Lider tabeli III ligi lubelsko-podkarpackiej w sobotę pojawił się w Radzyniu Podlaskim. I Chociaż Karpaty Krosno prezentowały się gorzej od gospodarzy to piłkarze tego klubu wracali do domu w bardzo dobrych nastrojach, bo zdobyli trzy punkty po wygranej 2:1.
04.09.2011 18:08
„Biało-zieloni” zmarnowali jednak mnóstwo znakomitych okazji na gole i pretensje mogą mieć przede wszystkim do siebie.
– Wszystko robiliśmy dobrze. Po naprawdę słabym występie w Białej Podlaskiej rozegraliśmy dużo lepsze spotkanie. Dominowaliśmy na boisko, mieliśmy sporo sytuacji i zabrakło tego najważniejszego, czyli skuteczności pod bramką przeciwników.
Jeżeli nie wykorzystuje się takich okazji, jakie mieliśmy to meczu się nie wygra. Wszyscy po końcowym gwizdku byliśmy mocno wkurzeni, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że byliśmy lepsi, ale nie dało nam to ani jednego punktu – ocenia zawodnik Orląt Paweł Pliszka.
Co ciekawe wszystko zaczęło się zgodnie z planem. Już w piątej minucie zawodów Łukasz Kępa wycofał piłkę do Tomasza Tymosiaka, a ten drugi zagrał idealnie w pole karne do Jurija Michalczuka. Napastnik z Ukrainy pewnym strzałem z kilkunastu metrów dał swojej drużynie prowadzenie.
W 23 minucie był jednak remis. Dobrze na piłkę w polu karnym nabiegał Michał Zajdel i głową wpakował piłkę w okienko bramki gospodarzy. Jeszcze przed przerwą po jednym trafieniu dla „biało-zielonych” powinni zaliczyć Kępa i Tymosiak.
Ten pierwszy pomylił się dosłownie o centymetry. Znacznie większe szanse na gola miał ten drugi, bo dostał piłkę w szesnastce rywali. Miał mnóstwo czasu i miejsca, żeby spokojnie przymierzyć. Tymczasem uderzył prosto w bramkarza Karpat.
Tuż po zmianie stron niezłą okazję mieli gracze Tomasza Wacka, ale niebezpieczeństwo odważnym wyjściem zażegnał Krzysztof Stężała, wyprzedzając Pawła Sedlaczka. Tuż po godzinie gry ekipa z Krosna dopięła swego.
Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na piątym metrze Bartłomiej Buczek tym razem okazał się szybszy od Stężały i głową wpakował piłkę do siatki wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Kolejne fragmenty to dominacja piłkarzy trenera Grzesiaka i kolejne dobre szanse na bramki.
Najpierw Kępa strzelił prosto w Piotra Hajduka. Szczęścia zabrakło głównie Konradowi Królowi, który w doliczonym czasie gry strzelił z woleja, ale z linii piłkę wybił Marcin Włodarski. W efekcie po końcowym gwizdku to przyjezdni śpiewali na środku boiska: mamy lidera.
Orlęta Radzyń Podlaski – Karpaty Krosno 1:2 (1:1)
Bramki: Michalczuk (5) – Zajdel (23), Buczek (62).
Orlęta: Stężała – Kazubski (60 Herman), Borowicki, Nowik, Kuśmirek, Tymosiak (80 Ptaszyński), Borysiuk, Ł. Kępa, Król, Pliszka, Michalczuk.
Karpaty: Hajduk – Jarząb (70 Tomkiewicz), Gonet, Łukaczyński, Włodarski, Koncewicz (60 Chmielowski), Stanisz, Zajdel, Sedlaczek (80 Rachwał), Buczek, Radulj (44 Woźniak).
Żółte kartki: Kuśmirek, Borysiuk – Zajdel, Hajduk.
Czerwona kartka: Zajdel (90 min, Karpaty, za drugą żółtą).
Sędziował: Piotr Burak (Zamość). Widzów: 450.
Tomasovia Tomaszów Lubelski nie poszła za ciosem i po zwycięstwie nad Stalą Sanok przegrała na wyjeździe z Partyzantem Targowiska 1:3.
Mecz w dużym stopniu ustawiła sytuacja z 43 minuty, kiedy Ivan Jarema zablokował strzał jednego z rywali ręką. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na „wapno”. Setki nie zmarnował Ireneusz Gryboś i zamiast remisu goście musieli schodzić do szatni przy jednej bramce starty.
Po zmianie stron było jeszcze gorzej, bo już w 52 minucie gospodarze powiększyli swoje prowadzenie. Ponownie Łukasza Bartoszyka pokonał Gryboś, który tym razem wykorzystał dośrodkowanie kolegi i z bliska trafił na 2:0.
Podopieczni trenera Jarosława Korzenia odpowiedzieli kilka chwil później. Paweł Zatorski wrzucał piłkę z około... 40 metrów. Wydawało się, że problemów ze złapaniem futbolówki nie będzie miał bramkarz Partyzanta. Tymczasem Mateusz Krawczyk zrobił to tak niefortunnie, że przekroczył linię bramkową i rozpoczęły się prawdziwe emocje.
Tomasovia ruszyła do natarcia i miała kilka sytuacji. Strzały Ireneusza Barana, Mateusza Rejsa, czy Jana Kulasa nie znalazły jednak drogi do bramki ekipy z Targowisk.
„Niebiesko-biali” w końcówce postawili wszystko na jedną kartę i nadziali się na kontrę, po której Artur Wierdak ustalił wynik pewnym strzałem między nogami Bartoszyka.
– Szkoda tego karnego, bo dostaliśmy gola praktycznie do szatni. Na początku mieliśmy wątpliwości, czy sędzia podjął słuszną decyzję. Okazało się jednak, że Ivan zrobił ruch do piłki, dlatego nie możemy mieć pretensji.
Zaczęliśmy też grać dopiero od stanu 1:2. Mieliśmy swoje szanse, ale zabrakło szczęścia, żeby doprowadzić do wyrównania. Będziemy musieli odbić sobie tą porażkę w następnych spotkaniach – mówi szkoleniowiec Tomasovii Jarosław Korzeń.
Partyzant Targowiska – Tomasovia Tomaszów Lubelski 3:1 (1:0)
Bramki: Gryboś (44-karny, 52), Wierdak (90) – Krawczyk (59-samobójcza).
Partyzant: Krawczyk – Fryc, Remut, Zych, Słaby (46 Łach), Sierżęga (85 Płonka), Łanucha, Nikody (85 Ginalski), Wierdak, Borowczyk, Gryboś (72 Wójcik).
Tomasovia: Bartoszyk – Jarema, Chwała, Zatorski (60 Kulas), Skiba, Baran, Słotwiński, Raczkiewicz, Kozyra, Rejs (80 Piechnik), Droździel.
Żółte kartki: Słaby, Sierżęga, Borowczyk (Partyzant) – Chwała, Droździel, Jarema (Tomasovia).
Sędziował: Paweł Małodziński (Mielec). Widzów: 500.
Komentarze