Wisła Puławy – Stal Poniatowa 2:1. Remis w Nowej Sarzynie
Wisła Puławy pokonała w Poniatowej tamtejszą Stal 2:1 i przez jeden dzień cieszyła się z fotela lidera. Po niedzielnym zwycięstwie Stali Sanok nad Górnikiem II Łęczna \"Duma Powiśla” spadła jednak na drugą lokatę w tabeli. Mimo wszystko ta pozycja to wielki sukces drużyny trenera Mariusza Sawy.
- 01.11.2010 04:57
– Mimo utraty pierwszego miejsca nasz dorobek punktowy i tak jest bardzo dobry. W tych okolicznościach to nawet mistrzostwo świata. W spotkaniu ze Stalą zdobyliśmy trzy punkty, ale powinniśmy znacznie wcześniej rozstrzygnąć ten mecz na naszą korzyść.
Gdybyśmy prowadzili pod koniec zawodów pięcioma bramkami to ekipa z Poniatowej wcale nie miałaby powodów do narzekań. Niestety straciliśmy głupiego gola w końcówce i zafundowaliśmy sobie niepotrzebną nerwówkę. Udało się jednak dowieźć komplet \"oczek” do końca – mówi trener Sawa.
Mecz został rozegrany w Poniatowej, ale nietypowo gospodarzem zawodów była... Wisła. \"Żółto-niebiescy” nie zgodzili się na zmianę gospodarza, bo jak tłumaczył na naszych łamach prezes tego klubu Wiesław Olchawski ta runda jest już spisana na straty.
Na wiosnę jego drużyna będzie znacznie silniejsza i w ten sposób zyska jeden mecz u siebie. Zdziesiątkowana przez kontuzje, a dodatkowo prowadzona przez nowego trenera Tomasza Jasika Stal od pierwszego gwizdka koncentrowała się na defensywie. W efekcie mimo optycznej przewagi ze strony Wisły, a także kilku niegroźnych strzałów, Karol Kurzępa raczej nudził się między słupkami swojej bramki.
O mały włos 23-letni golkiper nie wyciągałby jednak piłki z siatki tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę. Uderzenie Mateusza Kozieła okazało się jednak minimalnie niecelne i Kurzępa mógł odetchnąć z ulgą.
Po zmianie stron defensywa grających u siebie gości miała już ręce pełne roboty. I już w 53 min kibice obejrzeli pierwszego gola. Maciej Wójtowicz zagrał z rzutu rożnego, a głową piłkę do siatki skierował Łukasz Giza. W kolejnych fragmentach \"Duma Powiśla” mogła pójść za ciosem, ale dobrej okazji nie wykorzystał Konrad Nowak.
Po chwili golkipera z Poniatowej uratował też słupek. W 62 min nikt już nie przyszedł mu z pomocą i Wójtowicz podwyższył na 2:0. W samej końcówce Krzysztof Kasperski zdobył kontaktową bramkę i \"żółto-niebiescy” ruszyli do ataku, ale zabrakło już czasu, żeby doprowadzić do remisu.
Wisła Puławy – Stal Poniatowa 2:1 (0:0)
Bramki: Giza (53), Wójtowicz (62) – Kasperski (87).
Wisła: Stachurski – Budzyński, Gawrysiak, Bednaruk, Misztal, Kozieł (77 Gawda), Orzędowski (70 Mokiejewski ), Wójtowicz, Nowak (70 Dryk), Kamola (62 Giziński), Giza.
Stal: Kurzępa – Krasnowski, Frąc, Czajka, Ręba, Kowalski (73 Koma), Farotimi, Ryczek, Chmielnicki, Strug (76 Miazga), Wyroślak (83 Kasperski).
Żółte kartki: Orzędowski, Bednaruk – Wyroślak.
Sędziował: Daniel Osiński (Lublin). Widzów: 300.
Sobotni mecz Stali z Wisłą Puławy był już drugim spotkaniem, w którym „żółto-niebieskich” prowadził piłkarz tego klubu, zaledwie 24-letni Tomasz Jasik. Przed tygodniem jego podopieczni przegrali u siebie z Karpatami Krosno 0:2, a w niedzielę okazali się gorsi od „Dumy Powiśla” o jednego gola.
– Była szansa na zdobycie przynajmniej jednego punktu. Graliśmy całkiem nieźle w obronie i nie pozwalaliśmy rywalom na zbyt wiele. Głupia bramka ze stałego fragmentu gry spowodowała, że oddaliśmy pole Wiśle i rywale mogli zdobyć kolejne bramki. Pod koniec spotkania odrobiliśmy część strat i zabrakło niewiele, abyśmy wywalczyli jedno „oczko” – ocenia Jasik, który oficjalnie jest asystentem Marka Leszczyńskiego, ale tak naprawdę to on prowadzi teraz drużynę z Poniatowej.
Jeszcze raz potwierdziło się, że w tym sezonie piłkarze Tomasovii wolą mierzyć się z silnymi rywalami. We wtorek piłkarze Zbigniewa Kuczyńskiego byli bliscy wywiezienia trzech punktów z Targowisk, ale pechowo zremisowali 1:1. W minioną sobotę \"niebiesko-biali” także podzielili się punktami ze swoim rywalem, tym razem z niżej notowaną Unią Nowa Sarzyna.
Mecz nie był wielkim widowiskiem.
Gra głównie toczyła się w środku pola, a obie drużyny nie miały zbyt wielu sytuacji podbramkowych. W pierwszej części dominowali jednak goście, a ekipa z Nowej Sarzyny koncentrowała się przede wszystkim na defensywie. Mimo wszystko przed przerwą najlepszą okazję mieli gospodarze.
W 39 min Damian Juda dostał dobre podanie od Mateusza Kocura i kiedy składał się do strzału w ostatniej chwili zablokował go Tomasz Sioma. Po zmianie stron nadal groźnych strzałów mieliśmy, jak na lekarstwo, ale tym razem inicjatywę przejęli piłkarze Piotra Brzezińskiego.
Czujność bramkarza Łukasza Bartoszyka sprawdził przede wszystkim Stanisław Bednarz, który próbował szczęścia bezpośrednio z rzutu wolnego. Tomasovia odpowiedziała w 60 min, kiedy niewiele zabrakło Marcinowi Żurawskiemu. 30-letni pomocnik zbyt długo zwlekał jednak ze strzałem i mimo że miał przed sobą już jedynie bramkarza rywali to jeden z obrońców Unii zdołał go dogonić i w ostatniej chwili zablokować.
– To był typowy mecz na remis, w którym działo się niewiele. Poza sytuacją Marcina Żurawskiego w pierwszej połowie mieliśmy jeszcze dwa rzuty wolne, ale nie mieliśmy z nich wielkiego pożytku. Zagraliśmy jednak nieco osłabieni, bo nasz najlepszy strzelec Jacek Kusiak leczy kontuzję, a Michał Skiba musiał pauzować za nadmiar żółtych kartek – ocenia kierownik Tomasovii Marian Bartoszyk.
Unia Nowa Sarzyna – Tomasovia Tomaszów Lubelski 0:0
Unia: Napieralski – Micek, Sałek, Bartnik, Raptak, Kot, Kocur, Szafran, Cichoń (46 Dąbek), Juda, Bednarz (84 Iwanicki).
Tomasovia: Bartoszyk – Banaś, Świderek, Sioma, Myszkowski, Stefanik (79 Chwała), Żurawski, Baran (60 Wawryca), Słotwiński, Pacholarz (68 Zatorski), Kozyra (71 Jakubiak).
Żółte kartki: Reptak, Kot – Myszkowski, Kozyra, Świderek.
Sędziował: Tomasz Jagieła (Krosno). Widzów: 150.
Reklama













Komentarze