Reklama
Wywar z gorzelni wylewają na pola. Strasznie śmierdzi
Mieszkańcom Wólki Polinowskiej (pow. bialski) nie podoba się wylewanie w pobliżu ich wsi śmierdzącego wywaru. Po naszej interwencji Inspekcja Ochrony Środowiska zakazała wywożenia zimą odpadów na pola.
- 14.02.2012 22:08
Pierwszy zaprotestował Mieczysław Bienia z Wólki Polinowskiej, ceniony podlaski archeolog. Nie mógł wytrzymać dokuczliwego zapachu, którego źródło znajduje się na okolicznych polach. Fetor nasilił się półtora tygodnia temu. – W promieniu paru kilometrów czuć było przykrą woń odpadów z gorzelni w Konstantynowie. Nic dziwnego, że rodzice nie wypuszczają dzieci na dwór – mówi Bienia.
Według niego wcześnie rano lub późnym wieczorem na pola wyjeżdża beczkowóz. Wylewa brązową, śmierdzącą maź. Zalanych zostało kilkanaście hektarów.
Jednym zapach przeszkadza, inni sami wylewają. – Kiedy w lecie ludzie wylewają na pola wywar brany z gorzelni i szybko zaorują, wtedy przykre zapachy nie utrzymują się długo. Ale nie można lać tej mazi w zimie, bo nie wsiąka i nie da się oddychać – mówi mieszkający w pobliżu pan Stanisław.
Krystyna Rabczuk, sołtys wsi Wólka Polinowska, też jest przeciw zimowemu wylewaniu wywaru na pola. – W mrozie ten smród jakby stał w miejscu. Mieszkam niedaleko pól. Widzę czasem rano lub wieczorem beczkowóz wylewający maź. Bucha wtedy gorąca para – mówi sołtys.
Skargami zainteresowaliśmy bialską Delegaturę Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Edward Dec, kierownik delegatury, poinformował nas, że kontrolerzy na miejscu potwierdzili skargi. – Jedna beczka wywaru została wywieziona z Zakładu rolnego daleko od zabudowań. A cztery beczki wywiózł rolnik na swoje pola w środku wsi. Wydaliśmy zakaz wylewania wywaru, gdy ziemia jest zamarznięta i nie można zaorać odpadów. Jeśli sytuacja się powtórzy, będziemy wyciągać konsekwencje.
Tuż po kontroli zadzwonił do nas Władysław Rusecki, dyrektor Przedsiębiorstwa Rolno-Handlowego Konstantynów. – To było zrobione na polityczne zlecenie! Ja zapewniam pracę w 30-osobowej firmie. Czy my wylewamy, to moja sprawa – stwierdził.
Tymczasem Mieczysław Bienia informuje, że nie widzi już beczkowozów jeżdżących po polach. A pani sołtys przyznaje, że jest wdzięczna archeologowi za protest. Oboje oczekują szybkiego nadejścia wiosny, bo na razie przykry zapach we wsi się utrzymuje.
Reklama













Komentarze