W trzech ostatnich meczach \"zielono-czarni” nie potrafili odnieść zwycięstwa. Czy w środę uda im się przerwać złą serię? Nie będzie to proste, bo do Łęcznej przyjeżdża MKS Kluczbork, broniący się przed degradacją.
Zespół Ryszarda Okaja wiosną spisuje się słabo.
Artur Ogórek
24.05.2011 18:01
Wygrał tylko dwa mecze i wpadł w tarapaty. Do strefy spadkowej ma już całkiem blisko. Bo MKS jest drużyną przede wszystkim własnego boiska. W całym sezonie nie odniósł ani jednego zwycięstwa na wyjeździe! I jest pod tym względem wyjątkiem.
– Chcemy wreszcie to zmienić – mówi Tomasz Copik, będący podporą Kluczborka. – To kontuzje i kartki wpłynęły na nasze wyniki. Ja również w dwóch ostatnich meczach nie mogłem wystąpić z powodu urazu. Ale do Łęcznej, gdzie kiedyś grałem, już pojechałem.
Jeśli chcemy się utrzymać, w trzech meczach musimy zdobyć trzy punkty. Na koniec otrzymamy jeszcze walkowera za spotkanie z Gorzowem. W poprzednich spotkaniach udało nam się wychodzić na prowadzenie, ale nie potrafiliśmy dowieźć tego do końca.
Tak było m.in. z Wartą Poznań. Wiemy, że z GKS czeka nas ciężka przeprawa, jednak my mamy swój cel i chcemy go osiągnąć – dodał popularny "Copa”, który we wtorek razem ze swoją drużyną miał trenować w Łęcznej.
Dwa następne mecze Kluczbork rozegra u siebie z Podbeskidziem i Sandecją, więc o punkty będzie miał równie trudno.
Natomiast "zielono-czarnym” już niczego do szczęścia nie potrzeba. Mogą tylko poprawić miejsce w tabeli i wrażenie, które ostatnio nie było najlepsze. Bo co z tego, że podopieczni Mirosława Jabłońskiego utrzymują się przy piłce, skoro nie strzelają goli i nie wygrywają.
Do wyjściowego składu powinni wrócić Mariusza Zasada i Ricardinho, który w Bielsku-Białej wyszedł dopiero po przerwie. Gospodarze będą natomiast mieli kłopot z obsadą bramki.
– Na rozgrzewce przed meczem z Podbeskidziem poczułem ból. Niestety okazało się, że kość strzałkowa jest pęknięta. Ten sezon mam już z głowy – przyznał Sergiusz Prusak.
– Wychodzę na treningi, ale wciąż dokuczają mi plecy. Pewnie usiądę na ławce – stwierdził Jakub Wierzchowski. W tej sytuacji kolejną szansę otrzyma najmniej doświadczony Jakub Giertl.
Komentarze