Pod kątem czysto ekonomicznym sytuacja w gminie wygląda obiecująco. Regionalna Izba Obrachunkowa wydała w pełni pozytywną opinię o sprawozdaniu z wykonania budżetu za 2025 rok, a miejskie dochody zostały zrealizowane na poziomie blisko 99 procent planu. Przy takich wskaźnikach radni nie mieli merytorycznych podstaw by stało się inaczej i burmistrz otrzymał absolutorium 12 głosami „za”.
Prawdziwe emocje i polityczny paraliż ujawniły się jednak podczas debaty nad raportem o stanie gminy. W głosowaniu nad wotum zaufania aż 10 radnych opowiedziało się przeciwko burmistrzowi, a dwóch wstrzymało się od głosu. Taki rezultat oznacza, że Rafał Kowalik nie uzyskał poparcia rady drugi rok z rzędu.
Leżaki, ciemne ulice i „Bóg Słońce”
Opozycja bez ogródek wypunktowała grzechy i przewiny lokalnego włodarza. Katarzyna Bizior, przewodnicząca Komisji Rewizyjnej, wprost zarzuciła burmistrzowi butę, narcyzm i całkowity paraliż komunikacyjny na linii urząd–rada. Nawiązując do kontrowersyjnych oszczędności związanych z gaszeniem latarni ulicznych, podsumowała go w mocnych słowach:
– Czuje się pan jak Bóg Słońce, który wstrzymał słońce, żeby były oszczędności – grzmiała z mównicy radna Bizior.
Na liście zarzutów pojawiło się także ignorowanie głosu sołtysów oraz podejmowanie kosztownych decyzji w pojedynkę. Opozycja wyciągnęła m.in. zakup leżaków za blisko 50 tysięcy złotych, który miał odbyć się bez standardowych zapytań ofertowych, oraz samowolne przekazywanie kopii słynnego pomnika szczebrzeszyńskiego chrząszcza do innych miast. Radny Rafał Nizio dodał, że o kluczowych sprawach, takich jak choćby dezinformacja wokół likwidacji oddziałów szpitalnych, radni dowiadują się najczęściej dopiero z mediów społecznościowych burmistrza.
Ostra riposta: „Pięciu groszy bym panu nie pożyczył”
Rafał Kowalik nie zamierzał jedynie potakiwać głową i przeszedł do gwałtownego kontrataku. W emocjonalnym wystąpieniu stwierdził, że nie zależy mu na wotum zaufania od ludzi, którym sam nie wierzy.
– Ja bym panu pięciu groszy nie pożyczył, bo nie wiem, co by pan z nimi zrobił – zwrócił się bezpośrednio do radnego Nizio.
Burmistrz zaciekle bronił swojej strategii rozwoju gminy, przypominając o ewidentnym ożywieniu ruchu turystycznego, licznych inwestycjach w infrastrukturę drogową oraz zeszłorocznym otwarciu samorządowego Klubu Malucha. Zarzucił radnym, że ich jedynym celem jest negowanie sukcesów i kuluarowe spiskowanie. Na koniec rzucił zgromadzonym otwarte wyzwanie:
„Sprawdźmy się: albo będzie odwołany burmistrz, albo z powodu braku wotum zaufania będzie odwołana rada”.
Co dalej? Pat decyzyjny lub kosztowne starcie
Zgodnie z polskim prawem, dwukrotne nieudzielenie wotum zaufania otwiera Radzie Miejskiej formalną drogę do rozpisania referendum w sprawie odwołania burmistrza. Lokalni politycy podchodzą jednak do tego instrumentu bardzo ostrożnie – przewodnicząca Komisji Rewizyjnej zastrzegła, że jest to jedynie opcja, a nie sztywny przymus.
Dzień po burzliwej, trwającej ponad 9 godzin sesji, burmistrz Kowalik nazwał w swoich mediach społecznościowych całe zajście „zagraniem politycznym pod wywołanie referendum”. Jeżeli jednak obie strony nie wypracują wspólnego kompromisu i nie nauczą się – jak metaforycznie ujęła to opozycja – „kroków do tego tanga”, mieszkańców Szczebrzeszyna czeka albo głęboki kryzys decyzyjny, albo organizacja kosztownego głosowania ludowego.

Komentarze