Sapa: W tym roku mam inne cele
ROZMOWA z Marcinem Sapą, kolarzem Lampre
- 05.08.2009 18:00
– Po prostu mam inne cele. Poza tym jeżdżąc w Lampre jest mi o wiele trudniej załapać się do odjazdu, gdyż kolarze znają mnie i trzymają dość krótko.
– Nie, bo nie jestem liderem. Moją rolą jest pomaganie lepszym kolarzom i póki co wywiązuję się z tej roli dość dobrze. W Białymstoku udało nam się przecież wygrać etap. Poza tym moim zadaniem jest również ochrona liderów. Oni mają cali i zdrowi dojechać do gór, gdzie będą walczyć o zwycięstwo.
– Chyba nikt o tym nawet nie pomyślał. Przede wszystkim w tym roku w Tour de Pologne jadą zupełnie inni kolarze. W tegorocznym peletonie jest bardzo dużo młodych zawodników, którzy chcą się pokazać i podpisać kontrakt na przyszły sezon.
– Oczywiście, dlatego chcę pokazać się na Tour de Pologne z jak najlepszej strony. Ciągle myślę o załapaniu się do jakieś ucieczki.
– To nie zależy ode mnie.
– W ucieczkach przejechałem 1200 km, a w Belgii zdobyłem koszulkę najaktywniejszego kolarza. Cieszę się, że drużyna pozwala mi uciekać i mam nadzieję, że szefostwo jest ze mnie zadowolone. Nie mam naprawdę powodów do narzekania.
–Tak, bo myślałem, że sukces ponownie odniesie Angelo Furlan lub ktoś z kolarzy Columbii.
– Poniedziałkowy sprint musiał kosztować go dużo sił i dlatego zabrakło mu ich w Lublinie. A bura od dyrektora raczej mu nie grozi.
– Nie uważam tak, bo starają się jeździć bardzo ambitnie. Na drugim etapie uciekał Bartek Matysiak, a w Lublinie premię górską wygrał Błażej Janiaczyk. Wydaje mi się, że polscy kibice nie mogą mieć wielu powodów do narzekań.
– Wydaje mi się, że zwycięstwo rozstrzygnie się między zawodnikami Liquigasu i Lampre. To jednak jest sport i zawsze ktoś może zaskoczyć.
– To był mój pierwszy trzytygodniowy wyścig w karierze. Zyskałem z pewnością dzięki niemu dużo doświadczenia. Kiedyś Tour de Pologne wydawał mi się wielkim wyścigiem, ale po wizycie na Tour de France myślę już inaczej. Można powiedzieć, ze dzięki Wielkiej Pętli jestem o szczebel wyżej w mojej karierze.
– Nie. W Polsce są duże prędkości, walki jest tyle samo co we Francji, więc można się solidnie pościgać.
Reklama













Komentarze