Wkręcanie żarówek w latarniach potrwa trzy miesiące
Ci którzy liczyli, że po niedawnym oświadczeniu prezydenta Białej Podlaskiej, na ulicach od razu zrobi się bezpieczniej, mogą czuć się srogo rozczarowani. Na \"odkręcenie” decyzji o wykręceniu żarówek potrzeba czasu.
- 21.12.2011 19:51

Na początku kwietnia miasto zdecydowało się wyłączyć w ramach oszczędności co trzecią latarnię. Świecić miały tylko te przy skrzyżowaniach, przejściach dla pieszych czy okolicach szkół. Miało nie dojść do znaczącego pogorszenia widoczności.
Tyle teoria. W praktyce okazało się, że latarnie są wygaszane chaotycznie. Boczne ulice pozostały oświetlone, główne tonęły w ciemnościach. Rozpoczęły się protesty mieszkańców, a władze miasta w końcu zmieniły zdanie. – Nie można oszczędzać na bezpieczeństwie.
Otrzymywaliśmy mnóstwo uwag dotyczących decyzji o redukcji oświetlenia ulicznego. Przeprowadziłem wiele trudnych rozmów z mieszkańcami Białej Podlaskiej. Również sam proces wyłączenia lamp nie przebiegał zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Dochodziło do sytuacji, w których każda awaria oświetlenia była mylnie kojarzona z naszymi planami oszczędnościowymi – przyznawał niedawno prezydent Andrzej Czapski.
Teraz okazuje się, że choć proces włączania latarni już się rozpoczął, to w komplecie będą oświetlać bialskie ulice dopiero za trzy miesiące. – Ich ponownym uruchomieniem zajmuje się Zakład Energetyczny. Nie były wygaszone systemowo, ale metodą wykręcenia żarówki lub bezpiecznika. Dlatego nie da się tego przeprowadzić w jeden dzień. Będzie to długotrwały proces – wyjaśniają w Wydziale Dróg i Transportu bialskiego Ratusza.
A to oznacza, że niemalże każdą ulicę muszą odwiedzić pracownicy zakładu. – Będziemy sukcesywnie, po kolei włączać wszystkie ulice. W pierwszej kolejności te, z których napływało dużo interwencji – wyjaśnia Sławomir Kociubiński, dyrektor bialskiego Zakładu Energetycznego.
Zima na razie nie przeszkadza w tych pracach. – Staramy się, żeby cały czas jeździły dwa podnośniki – mówi dyrektor. – W większości przypadków wystarczy włączyć bezpieczniki, ale jeżeli w międzyczasie uszkodziła się żarówka, coś zamokło, to trzeba to uzupełnić. Pracę hydraulicznych podnośników może sparaliżować mróz większy niż minus 10 stopni Celsjusza, ale nawet wtedy w teren będą wyjeżdżały samochody pogotowia energetycznego i przynajmniej część latarni będą mogły uruchamiać.
Dyrektor przyznaje, że trzeba sprawdzić setki słupów. – W samej Białej Podlaskiej mamy 4 tys. opraw. Wyłączyliśmy więcej niż jedną czwartą – szacuje Kociubiński.
Dla miasta proces włączania oświetlenia nie oznacza dodatkowych kosztów. – Wykonujemy to w ramach umowy o konserwację – mówi Kociubiński. – Gdyby miasto oczekiwało, że zrobimy to w półtora miesiąca, to upominalibyśmy się o koszty, bo wymagałoby to pracy dodatkowych osób.
Reklama













Komentarze