Polska policja często musi wykonywać podwójną pracę. Raz ustalając sprawcę przestępstwa i zbierając materiał dowodowy, który pozwala postawić zarzuty. Dwa - po wyroku skazującym, gdy okazuje się, że wypuszczony jakiś czas wcześniej delikwent nie stawił się w wyznaczonym zakładzie karnym.
W skrócie wygląda to tak, że policjanci łapią złodzieja, ale system nie może go bez końca trzymać w areszcie bez wyroku. Procesy trwają. W efekcie oskarżeni o nawet dość poważne czyny po jakimś czaie mogą zgodnie z prawem po prostu wrócić do domu. Gdy zapada prawomocny wyrok część z nich stawia się na wezwanie do zakładu karnego, ale nie wszyscy. Inni potrafią unikać więzienia nawet kilka lat, ale prędzej, czy później niezapowiedzianą wizytę składają im policjanci i złudzenia o tym, że Temida zapomniała znikają.
Ta podwójna praca funkcjonariuszy kosztuje ale jak dotąd nie udało się znaleźć metody, która usprawniłaby system na tyle, by raz złapani przestępcy nie znikali z radaru wymiaru sprawiedliwości. Dlatego co jakiś czas słyszymy o zatrzymaniu kolejnych ukrywających się skazańców.
Dzisiaj o takim przypadku poinformowała lubelska policja, której "Łowcy głów" tym razem odnaleźli 33-latka odpowiedzialnego za liczne przestępstwa przeciwko mieniu, w tym oszustwa. Mężczyźnie przez kilka lat od wyroku udawało się pozostawać na wolności. Mimo ośmiu listów gończych, Europejskiego Nakazu Aresztowania i czerwonej noty Interpolu. Policjanci z Chełma i Lublina zatrzymali go na terenie powiatu zamojskiego. Mężczyzna jest już w więzieniu, gdzie spędzi najbliższe 6 lat.













Komentarze