Kiedy w Kolembrodach wybuchł tragiczny pożar, w którym zginęły trzy osoby, wzywający straż Mirosław Kwiatkowski nie mógł dodzwonić się do najbliższej Komendy Powiatowej PSP w Radzyniu Podlaskim. Jego telefoniczny alarm został odebrany przez straż w odległym o kilkadziesiąt kilometrów ... Parczewie. Dobrze, że w tej samej minucie parczewscy strażacy od razu poinformowali kolegów w Radzyniu Podlaskim, że płonie dom w Kolembrodach.
pim
13.02.2012 18:58
Pożar w Kolembrodach. (Marek Pietrzela)
St. aspirant sztabowy Arkadiusz Łukaszuk z KP PSP w Parczewie mówi, że strażacy są zdziwieni tym, jak sieci różnych operatorów telefonii komórkowej, łączą wezwania. – Istotnie, o godz. 22.10 w piątek otrzymaliśmy wezwanie ze wsi Kolembrody o pożarze. Wcześniej mieliśmy telefony o nagłych zdarzeniach m.in. z Niedźwiady, Lubartowa i Łęcznej. Od razu przekazujemy takie sygnały właściwym jednostkom – wyjaśnia.
Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu Bialskiego radny Ryszard Boś, dopytywał się komendanta miejskiego PSP w Białej Podlaskiej, dlaczego telefon alarmowy 112 z komórki odbiera policjant, a z telefonu stacjonarnego strażak. – Podczas tragicznych zdarzeń uciekają cenne sekundy i minuty. Kiedy wreszcie nie będzie tych problemów? – pytał.
Brygadier Zbigniew Łaziuk, komendant miejski PSP w Białej Podlaskiej odparł, że już wcześniej miały powstać powiatowe centra powiadamiania ratunkowego, w których numer 112 powinien być odbierany przez straż. – Nie wie nikt, kiedy w naszych powiatach będzie wdrożony ten system. Ta sytuacja jest niezależna od woli naszych służb – zauważył.
Więcej o pożarze: Kolembrody: Trzy osoby zginęły w pożarze
Komentarze