Pędzący motocyklista doprowadził do wypadku przy ul. Łukasińskiego
Policja twierdzi, że jechał za szybko. Koledzy poszkodowanego uważają, że winien jest zalegający na ulicy piach. Tak czy inaczej młody mężczyzna miał sporo szczęścia. Jego motocykl uderzył w dwa auta, ale 22-latek doznał jedynie wstrząśnienia mózgu.
- 24.03.2010 09:09
Do wypadku doszło we wtorek ok. godz. 16.30 przy ul. Łukasińskiego w Zamościu. Jadący motocyklem honda 22-latek z gminy Zamość nie zapanował nad pojazdem.
– Zjechał na przeciwległy pas ruchu i tam zderzył się ze skodą, a później jeszcze citroenem – opowiada nadkomisarz Joanna Kopeć, rzecznik zamojskiej policji.
Stłuczka wyglądała bardzo groźnie, ale na szczęście nikt w niej nie zginął. Sprawca doznał wstrząśnienia mózgu. Kierowcy aut wyszli z wypadku bez szwanku.
– Ten młodzieniec siedział jakiś czas przy drodze z głową w dłoniach – mówi jeden ze świadków. – Dobrze, że to się tak skończyło, bo kierownicę w motorze mu urwało…
Wersja zamojskich motocyklistów jest taka:
– Na tym odcinku drogi nikt normalny się nie rozpędza, bo jest tam niebezpiecznie – mówi 29-letni Karol z Zamościa, znajomy 22-latka. – Kolega jechał z prędkością dozwoloną. Ale drogowcy nie posprzątali piachu po zimie, zawinęło mu tylne koło i wpadł w poślizg.
W Zamościu jest ponad 20 tzw. ścigaczy. 33-letni Arkadiusz Michałkiewicz jest właścicielem Kawasaki ZX12 R. Zapewnia, że to jeden z najszybszych motorów na świecie.
– Ale ja prędkości nie nadużywam – zastrzega. – To, że jeżdżę na takim motorze nie ma znaczenia. Mam na drodze takie same prawa jak inni kierowcy.
Ale jeden z zamojskich motocyklistów zdradził nam, że np. na ul. Piłsudskiego, na krótkim odcinku można wycisnąć z nich bez problemu ponad 200 km na godzinę.
O takich właśnie miłośnikach szybkiej jazdy dokładnie rok temu grzmiał na sesji Stefan Kowalik, przewodniczący zamojskiego osiedla Orzeszkowej i Reymonta. Domagał się ich \"utemperowania” przez policjantów.
– Widziałem jak pewien młody człowiek pędził po Piłsudskiego ponad 130 km na godzinę – mówił Kowalik. – Ludzie starsi na pewno nie mieliby szansy uciec spod jego kół. Motocykliści są postrachem dróg i nie wolno tego tolerować.
– Na każdą informację o takich przypadkach staramy się reagować – zapewnia Kopeć. – Niestety, często zdarza się, że gdy dotrzemy na miejsce, po motocyklu nie ma śladu.
– Osoby, które narażają innych na niebezpieczeństwo są po prostu przestępcami – mówi Michałkiewicz. – Jednak nie można wszystkich motorowców wrzucać do jednego worka.
Policji nie pozostaje nic innego, jak apelować do motocyklistów o rozsądek i wyobraźnię.
– Bo to oni najczęściej padają ofiarami wypadków – wskazuje Joanna Kopeć.
Reklama
Komentarze