Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szpital pozywa bezrobotną matkę za słowa \"mordercy z wykańczalni\"

Przeprosin w prasie oraz 20 tys. zł na cel charytatywny domaga się ZOZ w Bychawie od kobiety, która nazwała szpital „wykańczalnią”. Puściły jej nerwy, bo jej babcia w nim zmarła.
– Nie pozwolę na obrażanie moich pracowników, będę walczył o ich godność – zapowiada Piotr Wojtaś, dyrektor SPZOZ w Bychawie. Wszystko zaczęło się jesienią ub. roku. Do zakładu opiekuńczo-leczniczego szpitala trafiła 98-letnia babcia Doroty P. Staruszka zmarła po trzech tygodniach. Wnuczka pojawiła się w szpitalu tuż przed śmiercią krewnej. Zarzuciła personelowi zaniedbania, a szpital nazwała „wykańczalnią”. Twierdziła przy tym, że jest aplikantem sądowym i jak zostanie sędzią, to zajmie się tą placówką. Burzliwy przebieg miała też jej wizyta już po śmierci pacjentki. Na korytarzu krzyczała: „Ludzie, uciekajcie stąd, to mordercy!”. Słyszeli to inni pacjenci i personel. – Byłam bardzo zżyta z babcią, bardzo mi w życiu pomagała. Gdy zobaczyłam, w jakim jest stanie, to poniosły mnie emocje – tłumaczy teraz Dorota P. I nadal twierdzi, że staruszka miała w szpitalu złą opiekę. – Gdy była w prywatnej placówce opiekuńczej, to sama jadała i siedziała. Był z nią kontakt, a po trzech tygodniach w Bychawie nie była tą samą osobą – wspomina. Zastrzega, że dziś nie użyłaby wobec szpitala tak ostrych słów. – Powiedziałabym, że bardzo skrzywdzili moją rodzinę. Przepraszam, że powiedziałam „mordercy”. Szpital nie ma sobie nic do zarzucenia. Jego prawnik zaraz po scysjach z kobietą wysłał pozew do wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Lublinie. Domaga się, żeby Dorota P. przeprosiła placówkę na pierwszych stronach dwóch lubelskich gazet za naruszenie dobrego imienia i renomy szpitala. Według prawnika, chodzi o „publiczne postawienie bezzasadnych i nieprawdziwych zarzutów dotyczących rzekomo niewłaściwej opieki medycznej i pielęgniarskiej”. ZOZ chce też, żeby sąd zasądził od Doroty P. 20 tys. zł na rzecz Hospicjum Małego Księcia w Lublinie. – Przez 11 lat jestem dyrektorem i z taką agresją się jeszcze nie spotkałem – mówi dyrektor Wojtaś. – Bliscy dziękują nam, że pacjenci umierali u nas w godnych warunkach. – Skąd ja mam wziąć 20 tys. zł, jak nie mam na dziecko? Korzystam z pomocy opieki społecznej – rozkłada tymczasem ręce bezrobotna kobieta.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama