Chełm na kilka godzin stał się jednym z najważniejszych punktów na politycznej mapie kraju. 9 maja 2026 roku w Chełmskiej Bibliotece Publicznej odbyła się konwencja programowa Prawa i Sprawiedliwości „Samorząd Przyszłości”, organizowana w ramach cyklu „Myśląc Polska. Alternatywa 2.0”.
Na zaproszenie prezydenta Chełma Jakuba Banaszka do miasta przyjechali najważniejsi politycy PiS: Jarosław Kaczyński, Przemysław Czarnek, Mateusz Morawiecki, parlamentarzyści, samorządowcy i eksperci związani z administracją publiczną. Oficjalnie rozmawiano o samorządzie. W praktyce – o czymś więcej: o tym, jak PiS chce odzyskać język rozwoju lokalnego i zbudować alternatywę wobec obecnej polityki rządu.
Nie tylko stolice województw
Główną osią wydarzenia było hasło „Polska Jednej Prędkości”. W Chełmie powtarzano je wielokrotnie, ale nie jako techniczny slogan programowy. Raczej jako polityczne oskarżenie: że Polska zbyt długo rozwijała się nierówno, zbyt długo premiowała największe miasta i zbyt często zapominała o miejscach takich jak Chełm, Zamość, Biała Podlaska czy Włodawa.
Jarosław Kaczyński mówił wprost, że samorządy nie są osobnym światem, lecz częścią państwa.
– Jesteście częścią państwa, macie wobec tego obowiązki wobec państwa. To są obowiązki państwowców – przekonywał prezes PiS.
W jego wystąpieniu samorząd nie był wyłącznie zarządcą dróg, szkół i budżetów. Był elementem większej całości: państwa, które – jak mówił Kaczyński – musi być skonsolidowane, jeśli chce zachować suwerenność i skuteczność. Najmocniej wybrzmiało jednak zdanie, które mogłoby być mottem całej konwencji:
– Nie może być Polski A i Polski B, Polski prowincjonalnej i Polski wielkich miast. Musi być jedna Polska.
Czarnek: państwo dziś zabiera samorządom oddech
Jeszcze ostrzejszy ton przyjął Przemysław Czarnek, przedstawiany jako kandydat PiS na premiera. Jego przemówienie było jednocześnie pochwałą samorządowej polityki poprzedniego rządu i krytyką obecnego systemu finansowania lokalnych wspólnot.
Czarnek przekonywał, że tylko w latach rządów PiS można było mówić o realnym wsparciu dla zadań wykonywanych przez samorządy.
– Czasy, w których wójt, starosta, prezydent miasta był panem i miał pieniądze, żeby odpowiadać na podstawowe potrzeby mieszkańców, skończyły się jesienią 2023 roku. Dziś państwo okrada samorządy – mówił.
Najbardziej obrazowo zabrzmiał fragment dotyczący szpitali powiatowych. Czarnek opisywał sytuację, w której placówki mają wykonywać świadczenia, a później walczyć o pieniądze za nadwykonania.
– Do tego szpitala powiatowego przychodzi pacjent. I on jest dzisiaj chory. Nie można mu powiedzieć, że jest nadwykonaniem tego szpitala i niech przyjdzie za rok.
W tej części konwencji samorząd został pokazany jako pierwsza linia kontaktu państwa z obywatelem – miejsce, gdzie wielka polityka przestaje być abstrakcją, a zaczyna oznaczać autobus, szpital, drogę, szkołę albo rachunek za oświetlenie ulic.
Morawiecki i geografia pieniędzy
Mateusz Morawiecki mówił szerzej – nie tylko o samorządach, ale o całym modelu rozwoju Polski po 1989 roku. Były premier przekonywał, że przez lata rozwój miał „konkretną geografię”: największe miasta zyskiwały szybciej, a mniejsze ośrodki wypadały z głównego nurtu inwestycji.
– Po 1989 roku rozwój miał bardzo konkretny wektor, miał bardzo konkretną geografię. Nie było przypadkiem, że inaczej rozwijał się Chełm, Zamość, Biała Podlaska czy Włodawa, a inaczej rozwijały się wielkie miasta – mówił.
Morawiecki wracał do krytyki modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego, który jego zdaniem ograniczył szanse miast średnich i byłych miast wojewódzkich. W jego ocenie obecny rząd wraca do logiki, w której najwięcej zyskują najbogatsze ośrodki.
– Pokaż mi, dokąd idą pieniądze, to ja ci powiem, jaka jest polityka gospodarcza państwa także względem samorządów – mówił były premier.
Jednym z konkretnych punktów programu była propozycja subwencji inwestycyjnej liczonej od liczby mieszkańców. Morawiecki mówił o mechanizmie, który miałby zagwarantować pieniądze także mniejszym samorządom: 500 zł na mieszkańca, minimum 5 mln zł dla jednostki i maksymalny limit dla największych miast. W zamyśle ma to przeciąć mechanizm, w którym Warszawa czy Wrocław zyskują setki milionów, a miasta powiatowe walczą o środki na podstawowe potrzeby.
Banaszek pokazał Chełm jako dowód
Gospodarz wydarzenia, prezydent Chełma Jakub Banaszek, wystąpił w podwójnej roli: samorządowca i politycznego świadka. Chełm miał być w jego narracji przykładem miasta, które po latach marginalizacji dostało szansę na przyspieszenie dzięki rządowym programom inwestycyjnym.
Banaszek podkreślał, że nie jest przeciwnikiem rozwoju metropolii, ale domaga się równego traktowania miast średnich i subregionalnych.
– Nie jestem przeciwko rozwojowi wielkich miast. One zawsze będą sercem województw. Ale byłe miasta wojewódzkie, ośrodki subregionalne, muszą mieć również równe szanse. Muszą być traktowane podmiotowo, a nie przedmiotowo.
Prezydent Chełma mówił o depopulacji, utracie funkcji społeczno-gospodarczych i o tym, że odpływ mieszkańców z takich miast nie jest kaprysem ludzi, ale skutkiem nierównych szans.
– To, że te miasta tracą funkcje społeczno-gospodarcze, nie jest spowodowane tym, że wszyscy nagle chcą je opuścić. Tylko dlatego, że nie ma Polski równych szans.
Wystąpienie Banaszka miało też mocno lokalny wymiar. Prezydent wymieniał instytucje i projekty, które – jak mówił – Chełm stracił po zmianie rządu: Centrum Digitalizacji Medycznej, filię PAIH, filię Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz część możliwości związanych z terenami inwestycyjnymi.
– Straciliśmy dużo rzeczy, ale nikt nam nie zabrał godności – mówił Banaszek, dodając, że Chełm pozostaje samorządem, który od ośmiu lat nie podnosi podatków.
Samorząd jako pole nowej kampanii
Program konwencji był rozpisany jak polityczna mapa tematów, które PiS chce wykorzystać w najbliższych latach. Po wystąpieniach liderów odbyły się panele: „Dobre 8 lat dla samorządu”, „Samorząd dla bogatych”, „Plan dla Polski”, a na koniec konsultacje programu „Polska Jednej Prędkości” z samorządowcami.
W gronie uczestników znaleźli się m.in. Tobiasz Bocheński, Beata Daszyńska-Muzyczka, Lucjusz Nadbereżny, Janusz Cieszyński, Jacek Sasin, Jarosław Stawiarski, Marcin Ociepa i samorządowcy z różnych części kraju. Sama konstrukcja wydarzenia pokazywała, że PiS chce zbudować opowieść nie tylko partyjną, lecz także samorządową – opartą na prezydentach, burmistrzach, radnych i lokalnych liderach.
Chełm był tu nieprzypadkową scenografią. To miasto położone blisko granicy, z historią byłego miasta wojewódzkiego i ambicją odzyskiwania znaczenia. Dla PiS stał się przykładem argumentu: jeśli państwo inwestuje poza metropoliami, mniejsze miasta mogą się zmieniać.
Polityczny sygnał z Chełma
Konwencja „Samorząd Przyszłości” była więc czymś więcej niż spotkaniem partyjnym. Była próbą zarysowania osi sporu: czy Polska ma rozwijać się przez największe miasta, czy przez równoczesne wzmacnianie wszystkich regionów.
Z Chełma popłynął przekaz prosty, ale politycznie nośny: samorządy mają być partnerem państwa, nie petentem; mniejsze miasta mają dostać narzędzia rozwoju, nie tylko obietnice; a Polska lokalna ma stać się jednym z głównych tematów nowej ofensywy programowej PiS.
Czy ta opowieść przekona wyborców poza salą Chełmskiej Biblioteki Publicznej – to już pytanie na kolejną kampanię. Ale jedno jest pewne: PiS wybrał Chełm, by powiedzieć, że wraca do walki o samorządowy język polityki.














Komentarze