Nic dwa razy się nie zdarza, jak mówią słowa popularnej piosenki. W sobotę piłkarze Chełmianki zafundowali jednak swoim kibicom powtórkę sprzed tygodnia, kiedy przegrali z KS Zaczernie 1:2. Tym razem „biało-zieloni” w takich samych rozmiarach i w podobnych okolicznościach ulegli Unii Nowa Sarzyna.
Trener Chełmianki Waldemar Wiater zapowiada zmiany w składzie i inną taktykę na mecz ze Stalą Mielec
Pierwsze 20 minut należało zdecydowanie do gospodarzy, którzy kilka razy strzelali na bramkę rywali. Próbował chociażby Marcin Gregorowicz głową, ale posłał piłkę nad poprzeczką.
Jarosław Wyroślak trafił z kolei jedynie w boczną siatkę. W 23 minucie ekipa z Nowej Sarzyny wyszła na niespodziewane prowadzenie po tym, jak Paweł Wtorek popisał się precyzyjnym strzałem po ziemi, ale w tej sytuacji zdrzemnęli się dwaj stoperzy miejscowych.
„Biało-zieloni” nie mogli się podnieść po tym ciosie, ale już w 33 min powinni doprowadzić do remisu. Antybohater meczu z Zaczerniem, Wyroślak po dobrym dośrodkowaniu Marcina Kasperka uderzył głową, ale tylko w poprzeczkę.
Chełmianka zmarnowała dobrą szansę, a Unia po raz drugi wykazała się zimną krwią pod bramką Pawła Szokaluka i jeszcze przed przerwą Piotr Mazurkiewicz w sytuacji sam na sam trafił na 2:0. W samej końcówce znowu okazję miał Wyroślak, ale tym razem w ostatniej chwili wślizgiem piłkę wygarnął mu Dariusz Bartnik.
Od początku drugiej części do ataku ruszyli miejscowi, ale mimo optycznej przewagi nie mieli klarownych okazji. Co innego przyjezdni, bo w 70 min powinno być po zawodach. Wówczas Michał Mistrzyk popisał się ładnym strzałem z dystansu, ale na szczęście dla gospodarzy trafił w słupek.
W końcówce najgroźniejszym graczem gospodarzy był Krzysztof Fajman. Pierwsza próba zawodnika Chełmianki została jednak zablokowana przez obrońców Unii. W doliczonym czasie gry Fajman wreszcie przełamał niemoc zespołu Waldemara Wiatra i trafił na 1:2.
Na więcej zabrakło już jednak czasu i druga z rzędu porażka przed własną publicznością Chełmianki stała się faktem. To jednak nie koniec złych wiadomości. Kamil Drob i jego koledzy wylądowali w strefie spadkowej, a w najbliższych tygodniach czekają ich mecze z rozpędzoną Stalą Mielec (dwa zwycięstwa w dwóch meczach rundy wiosennej) i groźną Avią Świdnik.
– Każda drużyna, która straci pięciu zawodników będzie w tarapatach. Ja nie chcę się tym jednak usprawiedliwiać, bo znowu sprezentowaliśmy rywalom oba gole. Zdecydowanie mogliśmy ich uniknąć. Ponownie zmarnowaliśmy też sporo sytuacji. Zawiódł mnie też środek pola i coś będziemy musieli pokombinować. We wtorek zagramy sparing z Victorią Żmudź i będzie szansa na eksperymenty – zapowiada trener Wiater.
Chełmianka Chełm – Unia Nowa Sarzyna 1:2 (0:2)
Bramki: Fajman (90+3) – Wtorek (23), Mazurkiewicz (36).
Chełmianka: Szokaluk – Dyczko, Krzyżak, Słomka, Kogut, Krakiewicz, Wieczorek, Kasperek (75 Korszla), Gregorowicz (60 Bala), Fajman, Wyroślak (65 Drob).
Unia: Zastawny – Pydych, Bartnik, Winiarski, Telka, Bąba (89 Pieróg), Lebioda, Wtorek, Mazurkiewicz (78 Bigas), Mistrzyk, Bednarz (90 Błajda).
Żółte kartki: Kogut– Pydych.
Sędziował: Mariusz Śledź (Biała Podlaska). Widzów: 600.
Po zwycięstwie nad liderem tabeli Siarką Tarnobrzeg (2:1) piłkarze Tomasovii zremisowali w Boguchwale z tamtejszym Izolatorem 0:0.
Poziom meczu mocno jednak rozczarował, a obie drużyny mimo kilku sytuacji strzelały "panu Bogu w okno”. Najlepszą szansę zmarnowali gospodarze, bo w 60 minucie nie potrafili pokonać Piotra Waśkiewicza nawet z rzutu karnego.
W pierwszej połowie to Izolator miał więcej z gry, ale nie przekładało się to na sytuacje pod bramką obu drużyn. Co ciekawe niewiele zabrakło, a w 37 minucie to "niebiesko-biali” objęliby niespodziewane prowadzenie.
Wówczas Marcin Kopiec próbował podać głową do swojego bramkarza Piotra Pawlusa, ale nie zrobił tego zbyt precyzyjnie i na ratunek gospodarzom przyszedł słupek. Jeszcze przed przerwą niewiele do szczęścia zabrakło Łukaszowi Rogali, który przymierzył z rzutu wolnego z ponad 30 metrów, ale minimalnie niecelnie.
Po kwadransie gry w drugiej połowie powinno być 1:0. Sędzia podyktował rzut karny dla miejscowych, a do piłki podszedł Krzysztof Szpond Strzelił jednak lekko i do tego w prawy róg, w który rzucił się bramkarz Tomasovii. Golkiper przyjezdnych tuż przed uderzeniem rywala podszedł do niego i... spojrzał mu głęboko w oczy.
– Próbowałem wyprowadzić przeciwnika z równowagi. To mój pierwszy obroniony karny w tym sezonie – cieszył się Waśkiewicz. W kolejnych fragmentach szczęścia próbowali jeszcze Szpond i Pawel Adamczyk, ale ich strzały z dystansu nie zrobiły krzywdy Tomasovii.
Za to zespół z Tomaszowa Lubelskiego miał lepsze okazje. Najpierw Pawlus wygrał pojedynek z Przemysławem Wawrycą, a później Ireneusz Baran mógł dać gościom całą pulę, ale przestrzelił z linii pola karnego.
– Chcieliśmy wygrać, ale zagraliśmy na 30 procent swoich możliwości. Jechaliśmy cztery i pół godziny naszym super autobusem, co odczuli zawodnicy. Na dodatek w tym tygodniu nie mogliśmy dobrze potrenować, bo z powodów osobistych na zajęciach brakowało kilku zawodników– powiedział po spotkaniu trener Bohdan Bławacki.
Izolator Boguchwała – Tomasovia Tomaszów Lubelski 0:0
Izolator: Pawlus – Kopiec, Czopko, Rogala, Szpond, Wiącek, Bereś (70 Karwat), Domin, Cupryś (53 J.Skiba), Rusin (65 Porada), Tyburczy (55 Adamczyk).
Tomasovia: Waśkiewicz – Żurawski, Chwała, Joniec, M. Skiba, Droździel (75 Wawryca), Zatorski (90 Zdybek), Raczkiewicz, Kozyra, Szafrański (60 Baran), Paskiw.
Żółte kartki: Tybulczy, Cupryś (I) – Zatorski, Droździel (T).
Sędziował: Radosław Wąsik (Lublin). Widzów: 300.
Komentarze