tak miało być.
– Gwiazdy są dobre przede wszystkim dla kibiców, bo one robią show. Z doświadczenia wiem jednak, że nie zawsze chce im się na serio ścigać w Polsce. Poza tym przecież będzie Ivan Basso.
– Podczas wyścigu jest dla nas rywalem, jak każdy inny zawodnik. Poza tym, ma przecież do pomocy bardzo silny team. Liquigas jeżeli będzie chciał, to bez problemów skasuje wszystkie odskoki naszych zawodników.
– Piotrek Wadecki jest bardzo dobrym selekcjonerem i zawsze wie, co robi. W tym konflikcie wina leży po obu stronach, ale odnośnie braku Sylwka na olimpiadzie w Pekinie, to Szmyd jest sam sobie winny, bo nie wystartował na mistrzostwach Polski. Po fakcie mówił, że bez problemów powalczyłby w Polsce, ale tak może mówić każdy. Szmyd jest dobry, ale w \"klasykach” nie pokazywał się do tej pory z dobrej strony, a ten wyścig preferuje kolarzy, którzy w nich się specjalizują.
– Po treningach ciężko jest to stwierdzić. Na pewno jest dobrze przygotowany, aczkolwiek w tym roku priorytetem dla niego było Giro d`Italia. Bartek pierwszy raz jedzie w Tour de Pologne w barwach zagranicznej grupy i mam nadzieję, że pokaże się z dobrej strony.
– Bardzo ciężko to stwierdzić. Słyszałem, że w dobrej formie jest Kim Kirchen, ale on ostatecznie nie zdecydował się na przyjazd do Polski. Nasze góry nie są tak trudne, jak te na Tour de France, dlatego faworytów należy szukać raczej wśród specjalistów od klasyków.
– Postara się zająć jak najlepsze miejsce. W tym roku nie ścigałem się z kolarzami z Pro Tour, dlatego nie znam ich nawyków, a to jest bardzo ważne.
– Nie spieszy nam się do tego, chociaż niektórym może wydawać się to dość dziwne.
– Na poważnie od 2004 r. Wcześniej byliśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi.
– Po prostu na razie chcemy jeszcze z tym poczekać. Oboje mamy ciężkie charaktery, bo jesteśmy sportowcami, a ci zawsze walczą o swoje. Dodatkowo, Ania jest góralką, a wiadomo, że to sprawia, że ma jeszcze mocniejszą psychikę.
– Wiem do czego pan zmierza. Mam nadzieję, że w tym roku dojedziemy do mety i nie będzie żadnych anomalii pogodowych. To co stało się w ubiegłym roku w Lublinie, to była parodia. Polacy nie mieli dużo do powiedzenia, bo głos decydujący mieli kolarze Pro Tour. Dziwi mnie jednak, ze w Lublinie nie można było się ścigać, a dzień później w Rzeszowie na jeszcze bardziej krętej trasie rywalizacja była bardzo zacięta.
– Najprawdopodobniej sprinterzy. Chyba, że pojawi się boczny wiatr, który porwie peleton i sprawi, że do mety dojedzie kilkunastoosobowa grupa.
– Pierwsze dwa etapy pokażą na co go stać. Jeżeli będzie w pierwszej piątce, to w Lublinie, przy odrobinie szczęścia, może powalczyć o sprawienie niespodzianki.
– Raczej odpuszczę sobie tą imprezę. W poprzednich latach Tour de Pologne odbywał się we wrześniu i mistrzostwa świata były naturalną koleją rzeczy. Teraz przerwa między naszym wyścigiem, a czempionatem globu jest dużo dłuższa. Poza tym w ostatnich latach brakowało mi motywacji do startu w tych zawodach, bo po Tour de Pologne byłem całkowicie wypompowany.
Reklama













Komentarze