Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Prezes Stali Kraśnik opowiada o rozstaniu z Andrzejem Danielakiem

W poniedziałek pisaliśmy o kulisach rozstania Andrzeja Danielaka ze Stalą Kraśnik. Prezes \"niebiesko-żółtych” Artur Rydzewski nie do końca zgadza się z wypowiedziami piłkarza, więc postanowił szczegółowo wyjaśnić, dlaczego 27-letni napastnik musiał dopłacić, aby rozwiązać swój kontrakt z klubem.
– Andrzej jeszcze przed odejściem z Kraśnika mówił, że bardzo poważnie myśli o zakończeniu swojej przygody z piłką. Później niespodziewanie okazało się, że odchodzi do Radzynia Podlaskiego. Nie ukrywam, że wśród członków zarządu Stali pojawiło się zdenerwowanie, bo chodziło przecież o naszego rywala w walce o awans do II ligi. Ja upierałem się, żeby piłkarz dopłacił 2400 zł, bo tyle wynoszą koszty rejestracji w Lubelskim Związku Piłki Nożnej. Nie dość, że musimy go wyrejestrować, to na jego miejsce trzeba będzie przecież zgłosić kogoś innego. Dlatego nie mogliśmy sobie pozwolić, żeby jeszcze do tego dopłacić. Mimo to zarząd zgodził się, że 1500 zł wystarczy do rozwiązania umowy. Andrzej nie musiał też rezygnować z trzymiesięcznych zaległości. Półtora tysiąca dostał na święta i zalegaliśmy mu jeszcze 3500 zł. Dla mnie to jest czysty interes i po prostu liczył się fakt, żeby klub mógł na tym zarobić. Ja nie robię tego dla siebie. Działamy tak, jak większość drużyn. Staramy się, żeby zawodnicy nie odchodzili od nas za darmo – przekonuje Artur Rydzewski. Inaczej sprawę zaległości widzi sam zawodnik. – W grudniu rzeczywiście dostałem pieniądze, ale była to wypłata za wrzesień. 15 stycznia powinienem dostać grudniową pensję i łącznie byłby to trzeci miesiąc zaległości – mówi nam piłkarz. Prezes Stali przyznał także, że Danielak nie do końca spełnił oczekiwania działaczy. – Muszę przyznać, że Andrzej był naszym najdroższym zawodnikiem i więcej się po nim spodziewaliśmy. Z bardzo dobrej strony pokazał się w meczach sparingowych, ale na początku sezonu radził sobie słabo. Długo nie mógł trafić do siatki, rozstrzelał się dopiero w końcówce, kiedy zdobył pięć goli. Zupełnie nie rozumiem też zarzutu Andrzeja, że traktuję zawodników, jak pracowników swojej firmy budowlanej. Piłkarz w niższych ligach pobiera przecież pieniądze za wykonaną pracę. Jeżeli nie uczestniczy w treningu, czy nie bierze udziału w meczu, to po prostu nie zarobi. Uważam, że nasz obecny sukces sportowy zawdzięczamy między innymi temu, że trzymamy dyscyplinę. Zdaję sobie sprawę, że zawodnicy chcieliby przychodzić na zajęcia, kiedy im pasuje i tak było u nas jakiś czas temu. Teraz jednak wszystko się zmieniło – dodał prezes Rydzewski.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama