Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Trzeba się pozbyć starych bab. Łysych i grubych też

Przystanek niedaleko dużego centrum handlowego w Lublinie. Do kilkunastoletniego chłopaka podchodzi młody mężczyzna, wyjmuje telefon i zaczyna go nagrywać. Nie ma wątpliwości, że chodzi o wygląd nastolatka, który nie ma włosów (cierpi na ciężką chorobę autoimmunologiczną). Nastolatek jest zmieszany, zawstydzony, każe tamtemu przestać. Sytuacja eskaluje, dochodzi do bójki.
Trzeba się pozbyć starych bab. Łysych i grubych też

Autor: instagram.com

To wszystko dzieje się w centrum miasta, wśród innych ludzi, którzy dyskretnie odwracają wzrok. Kilka dni po finale zbiórki Łatwoganga, który dla dzieci chorych na raka zebrał prawie 300 milionów złotych. To w jego kawalerce na warszawskiej Pradze aktorzy i celebryci golili głowy na łyso, żeby okazać swoją solidarność z chorymi dziećmi. Robili to przed kamerą – było wzruszenie, łzy, uśmiech, doping innych. I to nie był „challenge”, ale naturalny gest, w którym empatię było widać jak na dłoni. Wydawało się, że świat staje się lepszy – a to oznacza po prostu normalny. 

A jednak nie. Nastolatek bez włosów i brwi po raz kolejny dostał bolesną lekcję życia. I mówi, że ma dość frazesów o tolerancji, empatii i dystansie, że woli zostać w domu niż narażać się na kolejny atak ośmieszenia i agresji. Że tacy jak on zawsze będą łatwym celem. Bo są inni, bo się wyróżniają. I są po prostu bezbronni. 

Bilboardy w centrum miasta zatrzymują moją uwagę. „Otyłość to choroba. Nie oceniaj, nie odchudzaj, tylko lecz”. No nieźle, myślę, świat idzie w dobrym kierunku. 

Czyżby? Moja przyjaciółka śmieje się gorzko z mojej naiwności. Ona chorobę otyłościową leczy od lat. Nie raz i nie dwa usłyszała od lekarzy różnych specjalizacji, że „trzeba się wziąć za siebie”, a najlepsza dieta to MŻ (mniej żreć). Ale najgorzej jest w pracy. Gruby to – wiadomo – leniwy. Zaniedbany i powolny. Nieładny i nieświeży. Taki drugi sort. Ona codziennie widzi te oceniające spojrzenia, ten pełen dezaprobaty wzrok koleżanek, te ironiczne uśmiechy kolegów. Czasem chciałaby po prostu zniknąć. I chociaż leczenie przynosi efekty, to ona liczy dni do emerytury, bo praca wśród ludzi to dla niej źródło nieustającego lęku i upokorzenia. I nie wierzy w żadne społeczne kampanie. Ludzie się nie zmienią. 

No to już wiem, że nie lubimy łysych i grubych. Kogoś jeszcze?

„Pozbyć się starych bab” – taką politykę personalną miał deklarować (były już) kierownik artystyczny Filharmonii Lubelskiej. Czytam artykuł Adriana Mańko „Whiplash po lubelsku” i oczom nie wierzę. Bo „stare baby” to drobiazg przy innych wulgarnych i obscenicznych wypowiedziach kierownictwa tej lubelskiej instytucji kultury, gdzie – podobno – muzyka łagodzi obyczaje. Ale stare baby są tu jednak kluczowe, bo jeśli prześledzić wszystkie skargi pracowników, większość z tych – nazwijmy rzeczy po imieniu – obrzydliwych zachowań skierowana była do pań z długim stażem pracy. 

Od polityki „pozbywania się starych bab” stanowczo dystansuje się w artykule dyrektor Filharmonii Lubelskiej Dominik Mielko. Mówi, że „nie była prowadzona żadna polityka różnicowania pracowników ze względu na wiek”. I podkreśla, że „jednym z wyzwań stojących obecnie przed instytucjami kultury jest zapewnienie ciągłości pokoleniowej zespołów artystycznych”.

Nie wiem, co to znaczy „ciągłość pokoleniowa” w kontekście „pozbywania się starych bab”. Ale niesmak pozostał. 

I to by było dziś na tyle o naszej tolerancji, empatii i wysokiej kulturze. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama