Dla trenera Ogniwa Jacka Płoszaja wyjazdowy mecz z Unią Białopole był powrotem na stare śmieci. Szkoleniowiec przez pięć lat prowadził klub z Białopola. – Obecny skład Unii bardzo się zmienił – mówi Płoszaj.
09.10.2011 22:11
– Z piłkarzy, z którymi pracowałem, w sobotnim meczu przeciwko nam zagrali: Stanisław Domińczuk, Tomasz Soroka, Grzegorz Piekaruk i Sławomir Leśnicki, Rafał Osmanowski.
Gospodarze przymierzali się do zainkasowania kompletu punktów. Tym bardziej, że goście, choć wyszli na prowadzenie 2:1, nie grali tego, co zwykle. – Ten mecz jakoś nam nie wyszedł. Być może chłopcy zbyt luźno podeszli do rywala. Może my-śleli, że mecz wygra się sam – uważa Płoszaj.
Miejscowi podnieśli się z wyniku 1:2 i wyciągnęli na 3:2. Sporo pretensji przy drugiej bramce dla miejscowych ma do swoich graczy opiekun Ogniwa. – To był trochę dziwny gol, ale obciążający nasze konto. Zawinili obrońcy i bramkarz – twierdzi szkoleniowiec gości.
Gospodarzy wyprowadził na 3:2 Sławomir Leśnicki. Napastnikowi Unii wyszedł strzał życia, kiedy uderzeniem zza „16”, z woleja, zaskoczył bramkarza przyjezdnych Rafała Zagrabę.
Trzy punkty wymknęły się drużynie z Białopola w końcówce spotkania. Już w doliczonym czasie gry Ogniowo miało rzut karny, który na bramkę zamienił doświadczony Adam Mazurek.
– W takich sytuacjach Adam jest niezawodny – cieszy się Płoszaj. – Gospodarze nie mogą mieć pretensji o tę „11”. Decyzja sędziego była słuszna. O polu karnym faulowany był Norbert Charytanowicz.
Co o decyzji arbitra sądzą gospodarze?
– Jarosław Ostrowski, który rzekomo miał być faulującym zawodnikiem, twierdzi, że to on został kopnięty w nogi przez gracza Ogniwa – tłumaczy Jan Ostrowski, prezes Unii.
– Uważam, że w takim zamieszaniu podbramkowym, gdzie był gąszcz nóg piłkarzy , zawodnik gości zaprezentował boisko cwaniactwo.
Możemy mieć pretensje do sienie, że nie poszliśmy za ciosem i nie strzeliliśmy kolejnych goli, prowadząc 3:2. Już po raz drugi straciliśmy bramkę i punkty w doliczonym czasie gry. Pierwszy raz przytrafiło się to nam w meczu z Hetmanem Żółkiewka. Wtedy przegraliśmy 0:1. – Z remisu jestem zadowolony – dodaje trener Płoszaj.
Unia Białopole – Ogniwo Wierzbica 3:3 (1:1)
Bramki: Ciołek (2 z karnego), Rakowiecki (75), Leśnicki (79) – Krawiec (30), Charytanowicz (62), Adam Mazurek z karnego (90+5).
Unia: Bralewski – Kaliński (72 Rakowiecki), T. Soroka, Wagner, Demczuk, Osmanowski (61 Leśnicki), Domińczuk, Piekaruk, Sobczuk, Ciołek (87 Ostrowski), Chwedyna.
Ogniwo: Zagraba – Bakaj, Mazurek, Kapeluszny, Szanfisz (65 Gałecki), Krawiec, Zwolak, Nowaczek (78 R. Hanc), Charyta-nowicz, Nadolski, Bąk.
Rezerwy Startu Krasnystaw nadal nie zdobyły punktu w bieżącym sezonie. Młodzież trenera Leszka Dworuchy straciła sześć goli w meczu z Granicą Dorohusk, choć do przerwy przegrywała tylko 0:1. W tym okresie goście mogli strzelić kilka goli.
– Powinniśmy spokojnie prowadzić już 5:0 – twierdzi Stanisław Cybulski, szkoleniowiec Granicy. – Dobrych okazji nie wykorzystali: Jakub Turewicz, Michał Jabłoński i Konrad Ruszkiewicz. Cała trójka niemiłosiernie pudłowała.
Co nie udało się po przerwie, przyjezdni zrealizowali w drugiej odsłonie. Worek z golami otworzył w 52 min Mariusz Olender.
– W końcu chłopcy się odblokowali – mówi popularny „Cyba”. Klasycznym hat-trickiem popisał się Michał Jabłoński, a piątego gola dla Granicy strzelił Konrad Ruszkiewicz.
Zwycięstwo przyjezdnych mogło być bardziej okazałe. – Kamil Sergijuk i Adrian Jarosz mieli po dwie tzw. setki, ale ich nie wykorzystali. Adrian nie potrafił pokonać bramkarza Startu II z 10 metrów – relacjonuje Cybulski.
Start II Krasnystaw – Granica Dorohusk 0:6 (0:1)
Bramki: M. Olender (7, 52), Jabłoński (70, 72 z karnego, 79), Konrad Ruszkiewicz (69).
Start II: Martyna (76 Kurek) – Salitra, Kociuba, Błaszczak, Łuczyn, Kuźmicki, Rybczyński, Dworucha (46 Osypiuk), Wiśniewski, Dołowy, Szczepanik.
Granica: Kopeć – Sergijuk, Bukowski, Krzysztof Ruszkiewicz, Malinowski (80 P. Ruszkiewicz), Jarosz, M. Olender (70 Mirzwa), Konrad Ruszkiewicz, Jenda, Turewicz, Jabłoński.
Komentarze