Monumentalnym muzycznym spektaklem Kanye West zakończył Coke Live Music Festival 2011 w Krakowie.
Paweł Buczkowski
21.08.2011 19:15
Kanye West podczas Coke Live Music Festival 2011 (Łukasz Żołądź / MM Kraków)
Drugim muzycznym nurtem podczas CLMF 2011 był szeroko pojęty indie rock. Zarówno melodyjny i piosenkowy tak jak w przypadku The Kooks, jak i post punkowy w przypadku Interpol czy Editors. Z całej trójki zdecydowanie najlepiej wypadli ci ostatni. Bardzo ekspresyjny wokalista Thomas Smith porwał tłumy zgromadzone pod sceną. Zespół świetnie zaplanował cały występ – utwory znane z wydanych już wcześniej płyt przeplatał z nowymi kawałkami. Już wiadomo zresztą, że jeśli znajdą się na nowym albumie, będzie to kolejna znakomita płyta.
Występujący w piątek The Kooks ściągnął chyba najliczniejszą grupę "przebranych” fanów. Byli też dobrze przygotowani - podczas jednego z utworów wypuścili baloniki i bańki mydlane. Interpol będący główną gwiazdą pierwszego dnia nie zawiódł, ale wydaje się że muzyka zespołu lepiej zabrzmiałaby choćby w bardziej kameralnym namiocie(a najlepiej w zamkniętym klubie), niż na wielkiej plenerowej scenie.
Bardzo dobre wrażenie zrobili brytyjczycy z White Lies. Podczas koncertu można było usłyszeć utwory z obu studyjnych płyt zespołu, a utwór "Death” został specjalnie dedykowany polskim fanom.
Coke Live Music Festival 2011 - Interpol, White Lies, The Kooks - zdjęcia z koncertów
Warto również wspomnieć o dwóch bardzo dobrych koncertach mniej znanych w Polsce zespołów. Pierwszego dnia całą imprezę rozpoczął You me At Six. – Kiedy okazało się, że będziemy grali koncert w Polsce, nie sądziłem, że ktokolwiek będzie tu znał naszą muzykę i teksty piosenek – stwierdził Josh Franceschi, wokalista zespołu, zaskoczony dobrym odbiorem koncertu przez polskich fanów.
Świetnie wypadł też zespół, który na CLMF został ściągnięty w ostatniej chwili. Chłopcy z Everything Everything wystąpili w jednoczęściowych kombinezonach a\'la Kraftwerk i zaprezentowali bardzo ciekawe utwory ze swojej debiutanckiej płyty "Man Alive”. Fani indie rocka chcący usłyszeć coś więcej niż gitarową rąbankę powinni dobrze zapamiętać nazwę grupy.
Komentarze