Walkower dla Stali Mielec za mecz z Górnikiem II Łęczna. \"Zielono-czarni\" chcą odzyskać punkty
Wydział Gier Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej zdecydował się zweryfikować wynik meczu Stali Mielec z Górnikiem II Łęczna jako walkower na korzyść gospodarzy. Na boisku wygrali \"zielono-czarni” 4:3, ale od 20 minuty w ich szeregach przebywało dwóch młodzieżowych, zamiast wymaganych trzech.
- 03.11.2010 19:37
Dlaczego w składzie gości brakowało jednego młodzieżowca? Bo Rafał Stępień złamał rękę i musiał opuścić boisko. A ponieważ Górnik nie zabrał do Mielca żadnego rezerwowego w tej kategorii wiekowej, to musiał kontynuować grę w dziesiątkę.
Miejscowi od razu domagali się odgwizdania walkowera, ale sędzia nakazał dokończyć zawody. Po ostatnim gwizdku wydawało się, że skoro łęcznianie większą część spotkania występowali w liczebnym osłabieniu, to wszystko będzie w porządku.
Tym bardziej po przeanalizowaniu regulaminu rozgrywek. Według przepisów \"zawody należy zweryfikować jako przegraną 0:3 na niekorzyść drużyny, w której z winy klubu w ciągu całego meczu lub jego części wystąpiła mniejsza od wymaganej liczba zawodników młodzieżowych.
Od uznania winy klubu należy odstąpić w sytuacjach losowych, w których nie można dokonać wymiany zawodnika młodzieżowego na zawodnika młodzieżowego (np. ukarania czerwoną kartką lub kontuzji po wykorzystaniu limitu zmian)”.
Innego zdania jest jednak Tadeusz Butryn z Wydziału Dyscypliny Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. – Regulamin przewiduje sytuację losową, ale jedynie, gdy trener nie ma już możliwości dokonania zmiany.
Dlatego moim zdaniem wina klubu jest niezaprzeczalna, bo nie wziął ze sobą rezerwowego młodzieżowca. Dziwię się nawet, że rezerwy klubu I ligi tak postąpiły – tłumaczy Butryn rzeszowskim Nowinom.
Z taka interpretacją zupełnie nie zgadza się z Marian Urbański, przewodniczący Wydziału Gier Lubelskiego Związku Piłki Nożnej.
– Skoro młodzieżowiec dostał czerwoną kartkę, to limit trzech zawodników urodzonych przynajmniej w 1990 roku już nie obowiązuje. Górnik II dograł mecz w dziesiątkę i w takiej sytuacji wynik powinien zostać utrzymany – uważa Urbański.
Łęcznianie już zapowiedzieli, że odwołają się od tej decyzji działaczy z Podkarpacia. – Nie ma możliwości, żebyśmy zostawili tę sprawę.
Wykonałem już kilka telefonów, m.in. do Polskiego Związku Piłki Nożnej. I dowiedziałem się, że racja jest po naszej stronie. Ktoś chyba za bardzo się pośpieszył. Uważam, że odzyskamy te punkty – mówi trener rezerw Górnika Mirosław Kosowski.
Reklama













Komentarze