Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

MAK: Piloci pod presją, kontrolerzy bez nacisków

Załoga Tu-154 podejmowała niewłaściwe decyzje, a na rosyjskich kontrolerów presji nie było – twierdzi MAK, komentując polski raport o katastrofie smoleńskiej.
Dzisiaj w siedzibie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wiceszef MAK Oleg Jermołow, szef komisji technicznej MAK Aleksiej Morozow oraz rosyjscy eksperci komentowali ogłoszony w piątek polski raport z katastrofy smoleńskiej. Autorzy dokumentu większość odpowiedzialności za katastrofę przypisał stronie polskiej, ale dopatrzyli się też jej po stronie rosyjskiej – gdy chodzi o pracę kontrolerów ze Smoleńska oraz przygotowanie tamtejszego lotniska. – Komitet przestudiował zarówno polski raport, jak i piątkową prezentację komisji oraz publikacje prasowe i wpisy na internetowych forach – oświadczył Jermołow. Według Morozowa, w polskim dokumencie nie ma niczego nowego wobec uwag, jakie Polska przedstawiła do raportu MAK zaprezentowanego w styczniu. – Co do głównej przyczyny katastrofy – zejścia poniżej minimalnej wysokości oraz niepodjęcia na czas przez załogę decyzji o odejściu – oba raporty są zgodne – zauważył Morozow. Jego zdaniem, strona polska „nie potrafi albo nie chce” przyznać, że lot do Smoleńska według rosyjskich reguł miał status lotu „międzynarodowego nieregularnego”, co w kontekście tej sprawy oznacza, że nie było możliwości zamknięcia lotniska 10 kwietnia, zaś samo lotnisko Smoleńsk Siewiernyj było „otwarte i działające”, a nie „czasowe otwarte” – jak podawał polski raport. Według MAK, obecność dowódcy Sił Powietrznych w kokpicie Tu-154M można uznać za presję na załogę. W rozmowie załogi pojawiło się zdanie „będzie niezadowolony, jeśli nie wylądujemy”. – Według psychologów, mogło to stanowić presję na załogę – dodał szef komisji technicznej MAK. Jak powiedział Morozow, obecność na wieży w Smoleńsku zastępcy dowódcy bazy – płk Nikołaja Krasnokutskiego – była obowiązkowa, a analiza jego rozmów nie wykazała, by wywierał jakąś presję na kontrolerów. Podtrzymał, że z opinii psychologicznej nie wynika, by była to jakakolwiek presja na kontrolerów ze Smoleńska. Podczas konferencji w Moskwie potwierdzono, że nie ma żadnego zapisu tego, co było na ekranach sprzętu radiolokacyjnego na wieży w Smoleńsku. Według MAK, na kasecie wideo, która obecnie jest w dyspozycji rosyjskiej prokuratury prowadzącej śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej, nic się nie nagrało.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama