Kolejny wychowanek pożegnał się z Wisłą Puławy. Po Łukaszu Gizie tym razem z \"Dumą Powiśla” rozstał się Adam Mróz, który spędził w klubie niemal 22 lata. Środkowy obrońca rozwiązał swój kontrakt za porozumieniem stron.
Adam Mróz odchodzi z Wisły Puławy po 22 latach spędzonych w tym klubie (ARCHIWUM)
– Na pierwszy trening przyszedłem, jak miałem osiem lub dziewięć lat. Pamiętam nawet trenera – Heńka Adamczyka i asfaltowe boisko, na którym graliśmy.
Ciężko odchodzić po tylu latach. Może jednak kiedyś uda się wrócić. Na razie nie wyobrażam sobie, że w weekend nie będzie mnie na meczu Wisły – mówi Adam Mróz, na którego odejście zanosiło się od dłuższego czasu.
Już po zakończeniu rundy jesiennej trener Mariusz Sawa przedstawił listę zawodników "do ostrzału” i znajdował się na niej także Mróz. Najpierw jednak działacze pożegnali się ze szkoleniowcem, a nowym opiekunem drużyny został dotychczasowy asystent Jacek Magnuszewski.
– Okazało się, że trener Magnuszewski widziałby mnie w drużynie. Ale działacze chcieli renegocjować warunki umowy. Miałem zgodzić się na obniżkę kontraktu o połowę, a do tego zaproponowano mi jeszcze funkcję kierownika.
Nie widziałem powodu, dla którego moja pensja miałaby zostać obniżona. I dlatego postanowiłem, że dam sobie spokój. Mam trochę żal, bo działacze mogli to wszystko załatwić trochę inaczej. Szkoda, że w taki sposób traktuje się wychowanków.
Nie mówię już nawet o sobie, ale o "Gizmenie”, który zrobił sporo dobrego dla tego klubu. Czasami współpraca z trenerem Sawą nie należała do najłatwiejszych. Kiedyś usłyszałem od niego, że skoro nie chcę sam odejść, to są sposoby, żeby załatwić takich graczy ja. Mimo wszystko właśnie u niego grałem najwięcej – dodaje zawodnik.
Mróz nie ma zamiaru kończyć z graniem w piłkę. Dostał dwie oferty, z IV ligi i klasy okręgowej. Ostateczną decyzję dotyczącą swojej przyszłości ma podjąć do następnego poniedziałku.
A jego byli koledzy dzisiaj o godz. 17 rozegrają kolejny sparing, z GKP Targówek Warszawa. Mecz odbędzie się na bocznym boisku przy ul. Hauke-Bossaka.
Komentarze