Urząd Gminy w Karczmiskach przyznaje, że jeszcze zimą powinien wydać zgodę na wycinkę klonu, którego konar spadł na blok mieszkalny. Obok budynku stoi jeszcze kikut drzewa, który także może runąć.
(aa, er)
02.08.2010 21:47
Mieszkańcy bloku, na który spadł konar, już jesienią ub. roku prosili o wycięcie spróchniałego klonu. W grudniu Urząd Gminy w Karczmiskach dostał wniosek o ścięcie drzewa. Od lutego była zgoda wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jednak urzędnicy nie kiwnęli palcem w tej sprawie.
W ubiegłym tygodniu, w nocy z czwartku na piątek, potężny konar runął na blok. Gałęzie przebiły okno w jednym z mieszkań. Szkła posypały się do środka pokoju. Na szczęście, właścicielce lokalu nic się nie stało. Tym razem spała w innym pokoju.
Wczoraj urzędnicy z Karczmisk przyznali się do zaniedbań. – Rzeczywiście, procedura w sprawie wycinki drzewa utknęła u nas. Winny pracownik poniesie konsekwencje zaniedbań. Na pewno będzie nagana – mówi Edward Rudnicki, sekretarz Urzędu Gminy w Karczmiskach.
Przed blokiem nadal stoi jednak pień drzewa, od którego oderwał się konar. Administrator nieruchomości usunął jedynie połamane gałęzie.
– Nie mieliśmy pozwolenia z Urzędu Gminy na usunięcie całego drzewa – mówi Krzysztof Głażewski, szef Przedsiębiorstwa \"Puławskie Nieruchomości”. – A ono zagraża mieszkańcom. Wysłaliśmy do urzędu kolejne pismo w tej sprawie.
Urząd zapewnia, że dalszej zwłoki nie będzie. – Już piszemy decyzję w tej sprawie – zapewnia Rudnicki.
– Mamy nadzieję, że urzędnicy tym razem dotrzymają terminów – komentuje jeden z lokatorów bloku. – Strach mieszkać w sąsiedztwie takiego drzewa.
Komentarze