Sąsiedzi zbudowali im nowy dom
Po pożarze czteroosobowa rodzina mieszkała w tunelu foliowym. Dzięki sąsiadom ma dach nad głową. Każdy dzielił się, czym mógł. Bo ogień zabrał Ciochom wszystko. – To mogło spotkać każdego z nas – mówią ludzie, którzy postawili pogorzelcom dom.
- 06.12.2009 18:26
– Nie wiem, jak my się wszystkim odwdzięczymy – ociera łzy Danuta Cioch. W niedzielę oglądaliśmy jej nowy dom w Marysinie koło Zamościa, do którego się wprowadzała. Dwa pokoje, kuchnia, łazienka, przestronne poddasze.
– Zaraz po pożarze założyliśmy konto w banku, chodziliśmy od domu do domu prosząc o wsparcie. Nikt nie odmówił! – nie kryje podziwu Elżbieta Stąsiek-Witkowska ze Społecznego Komitetu Odbudowy Spalonego Domu.
Danuta Cioch i jej trzej synowie utrzymują się z niedużego gospodarstwa. Ich drewniany dom spłonął doszczętnie w sierpniu. Przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Matka i jej trzech synów zamieszkali w foliowym tunelu, gdzie wcześniej rosły warzywa. Wstawili tam podarowane meble i kuchenkę gazową. I nie wiedzieli, jak długo przyjdzie im tak żyć.
– Ale ludzie nie pozostali obojętni wobec tej tragedii, ruszyli z pomocą – mówi sołtys Władysław Bród.
– Dałem 100 złotych, bo na tyle było mnie stać – jeden z sąsiadów prosi o anonimowość. Dzięki takim datkom zebranym w Marysinie i okolicznych wsiach można było przystąpić do kopania fundamentów.
Tomaszowskie starostwo błyskawicznie wydało pozwolenie na budowę, wsparcia udzielili właściciele sklepów i składów budowlanych. – Wiem, co to bieda, ale nie chcę rozgłosu – mówi przedsiębiorca, który podarował cement.
– Cegły i piasek dostaliśmy za darmo, pustaki za pół ceny, nadleśnictwo za bezcen sprzedało drewno. Ktoś dał bojler, ktoś piec i kaloryfery, a jeszcze ktoś inny postarał się o okna – opowiada Anna Kucharska.
Ekipa budowlana pracowała za grosze. Nad wszystkim czuwał Jan Bukowski, miejscowy spec od budowlanki. Po jego okiem murarze uwinęli się w półtora miesiąca.
– To wspaniały przejaw miłosierdzia – uważa ks. Andrzej Puzon, dyrektor Caritas Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej, która również pomagała pogorzelcom.
– Na wiosnę trzeba jeszcze wytynkować ściany, pomyśleć o podłogach i schodach przy wejściu – dodaje Zbigniew Wrona, miejscowy radny.
Ze starego budynku ocalał jedynie obraz Matki Boskiej Fatimskiej. Nadpalony wisi w nowej kuchni. Została też tabliczka z numerem posesji: 13.
– To jednak szczęśliwa trzynastka – uważa Edward Cioch, syn pani Danuty. – Mamy nowy dom. Trudno o lepszy prezent na święta.
Reklama
Komentarze