Wisła Puławy w sobotę o godz. 11 rozegra trzeci w tym sezonie mecz w roli gospodarza. Ponownie piłkarze Mariusza Sawy wystąpią w Poniatowej. Tamtejszy stadion do tej pory był dla nich bardzo szczęśliwy, bo po trzy punkty zostawiły tam Garbarnia Kraków i Świt Nowy Dwór Mazowiecki.
Po zwycięstwie nad Świtem piłkarze Wisły Puławy liczą na kolejny komplet punktów w meczu ze Zniczem
Tym razem "Duma Powiśla” spróbuje pokonać Znicza Pruszków.
Zespół trenera Mariusza Pawlaka po sześciu rozegranych meczach ma na swoim koncie dziewięć punktów i zajmuje wysokie, piąte miejsce w tabeli II ligi wschodniej. Znicz w bieżących rozgrywkach poniósł tylko jedną porażkę, 6 sierpnia u siebie z OKS Olsztyn 1:2.
Ostatnio ekipa z Pruszkowa pokonała silną Pogoń Siedlce 2:0. Najlepszym strzelcem tej drużyny, a przy okazji całej ligi razem z Konradem Nowakiem z Wisły jest Grzegorz Wojdyga. Obaj zawodnicy zdobyli już po cztery bramki.
Ten drugi zadziwia skutecznością, bo w barwach Motoru Lublin dwa razy wpisał się na listę strzelców i potrzebował do tego aż 41 spotkań.
W ekipie Znicza bardzo solidnie prezentuje się zwłaszcza linia ataku, w której występują: były gracz Śląska Wrocław Przemysław Łudziński i niegdyś gracz Motoru i Górnika Łęczna Kamil Witkowski.
Wisła przed tygodniem wreszcie po raz pierwszy w tym sezonie zachowała czyste konto. Pomogły w tym przetasowania w linii obrony, gdzie obok Mikołaja Skórnickiego zagrał Michał Budzyński. Co więcej przez 90 minut meczu ze Świtem bezrobotny był praktycznie Kamil Beszczyński.
W sobotę w defensywie nie powinny już zajść żadne zmiany. Tym bardziej, że nadal kontuzjowany jest Tomasz Bednaruk. Żaden z piłkarzy w ostatnim tygodniu nie narzekał na zdrowie i trener Sawa ma duże pole manewru.
– Mam nadzieję, że w sobotę będę miał tyle pracy, co w poprzednim tygodniu ze Świtem, czyli niewiele. Kiedyś lepiej znałem drużynę Znicza, teraz patrząc na skład muszę przyznać, że ich postawa będzie sporą zagadką.
Zresztą w tej lidze wszystko jest możliwe i naprawdę każdy może wygrać z każdym. Wychodzi też na to, że to będzie nasze przedostatnie spotkanie w Poniatowej. Powoli przyzwyczajamy się do tego stadionu, ale i tak wolelibyśmy, jak najszybciej przenieść się do siebie.
Co się stało, że dwa tygodnie temu dostaliśmy cztery gole od Pogoni, a ostatnio nie straciliśmy ani jednego? Po prostu zawody w Siedlcach to był taki wypadek przy pracy, nie ma sensu już do tego wracać – mówi obrońca Wisły Mikołaj Skórnicki.
Komentarze