Piłkarze GKS Bogdanka II bardzo szczęśliwie uratowali jeden punkt we wczorajszym meczu ze Stalą Mielec po remisie 1:1. Goście znowu potwierdzili opinie, że nie zasługują na miejsce w strefie spadkowej, bo grali ładnie dla oka i sprawiali \"zielono-czarnym” mnóstwo kłopotów.
W pierwszej połowie gracze Tomasza Tułacza częściej utrzymywali się przy piłce, ale tak naprawdę gola mógł zdobyć jedynie Daniel Góra, który strzelił minimalnie obok słupka. W wielu sytuacjach przyjezdni byli łapani na pułapki ofsajdowe, ale to wcale nie zniechęciło ich od dalszych ataków.
Po stronie miejscowych w pierwszej połowie niezłą okazję miał Kamil Stachyra, ale nie wiedział, czy ma strzelać, czy podawać i skończyło się jedynie na strachu mielczan. Ładnie z kilkunastu metrów z półwoleja uderzał również Krystian Michalak.
Znacznie więcej działo się w drugiej połówce. W 50 minucie na murawie zameldował się Kamil Oziemczuk i tuż po wejściu na boisko powinien dać swojej ekipie prowadzenie. Przegrał jednak pojedynek sam na sam z bramkarzem rywali. Kwadrans później "setkę” zmarnował Stachyra.
Popularni "Kapi” po akcji Michalaka znalazł się siedem metrów przed bramką Stali. Miał mnóstwo czasu i miejsca, ale... uderzył fatalnie prosto w Wojciecha Daniela. Wkrótce niewykorzystana sytuacja GKS zemściła się na piłkarzach Mirosława Kosowskiego.
Piękną akcję gości sfinalizował Maciej Domański. 20-latek przejął piłkę w środku pola, minął zwodem dwóch przeciwników, po czym zagrał na klepkę z kolegą i znalazł się sam przed Łukaszem Witkowskim. Po chwili zespół z Mielca cieszył się z objęcia prowadzenia.
Zwycięstwo znacznie zwiększałoby szanse gości na utrzymanie, ale ich nadzieje rozwiał w doliczonym czasie gry Krzysztof Kazimierczak. Doświadczony obrońca uderzył bezpośrednio z rzutu wolnego nad murem rywali, ale tą bramkę na sumieniu ma także golkiper Stali.
Daniel myślał chyba, że piłka minie słupek i zrezygnował z interwencji, a tymczasem futbolówka wylądowała w bramce. W efekcie punkt uratowany przez Kazimierczaka może się okazać bezcenny. Na razie spowodował, że "zielono-czarni” nadal są tuż nad strefą spadkową.
GKS Bogdanka II – Stal Mielec 1:1 (0:0)
Bramki: Kazimierczak (90) – Domański (79).
GKS: Witkowski – Żukowski, Klajda, Stefaniuk (40 Zielony), Kazimierczak, Stachyra, Tymosiak (20 Iwanicki), Stępień, Michalak, Krakiewicz (83 Ryczek), Szymanek (50 Oziemczuk).
Stal: Daniel – Podstolak, Pydych, Kościelny, P. Kołacz, Domański, Ryniewicz, Świst, Skiba (60 Szewc), Buczyński (65 Cisło),Kamiński (76 Góra).
Żółte kartki: Tymosiak, Ryczek (GKS) – Kamiński, Wcisło, Świst (Stal).
Sędziował: Piotr Kasperski (Lublin). Widzów: 200.
Piłkarze Chełmianki ostatnie dwa mecze przed własną publicznością rozstrzygali na swoją korzyść. Dlatego kibice "biało-zielonych” mieli nadzieję na trzecie zwycięstwo z rzędu, nawet mimo spotkania z czwartą w tabeli Stalą Sanok. Drużyna trenera Waldemara Wiatra miała szansę na zdobycie trzech punktów, ale ostatecznie zawody zakończyły się remisem 1:1.
Jako pierwsi na listę strzelców wpisali się przyjezdni. Po raz kolejny beniaminek z Chełma stracił bramkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Znowu zaspała obrona miejscowych i po idealnej wrzutce Marcin Czenczek z pięciu metrów pokonał Sebastiana Ciołka.
Wyrównanie przyszło bardzo szybko, bo już w 19 minucie. Ładną akcję Chełmianki rozpoczął Dawid Wieczorek, który zagrał do Piotra Wójcika, a ten drugi strzelił pod brzuchem bramkarza Stali. Jeszcze w pierwszej odsłonie gospodarzy uratował Mateusz Krzyżak, blokując strzał jednego z rywali.
Po zmianie stron ekipa z Sanoka nie stworzyła sobie już żadnej stuprocentowej okazji na gola, a spotkanie toczyło się głównie w środkowej strefie boiska. Mimo wszystko bliżej zgarnięcia kompletu punktów byli "biało-zieloni”.
Na kwadrans przed końcowym gwizdkiem sam na sam z golkiperem przyjezdnych znalazł się Sylwester Zdunek, ale nie zdołał wykorzystać tej szansy. W efekcie zespół trenera Wiatra po 28 kolejkach ma tylko dwa "oczka” przewagi nad strefą spadkową i do końca rozgrywek toczyć się będzie zacięta walka o utrzymanie na trzecim froncie.
Chełmianka – Stal Sanok 1:1 (1:1)
Bramki: Wójcik (19) – Czenczek (12).
Chełmianka: Ciołek – Grzywna, Słomka, Krzyżak, Tywoniuk, Sowa (59 Postój), Wieczorek, Wójcik, Knot (72 Tatysiak), Zdunek (86 Kasperek), Miksza (68 Bala).
Stal: Wilczewski – Sumara, Zarzycki, Łuczka, Zajdel, Ząbkiewicz, Tabisz (84 Lorenc), Węgrzyn, Czenczek (86 Sobolak), Nikody, Niemczyk.
Żółte kartki: Zajdel, Węgrzyn (Stal).
Sędziował: Konrad Gąsiorowski (Biała Podlaska). Widzów: 600.
Piłkarze Tomasovii Tomaszów Lubelski mieli za co przepraszać swoich kibiców. "Niebiesko-biali” ostatnio spisywali się fatalnie. Najpierw w kiepskim stylu odpadli z pucharu Polski (0:3 z Podlasiem II), a później w lidze dostali baty od Stali Sanok (0:4). W sobotę kibice gospodarzy obejrzeli jednak starą, dobrą Tomasovię, która ograła Partyzanta Targowiska 2:1.
Od pierwszego gwizdka gospodarze ruszyli na rywali z myślą zmazania plamy z ostatnich kiepskich występów. Podopieczni trenera Jarosława Korzenia szybko zostali nagrodzeni za walkę o każdy centymetr boiska, bo już w dziewiątej minucie Jacek Kusiak minął jednego obrońcę rywali i pokonał bezradnego golkipera z Targowisk.
Do przerwy sympatycy "niebiesko-białych” mogli być jeszcze bardziej zadowoleni. Paweł Zatorski nieznacznie pomylił się jednak przy próbie uderzenia z dystansu, a główce Łukasza Chwały zabrakło siły, żeby po raz drugi zaskoczyć Pawła Michalaka.
Przyjezdni przed przerwą raz sprawdzili czujność Łukasza Bartoszyka. A zrobił to Paweł Kozub, jednak bramkarz miejscowych pewnie odbił strzał na rzut rożny.
Po zmianie stron dominacja gospodarzy nadal nie podlegała żadnej dyskusji i zasłużenie w 62 min było już 2:0.
Znowu próbkę swoich umiejętności dał Kusiak. Najlepszy strzelec ekipy z Tomaszowa Lubelskiego przejął piłkę w okolicy pola karnego przeciwników, ze spokojem minął bramkarza Partyzanta i posłał piłkę do siatki. Goście nie zamierzali jednak rezygnować i na kwadrans przed końcem udało im się złapać kontakt.
Łukasz Zych wygrał pojedynek w powietrzu i głową pokonał Bartoszyka. Przyjezdni po tym trafieniu nie mieli już jednak klarownych okazji na wyrównanie. Wynik mogła za to podwyższyć Tomasovia, a konkretnie Waldemar Kozyra, który zakończył szybką kontrę swojego zespołu niecelnym uderzeniem.
– W meczu z Partyzantem chcieliśmy się zrehabilitować za fatalny, miniony tydzień. Na szczęście kibice tego nie widzieli, a u siebie musieliśmy pokazać, że nie jesteśmy tacy słabi. W pierwszej połowie graliśmy z kontry, co wychodzi nam najlepiej, ale później pokazaliśmy, że potrafimy także utrzymać się przy piłce i stwarzać sytuacje.
Na pewno bardzo pomógł nam Jacek Kusiak, który swoimi indywidualnymi akcjami przesądził o losach meczu – ocenia trener Jarosław Korzeń.
Tomasovia Tomaszów Lubelski – Partyzant Targowiska 2:1 (1:0)
Bramki: Kusiak (9, 62) – Zych (75).
Tomasovia: Bartoszyk – Banaś, Chwała, Nowosad, Skiba, Słotwiński (46 Stefanik), Zatorski, Wawryca, Baran, Kusiak (75 Michalczuk), Kulas (82 Kozyra).
Partyzant: Michalak – Zych, Konrad, Łach, Sokół, Fryc, Łanucha, Remut, Słaby, Kozub, Wierdak
Żółta kartka: Fryc (Partyzant). Sędziował: Sławomir Chmiel (Rzeszów). Widzów: 400.
Komentarze