Dzięki korzystnym wynikom sobotnich spotkań przed drużyną Zbigniewa Grzesiaka pojawiła się szansa, żeby wskoczyć na pierwsze miejsce w tabeli. Problem w tym, że Orlęta potrzebowały zwycięstwa nad Stalą Kraśnik, żeby zrealizować ten plan. Radzynianie nie zmarnowali szansy i wczoraj pokonali w derbach swoich rywali 1:0.
Rafał Borysiuk i jego koledzy pokonali w niedzielę Stal Kraśnik 1:0 (JACEK ŚWIERCZYŃSKI)
– Wszyscy jesteśmy wkurzeni, bo to było spotkanie na remis. I podział punktów byłby chyba najsprawiedliwszy. Znowu jednak pechowo tracimy gola i musimy się pogodzić z drugą porażką.
Nie możemy sobie pozwolić na kolejne przegrane i liczymy, że za tydzień z Sanokiem wreszcie uda się zdobyć trzy punkty. Niby góra tabeli nam nie odskakuje, ale dół coraz mocniej naciska – mówi Rafał Szczawiński ze Stali.
W pierwszej połowie spotkanie było wyrównane i stało na niezłym poziomie. Oba zespoły pokazały, że potrafią dłużej utrzymać się przy piłce. Groźniejsi byli jednak miejscowi, a zwłaszcza Marek Piotrowicz, który dwa razy znalazł się w dogodnych sytuacjach.
Najpierw jednak 29-latek z kilku metrów posłał piłkę nad poprzeczką, a później zamiast strzelać niepotrzebnie szukał w polu karnym Andrzeja Danielaka. Goście też mieli swoje szanse, a najlepszą chyba były gracz Orląt Daniel Szewc, ale z około 11 m nieznacznie się pomylił.
W drugiej części okazji było nieco więcej. Jako pierwszy na listę strzelców mógł wpisać się Rafał Borysiuk. Pomocnik gospodarzy przed tygodniem kapitalnym uderzeniem z dystansu zapewnił punkt swojemu zespołowi w Przemyślu. Tym razem huknął z rzutu wolnego z 30 m i trafił w poprzeczkę.
Kilka chwil później wymarzoną szansę miał Tomasz Ryczek, który znalazł się sam przed Krzysztofem Stężałą, ale uderzył zbyt lekko i jeden z rywali zdołał wybić piłkę zmierzającą do siatki.
Odpowiedź ekipy trenera Grzesiaka była natychmiastowa. Znowu z wolnego strzelał "Borys” i tym razem dopisało mu szczęście, bo piłka najpierw uderzyła w słupek, po czym odbiła się od pleców Marcina Zapała i wpadła do siatki. W końcówce były szanse na kolejne trafienia, ale pudła zaliczyli Jurij Michalczuk i ponownie Piotrowicz.
Po stronie przyjezdnych okazję na wyrównanie miał Tomasz Prasnal, ale jego strzał z kilkunastu metrów zdołał złapać Stężała.
– Wcale nie ćwiczyłem w przerwie uderzeń ze stałych fragmentów gry. Po prostu dobrze mi to wychodziło w niedzielę. Zresztą przy golu w ostatniej chwili zabrałem piłkę Markowi Piotrowiczowi, bo i on miał ochotę spróbować.
Nieważne jednak, kto strzela. Liczą się nasze zwycięstwa. Chociaż Stal wysoko zawiesiła nam poprzeczkę to uważam, że byliśmy lepsi i zasłużyliśmy na trzy punkty. Jesteśmy liderem i bardzo nas cieszy ta pozycja – mówi zawodnik Orląt Rafał Borysiuk.
Orlęta Radzyń Podlaski – Stal Kraśnik 1:0 (0:0)
Bramka: Zapał (73-samobójcza).
Orlęta: Stężała – Kazubski, Zarzecki, Nowik, Kuśmirek, Ptaszyński, Borysiuk, Król, Piotrowicz, Danielak, Michalczuk.
Stal: Zapał – Prasnal, Pietroń, Stadnicki, Nowak, Ryczek, Drozd, Mielniczuk, Szewc, Szczawiński, Eduardo.
Żółte kartki: Danielak, Nowik, Pliszka, Kazubski (O) – Stadnicki, Ręba (S).
Sędziował: Piotr Kasperski (Lublin). Widzów: 700.
Komentarze